Do Polski po latach oczekiwania trafił 2. sezon serialu "Billy the Kid". Przy okazji premiery kontynuacji, mieliśmy okazję porozmawiać z jego twórcą, Michaelem Hirstem. Zapytaliśmy go o kulisy kręcenia westernu, ale również o kultowych "Wikingów" i nadchodzący serial z tego uniwersum.

"Billy the Kid" to najnowsza produkcja historyczna Michaela Hirsta, która dołączyła do grona innych produkcji twórcy. Serial zadebiutował w 2022 roku, a październiku 2023 roku widzowie mogli oglądać drugą odsłonę. Niestety tylko za granicą. Dziś na szczęście można nadrobić zaległości - 2. sezon serialu "Billy the Kid" zadebiutował 26 stycznia na kanale Viaplay Filmy i Seriale, a przy okazji premiery udało nam się porozmawiać z jego twórcą.
Jest tego więcej: Ustaw Spider's Web jako preferowane medium w Google
Michael Hirst o 2. sezonie serialu Billy the Kid i Wikingach - wywiad
Anna Bortniak: Przeniosłeś się z zimnych nordyckich klimatów "Wikingów" do gorętszych klimatów "Billy’ego the Kida". Dlaczego wybrałeś western i dlaczego legendę Billy'ego Kidda?
Michael Hirst: Kiedy "Wikingowie" odnieśli sukces, to producenci po raz pierwszy zapytali mnie, co chcę zrobić. Poszedłem do Michaela Wrighta z MGM+. Zapytał, czego pragnę, a ja powiedziałem, że zawsze marzyłem o westernie. Okazało się, że Michael pracował kiedyś ze Stevenem Spielbergiem i wspomniał, że mają scenariusz westernu, którego nigdy nie zrealizowali. Zasugerował, żebym go zaadaptował. Odparłem, że jeśli miałbym zrobić western, to tylko jeden - o Billym the Kidzie.
Wybrałem tę historię, ponieważ nawiązuje do mojego dzieciństwa, kiedy jako dziecko biegałem półtora mili do szkoły i wyobrażałem sobie, że jestem Billym na białym koniu, ściganym przez szeryfa. Utożsamiałem się z nim, choć dorastałem na północy Anglii, czyli tak daleko od Nowego Meksyku jak tylko się da (śmiech). Był moim bohaterem, a ten serial jest o jednym z moim największych idoli.
"Billy the Kid" to serial oparty na faktach. Ile jest w nim fikcji, a ile prawdy? Z jakich źródeł historycznych korzystałeś?
Ludzie zawsze się dziwią, kiedy słyszą, że prawie wszystko, co widzą w serialu, wydarzyło się naprawdę - historia była tak dramatyczna, że nie musiałem jej koloryzować ani niczego zmyślać. Jeśli chodzi o materiały źródłowe, to o Billym przeczytałem właściwie wszystko, ale kluczowa była dla mnie książka "Frontier Fighter: The Autobiography of George W. Coe", który był w centrum tamtych wydarzeń i walczył z Billym ramię w ramię. To była moja biblia, bo Coe wydawał się uczciwie opisywać historię, w której rzeczywiście uczestniczył, dlatego właśnie ta książka towarzyszyła nam podczas tworzenia serialu. Oczywiście wprowadziłem jedną czy dwie zmiany, bo fakty bywały niejasne - historycy spierali się o szczegóły, zwłaszcza finał, dlatego poczułem, że mogę wpleść do fabuły własną interpretację i zadecydować, jak chcę opowiedzieć tę historię.

Wspomniałeś o niejasnościach w historii. Czy w podczas researchu do produkcji szukasz twardych faktów czy raczej luk i niedopowiedzeń, które możesz wpleść w swoją narrację?
Lubię obie opcje, ale w przypadku Billy'ego chciałem to zrobić inaczej. Większość historyków opisywało go jako kolejnego psychopatycznego zabójcę, bo tak twierdzili szeryf Garrett i władze Nowego Meksyku. Tymczasem, a wiem to z "biblii" Coe'ego, ci, którzy go znali, kochali go. Jako Irlandczyk rozumiał dyskryminację, utożsamiał się z Meksykanami - oni go adoptowali. Miał nawet meksykańską dziewczynę. Odkryłem, że miał piękny głos, grał na gitarze, tańczył i ożywiał imprezy. Coe pisał, że Billy był kochany przez bliskich, ale władza go nienawidziła - nie za napady na banki, lecz za obronę Meksykanów. W tamtych czasach Amerykanie wypędzali ich bowiem z ziemi, która legalnie należała ludności meksykańskiej. Robili to, co aktualnie robi Donald Trump. Dlatego ten serial to dużej mierze historia o imigrantach - Billy sam był przecież imigrantem z Irlandii.
Mówisz o Billym tak jakby był twoim najlepszych przyjacielem, co tylko pokazuje, jak dobrze znasz jego postać. Czy podczas zapoznawania się z jego historią myślałeś już, że w roli głównej zostanie obsadzony Tom Blyth?
Obsadą zajmowała się firma Spielberga z genialnym reżyserem castingów. Zakładaliśmy, że w główną rolę wcieli się amerykański aktor, ale proces był długi. Zgłosiło się mnóstwo potencjalnych odtwórców roli Billy'ego, a wśród nich był właśnie Tom Blyth. Nie wiedzieliśmy o nim zbyt wiele, ale on prędko zgłosił się na casting. Napisał do mnie: "To rola dla mnie" i wysłał swoje zdjęcie - wyglądał jak Billy, w przeciwieństwie do innych. To było niemożliwe.
Miałem jednak opory w związku z jego brakiem doświadczenia. Postanowiłem zatem, że będzie musiał przejść test. Pomyślałem: wiem, że Billy miał piękny głos, grał na gitarze. Sprawdźmy, czy Tom również to potrafi. W ciągu 24 godzin otrzymałem idealne nagranie. Jako showrunner i scenarzysta nigdy nie czułem, że mam nieograniczoną władzę, ale w tym przypadku bardzo nalegałem na to, żeby obsadzić Toma w tej roli. To, że teraz nie jest aż tak znany, nic dla mnie nie znaczyło. Właściwie to była dla mnie nawet zaleta, że nie niesie ze sobą żadnego bagażu, a wychodzi znikąd jak Billy.

Czy napotkałeś jakieś trudności podczas kręcenia 2. sezonu, na przykład podczas scen akcji?
Tak, ale rzeczy wyglądające na trudne okazywały się proste dzięki ekipie, która była z nami w Calgary w Kanadzie. Kręciliśmy na ranczu z doświadczonymi ludźmi, którzy pracowali przy popularnych westernach z lat 40. i 50. Oni po prostu znali się na rzeczy. Dobrym przykładem są profesjonalni kowboje, których zatrudniliśmy, aby jeździli konno z naszymi młodymi aktorami, którzy dopiero uczyli się jeździć.
Prawdziwym wyzwaniem były jednak zdjęcia podczas pandemii COVID-19 w 2020 roku. Wszyscy, którzy brali udział w serialu, musieli spędzić dwa tygodnie na kwarantannie przed wejściem na plan. Wiedziałem, że nie mogę być z dala od rodziny przez dwa tygodnie w hotelu, więc nie pojechałem na plan i wszystko kontrolowałem zdalnie. Obsada i ekipa były cudowne - muszę przyznać, że młodzi robili kariery w trudnych warunkach.
Mimo że finał "Wikingów" już dawno za nami, muszę o to zapytać. Zabicie Ragnara Lothbroka to było z pewnością duże ryzyko, być może największe w historii współczesnej telewizji. Czy pisałeś ten moment z pewną obawą, czy byłeś pewien, że historia jego synów jest wystarczająco silna, by unieść serial?
Kiedy pisałem pierwszy zarys serialu, Ragnar miał zginąć pod koniec pierwszego sezonu. Ale kiedy zobaczyłem Travisa Fimmel i Katheryn Winnick, serialową Lagerthę, w akcji, pomyślałem, że są niesamowici. Travis często nie musiał nic mówić - wystarczyło, że patrzył w kamerę. To było cudowne, dlatego nie tylko nie mogłem go zabić pod koniec 1. sezonu, ale nie mogłem tego również zrobić aż do 4. sezonu. Ale w pewnym momencie skończyła mi się dla niego historia, ponieważ, powtórzę, historie były oparte na faktach. Korzystałem z usług konsultanta historycznego i nie chciałem zmyślać o Ragnarze. Wiedziałem, że królestwo przejdzie w ręce jego synów i chciałem, żeby ten wątek pojawił się w serialu.
Z tym tematem wiąże się również zabawna anegdota. Travis był pewien, że po śmierci jego bohatera nikt nie będzie oglądał "Wikingów", dlatego po emisji pierwszego odcinka bez Ragnara, zadzwonił do MGM z pytaniem o liczbę widzów serialu. Odpowiedzieli mu: "Travis, dzisiaj odcinek ogląda więcej osób" (śmiech).
Teraz kręcimy kolejny serial o wikingach, zatytułowany "Blood Axe", którego akcja rozgrywa się 100 lat po wydarzeniach z "Wikingów". Wspaniale jest wrócić do tego świata.

Kiedy możemy spodziewać się premiery?
1. sezon zadebiutuje pod koniec tego roku, być może już we wrześniu.
"Bloodaxe" to serial, którego wielu fanów z pewnością nie może się doczekać, ale wróćmy do "Wikingów". Pisząc tę serię przez wiele lat, z pewnością mierzyłeś się z wysiłkiem intelektualnym i emocjonalnym. Jak bronisz się przed wypaleniem zawodowym i skąd czerpiesz energię, by wciąż zaskakiwać samego siebie?
Nigdy nie brakowało mi historii, ponieważ mój konsultant historyczny ciągle podsuwał mi nowe wątki o synach Ragnara, które zawsze okazywały się niezwykłe. Prawda jest taka, że pisanie nie było obciążeniem, ale praca showrunnera na planie, czyli cały dzień spędzony na kręceniu scen czy spotkania z reżyserami, już tak.
Teraz, gdy o tym myślę, to pisanie wyczerpywało mnie jednak bardziej, niż myślałem. Podczas realizowania "Wikingów" wynajęli mi małe mieszkanie na irlandzkim wybrzeżu pod Dublinem, gdzie po pracy na planie pisałem od około 17:00 do 22:00, cztery dni w tygodniu, przez 6-7 lat. Tym razem "Bloodaxe" piszę razem synem i to dla mnie wielka ulga.

Wielu młodych ludzi czerpie wiedzę o historii właśnie z twoich seriali. Czy czujesz ciężar odpowiedzialności za to, jak postrzegane będą takie postacie jak Henryk VIII czy Ivar bez Kości, czy może priorytetem jest zawsze emocjonalna prawda opowieści, a nie faktografia?
Cóż, historia jest zawsze najważniejsza - zawsze powtarzam, że lwia część historii opiera się na prawdziwych wydarzeniach. A później dzieją się rzeczy, z których jestem bardzo dumny. Na przykład podczas emisji "Dynastii Tudorów" otrzymywałem listy od amerykańskich nauczycieli, że uczniowie interesują się Tudorami, a rodzice zabierają ich do Anglii, by zobaczyli miejsca z serialu.
Z kolei w przypadku "Wikingów" w połowie emisji zostałem zaproszony do Muzeum Łodzi Wikingów w Oslo. Dyrektor specjalnie dla mnie zamknął muzeum i oprowadził mnie prywatnie. Kiedy zapytałem, dlaczego to robi, odpowiedział: "Michael, od czasu serialu mamy dwa razy więcej zwiedzających. Możemy finansować więcej wykopalisk, znajdujemy nowe statki i dowody". Okazało się również, że serial zmienił pogląd Norwegów na temat ich przodków. Byli oni wychowywani w przekonaniu, że ich przodkowie byli okrutnymi bandytami oraz uczeni, by ich nienawidzić. Serial pokazał prawdę: że byli to niesamowici żeglarze i ludzie, którzy traktowali kobiety lepiej niż kraje chrześcijańskie - mogły one rządzić, posiadać domy, rozwodzić się. Nikt tego wcześniej nie wiedział.
Gdybyś miał wehikuł czasu i mógł spędzić jeden wieczór przy ognisku lub kolacji z bohaterem, którego ożywiłeś na ekranie, kto by to był i co byś mu powiedział?
Chciałbym spędzić czas z Billym, ponieważ uważam, że był młodym i dobrym człowiekiem. Myślę, że chciałbym mu powiedzieć, że w przyszłości ludzie będą pisać o nim jako o bohaterze.
Cały, 8-odcinkowy 2. sezon serialu "Billy the Kid" zadebiutował 26 stycznia na kanale Viaplay Filmy i Seriale. Kanał jest dostępny w serwisach Prime Video, Megogo, Canal+ oraz Play.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Twórca Wikingów zrobił świetny serial. Muszę wam o nim opowiedzieć, bo wciąga
- Genialny western twórcy Wikingów w końcu w Polsce. Czekaliśmy całe lata
- Viaplay ma na rękach wielki hit. "Billy the Kid" to nowy serial od twórcy "Wikingów"
- Netflix anulował głośny serial. Gillian Anderson odrzucona
- Sequel Yellowstone z datą premiery. To nie będzie długi seans






































