Do oferty Netfliksa właśnie trafiła "Miłość i śmierć" - serialowy kryminał, który wcześniej rezydował na HBO Max. Transfer wyszedł tej produkcji na dobre - momentalnie stała się ona najchętniej oglądanym tytułem na platformie. Jej fabuła bazuje na prawdziwej historii, ale w jakim stopniu? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Seriale kryminalne bazujące na prawdziwych historiach to istny samograj. Netflix o tym wie w szczególności, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że to właśnie tam zaczęła się antologia "Potwór", opowiadająca o seryjnych mordercach. "Miłość i śmierć", stworzona przez jednego z najważniejszych amerykańskich scenarzystów Davida E. Kelleya, ujrzała światło dzienne w 2023 roku. Ci, którzy nie mieli okazji się z nią zapoznać, właśnie wygrali los na loterii - zwłaszcza, jeśli mają dostęp do Netfliksa.
Miłość i śmierć to wciągający kryminał. Oto prawdziwa historia
Główną bohaterką opowiadanej przez serial historii jest Candy Montgomery (Elizabeth Olsen). Kobieta długo prowadziła stereotypowy styl życia gospodyni domowej, zwykłej kobiety uczęszczającej do kościoła. Jej życie drastycznie się zmienia, gdy później zostaje oskarżona o morderstwo swojej sąsiadki, z której mężem, Allanem (Jesse Plemons) miała romans.
Jak już zostało podkreślone, "Miłość i śmierć" bazuje na historii, która wydarzyła się naprawdę. Candy Montgomery została oskarżona o to, że zamordowała Betty Gore - żonę swojego kochanka, Allana. Ofiara miała zostać 41 razy uderzona siekierą do rozłupywania drewna. Co ciekawe, obie rodziny były ze sobą zaprzyjaźnione - Candy i Betty uczęszczały razem do kościoła. Obie śpiewały w chórze, a ich córki stały się najlepszymi przyjaciółkami. Akcja serialu rozpoczyna się w 1978 roku, gdy Candy jest niezadowoloną ze swojego życia kobietą, czującą pociąg do Allana Gore'a. To wersja chronologicznie bliska rzeczywistości - państwo Montgomery przeprowadzili się do hrabstwa Collin w 1977 roku. Minęło zatem z pewnością nieco czasu, zanim poznali się z małżeństwem Gore'ów.
W "Miłości i śmierci" romans dwójki głównych bohaterów przyznaje się do wzajemnego pociągu między sobą po wpadnięciu na siebie w trakcie meczu siatkówki, co finalnie kończy się obopólną zgodą na pozamałżeńską relację i ustalaniem zasad, którymi będą się kierować - w tym jej zakończenia, w razie, gdyby jedno z nich chciało czegoś więcej, niż seksu. Zarówno w serialu, jak i w prawdziwym życiu, romans Candy i Alana oficjalnie rozpoczął się 12 grudnia 1978 roku. Zgodna z rzeczywistością jest również koncepcja zasad ustalanych przez kochanków - w rzeczywistości wliczały się w nie chociażby kwestia terminów spotkań, podziału wydatków, płacenia za motel. Szczegółowo, nieprawdaż?
Interesująca pozostaje również kwestia wiedzy na temat romansu - w tym przypadku mowa o mężu Candy, Pacie (Patrick Fugit). W serialu mężczyzna dowiaduje się o niewierności żony z listu, który napisał do niej Allan. Ten wątek zdaje się być "podrasowany" przez twórców. W rzeczywistości nie jest bowiem potwierdzone, jak i kiedy mąż Candy poznał prawdę. No i tak naprawdę najważniejsze - jaki zapadł wyrok w sprawie? Serialowa Candy zostaje uniewinniona - jej wersja, że zabiła Betty nie w ramach planowanej krzywdy, a w samoobronie, zostaje uznana za prawdziwą. Tutaj też nie doszło do przekłamań - ława przysięgłych złożona z dziewięciu kobiet i trzech mężczyzn uznała Montgomery za niewinną zarzucanego jej czynu.
Taki wyrok wywołał ogromny szum, a sama zainteresowana była określana przez tłum jako "morderczyni". Kobieta żyje do dnia dzisiejszego, ma 76 lat. W 2010 roku media podawały, że kobieta posługiwała się panieńskim nazwiskiem (Wheeler) i pracowała jako terapeutka rodzinna. Biorąc powyższe informacje pod uwagę, można powiedzieć, że twórcy "Miłości i śmierci" dość dobrze odrobili lekcje.
Czytaj więcej:
- Sherlocka Holmesa grało prawie 100 aktorów. Wybieramy najlepszych
- Fantastyczny kinowy akcyjniak trafił do Prime Video. I z miejsca rozbił bank
- Tak wygląda horror od Polki i twórców Stranger Things. Jest gęsty i niepokojący
- Genialny thriller w HBO Max. Aronofsky zmienił się w Ritchiego
- Disney, fani ci tego nie wybaczą. Nowy odcinek kultowego serialu trafił na śmietnik



















