Genialny thriller szpiegowski z Tomem Hiddlestonem powraca po 10 latach. Pierwsze trzy odcinki 2. sezonu "Nocnego recepcjonisty" już zadebiutowały na Prime Video. Czy warto było na nie czekać?

O takich serialach jak "Nocny recepcjonista" zwykło się mówić, że to filmy w odcinkach. Nie chodzi tylko o gwiazdorską obsadę. Charakteryzuje je jeszcze przemyślana, opowiedziana kinowymi środkami wyrazu zamknięta historia rozciągnięta na parę odcinków. Dużo ich nie ma, więc odpala się jeden po drugim - nie "bo już zacząłem, to dokończę", ale z zaciekawienia, żeby tylko jak najszybciej poznać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Tak było kiedyś. Czasy się zmieniły, więc i 2. sezon genialnego thrillera szpiegowskiego wygląda inaczej. Ogląda się go po prostu jak serial.
Bo 1. sezon zadebiutował w 2016 roku. Dla telewizji był to okres przejściowy. Netflix dopiero dopracowywał tworzenie produkcji pod algorytm, a na małych ekranach rządziły tytuły premium - nie content, tylko autorskie opowieści. Dzięki temu "Nocny recepcjonista" nie atakował widzów twistem co siedem minut, ani cliffhangerem na koniec każdego odcinka. Utrzymany był w stylu oldschoolowych seriali BBC, niczym potomek "Tinker, Tailor, Soldier, Spy" i "Ludzi Smiley'a". Bohaterowie nie tłumaczyli więc, co czują, ani co się działo do danego momentu. Oni siedzieli, gadali o pierdołach, mierząc się wzrokiem. Bo zamiast bezczelnych zwrotów akcji, twórcy stawiali na wymianę spojrzeń, które zmieniały dynamikę między kolejnymi postaciami. Trzeba więc było uważnie oglądać, żeby przypadkiem nie przegapić istotnego mrugnięcia.
Nocny recepcjonista - recenzja 2. sezonu thrillera szpiegowskiego
Do 2. sezonu "Nocnego recepcjonisty" można było podejść z nadzieją, że wróci do dawnych tradycji. W dobie ciągłych ataków nowymi tytułami i przeciążenia treściami, pozwoli się wyciszyć, zanurzyć w historii opowiedzianej subtelnymi środkami. Była na to spora szansa. W końcu do roli Jonathana Pine'a powraca Tom Hiddleston. Tylko tym razem nie gra on już zwykłego człowieka, który wplątuje się w szpiegowską intrygę, chociaż Olivia Colman ostrzega go, że będzie żył w strachu, może nigdy nie wyjść z przyjętej roli, a nawet umrzeć w trakcie jej odgrywania.
To była największa siła "Nocnego recepcjonisty". Grubą kreską odcinał się od tego, do czego przyzwyczaiły nas Jamesy Bondy. On pokazywał, że szpiegostwo wcale nie jest glamour, bo Jonathan Pine, choć miał zaplecze wojskowe, nie był bohaterem, nie miał niemalże nadludzkich zdolności, zdobytych wieloletnim treningiem. W 2. sezonie ta jego fascynująca cecha znika. Już jako Alex Goodwin jest tajnym agentem MI6. Dowodzi jednostką, która infilrtuje hotele. Przypadkiem trafiając na starego znajomego, znowu wplątuje się w konflikt z niebezpiecznym handlarzem broni. I jest znacznie lepiej przygotowany. Nie tylko wychodzi cało z wybuchu, ale też upity i podstępem znarkotyzowany potrafi zachować trzeźwy umysł, jakby codziennie wciągał szczura między kolejnymi martini wstrząśniętymi, nie mieszanymi.
W 2. sezonie "Nocnego recepcjonisty" David Farr przywraca szpiegostwu bondowski blask, ale zachowuje dramaturgiczną oś oryginału. Jonathan znowu wplątuje się w niebezpieczny trójkąt. I cieszy na pewno, że znowu zostaje on po mistrzowsku odegrany. Diego Calva może i Hugh Lauriem nie jest, ale odgrywa czarny charakter z wyrazistym pazurem.
W jego relacji z głównym bohaterem jest za dużo homoerotyzmu, ale jednak zagrożenie ze strony Teddy'ego staje się odczuwalne, kiedy z zaciętą miną zadaje mu kolejne pytania. Camila Morone też nie próbuje powtarzać roli Elizabeth Debicki, bo jej Roxane okazuje się znacznie bardziej pewna siebie, zaczepna i sarkastyczna. Dzięki temu dostajemy wybuchową mieszankę osobowości. Aż żal bierze, że ich wzajemne relacje nie mogą lepiej wybrzmieć.
W 2. sezonie "Nocnego recepcjonisty" na reżyserskim stołku zamiast Susanne Bier zasiada Georgi Banks-Davies. Rezygnuje ona praktycznie ze wszystkiego, co pierwsze odcinki uczyniło tak interesującymi. W nowej odsłonie serialu nie ma już nawet czasu, żeby bohaterowie mogli rozmawiać jak ludzie. A przecież gadają i gadają. Więcej gadają niż na siebie patrzą, przez co nawet dramatycznej pauzy nie mają kiedy zrobić. Gdy tylko próbują, montażysta już grozi nożyczkami, żeby tylko ten dzieciak, co cały dzień siedzi na TikToku nie stracił uwagi. Z tego właśnie względu tempo fabuły znacznie przyśpiesza. Pierwsze trzy epizody nie tylko wypełnione są gatunkowymi atrakcjami i wyraźnie zaznaczonymi zwrotami akcji, ale też kończą się irytującymi cliffhangerami.
Gdybym miał wskazać największy problem 2. sezonu, postawiłbym na fakt, że John le Carre napisał tylko jednego "Nocnego recepcjonistę".
Próbując kontynuować jego historię bez materiału źródłowego Farr i Banks-Davies zachowują się mniej więcej tak, jak twórcy "Gry o tron", gdy skończyły im się książki George'a R.R. Martina. Brawurą próbują zakryć brak pomysłu na swoją opowieść. Korzystają przy tym z tanich chwytów, chociażby na koniec trzeciego odcinka wprowadzając niby martwą postać. To mogła być katastrofa, ale dzięki aktorstwu wychodzi z tego coś nieco lepszego niż standardowa streamingowa sieczka. Wciąż jednak nie na tyle lepszego, żeby miała to przestać być produkcja "drugiego ekranu". Nikt was nie będzie winił, że podczas jej oglądania przeglądacie media społecznościowe. Scrollujcie dalej.
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google
Więcej o Prime Video poczytasz na Spider's Web:
- Nie tylko Dom dobry. Prime Video zapowiada mocarne premiery na styczeń 2026
- Nocny recepcjonista, sezon 2. Kiedy nowe odcinki? Harmonogram
- Nowy sezon thrillera szpiegowskiego jest bezbłędny. Lepszy od Bondów
- Polski film zaginął na 2 lata. Odnajdzie się na Prime Video
- Niemiecki film wojenny rozgramia użytkowników Prime Video. Lubią go coraz bardziej
- Tytuł serialu: Nocny recepcjonista
- Lata emisji: 2016, 2026
- Liczba sezonów: 2
- Twórca: David Farr
- Aktorzy: Tom Hiddleston, Camila Morrone, Diego Calva
- Nasza ocena 2. sezonu: 5/10
- Ocena IMDB całego serialu: 8/10






































