Bob Odenkirk w wydaniu kopiącym tyłki, to najlepsza wersja Boba Odenkirka jaką można sobie wyobrazić. "Normal" udowadnia, że filmy akcji z aktorem powoli stają się osobnym gatunkiem. Z serią "Nikt" ma bowiem wiele cech wspólnych. W tym tę najważniejszą: frajdę.

W "Normal" oglądamy tego samego bohatera co w "Nikim" - nad wyraz spokojnego mężczyznę, którym ktoś pomiata o jeden raz za dużo. Gdy przelewa się czara goryczy grany przez Boba Odenkirka Ulysses spuszcza ze smyczy swoje najmroczniejsze instynkty. Wyzwala toksyczną męskość, aby pochłonęła każdego, kto stanie mu na drodze. Oczywiście przy wykorzystaniu granatnika, karabinów i wszystkiego co wpadnie mu w ręce. Ale zanim rozpierducha rozpocznie się na dobre, musimy zatopić się w nudzie małego amerykańskiego miasteczka.
Scenarzysta Derek Kolstad stawia fabułę na tych samych fundamentach, które sprawdziły się już w "Johnie Wicku" czy właśnie "Nikim". To kolejna opowieść o uśpionej męskości, o wyłączonej agresji, o letargu przemocy. Żeby to podkreślić, akcja przenosi nas do tytułowego miasteczka, gdzie największym zagrożeniem dla publicznego porządku jest łoś kradnący farbę. Szef Yakuzy wysyła tam swoich ludzi za karę. I na swój sposób za karę został tam zesłany Ulysses. W Normal ma pełnić funkcję tymczasowego szeryfa, co przy okazji staje się dla niego okazją do wyciszenia, pogodzenia z własnymi demonami.
Normal - recenzja nowego filmu akcji z Bobem Odenkirkiem
Ulysses nie szuka konfliktu. Ba! Unika go za wszelką cenę. Zamiast mandatu za złe parkowanie, pozostawia za wycieraczką uprzejme pouczenie. Dzięki swojemu podejściu zaprzyjaźnia się więc lokalsami, odkrywając kolejne uroki spokojnego życia w małym miasteczku. Zastanawia go tylko, czemu zmarły szeryf zrobił sobie arsenał na posterunku i z jakiego powodu właściciel knajpy uznał, że na ścianach zamiast obrazków musi wisieć broń. Jak się okazuje, wszystkie te karabiny i pistolety to są strzelby Czechowa, które stojący za kamerą Ben Wheatley skrzętnie nabija. Na szczęście nie każe nam czekać do ostatniego aktu, żeby wystrzeliły.
Jak już wiemy z dotychczasowych filmów na podstawie scenariuszy Kolstada, uśpiona męskość potrzebuje tylko drobnego impulsu, żeby się wybudzić. Tym razem nie staje się nim ani śmierć psa, ani zgubienie bransoletki córki. Twórcy sięgają po znacznie cięższy kaliber. Podczas napadu na bank jeden niefortunny (i niezbyt celny strzał) zastępcy szeryfa, sprawia że Ulysses rzuca wyzwanie całemu miasteczku. Od tej pory kamera Armando Salasa lubi pokazywać go w ciaśniejszych kadrach niż wcześniej, jakby jego pole manewru właśnie się zawęziło. Jakby znalazł się w pułapce, z której jedynym wyjściem jest przemoc. Bo przecież nagle okazuje się, że krawcowa wcale nie jest miłą starszą panią. Że empatyczna barmanka lubi nie tylko pograć w bilard, ale też kogoś zabić. Dzięki temu jesteśmy świadkami prawdziwej rzezi.
Grany przez Odenkirka bohater nie jest tu starym wyjadaczem. To zwykły facet w ekstremalnej sytuacji, dlatego mamy do czynienia z serią niefortunnych zdarzeń. Człowiek wybucha przez źle wycelowany granatnik, szydełko zmienia się w śmiercionośną broń, krew się leje na wszystkie strony. Bo filmy od scenarzysty "Johna Wicka" przyzwyczaiły nas już, że jest w nich widowiskowo. Tylko Wheatley specjalistą od rozpierduchy nie jest. W "Normal" nie ma operowego rozbuchania czy imponującej choreografii walk. Sceny akcji są krótkie. Kamera nie tylko trzyma się blisko stających naprzeciwko siebie postaci, ale też trzęsie się jak pralka na wirowaniu. Do pary z dynamicznym montażem niepotrzebnie to dezorientuje, odzierając film z widowiskowości. Brak oka do kaskaderskich inscenizacji reżyser nadrabia jednak ironią.
Wheatleya zdecydowanie wolę w poważniejszym, najlepiej folk horrorowym wydaniu. Aczkolwiek "Normal" to również bez wątpienia film twórcy "Listy płatnych zleceń". Opływa tym samym czarnym humorem, co bardziej humorystyczne produkcje reżysera ze specjalnym wskazaniem na "Free Fire". Bo tu też mamy do czynienia z czymś na kształt "Zwariowanych melodii" z dużą ilością krwi. Wydarzenia eskalują przez głupotę, błędy i pecha bohaterów. Niczym u braci Coen dostajemy rozciągany w czasie spektakl okrucieństwa losu. Tylko w tym wypadku chaos nie jest misternie skonstruowany, a rządzi nim totalna przypadkowość.
"Normal" jest filmem antyheroicznym, co pozwala Wheatleyowi żerować na Odenkirku. Jeszcze mocniej niż w "Nikim" wybrzmiewa tu emploi aktora, który wygląda przecież, jakby w filmach z Arnoldem Schwarzeneggerem sprawdziłby się jedynie w roli tarczy strzelniczej. Dlatego kiedy akurat nie snuje się po ekranie ze smutnym uśmiechem, to panicznie walczy o życie. Instynktownie reaguje na kolejne wydarzenia, próbując wybrnąć z kłopotów. Nadaje przez to produkcji wiarygodności i lekkości. Rozbraja więc widza i ubija na miazgę.
Premiera "Normal" w ten piątek, 24 kwietnia w kinach.
Więcej o filmach akcji poczytasz na Spider's Web:
- "John Wick 4" rozbił bank. Spin-offy są pewne, a co z 5. częścią?
- "John Wick 4" mnie rozpieścił. Inne filmy akcji wydają się przy nim cholernie nudne
- Tak się robi kino akcji. Recenzujemy film „Nikt”
- Nikt 2 - recenzja. Bob Odenkirk kopie tyłki, komu trzeba
- Nowy akcyjniak od scenarzysty Johna Wicka już w SkyShowtime. Tego mi było trzeba
- Tytuł filmu: Normal
- Rok produkcji: 2025
- Czas trwania: 91 minut
- Reżyser: Ben Wheatley
- Aktorzy: Bob Odenkirk, Ryan Allen, Billy MacLellan
- Nasza ocena: 6/10
- Ocena IMDB: 6,8/10



















