REKLAMA

Nowy akcyjniak od scenarzysty Johna Wicka już w SkyShowtime. Tego mi było trzeba

W życiu bym się nie spodziewał, że całkiem udany akcyjniak z 2021 r. - swoją drogą: niespodziewany hit - otrzyma sequel, który sprawi mi niemal tyle samo nieoczekiwanej frajdy. A jednak! Latem mogliśmy go oglądać w kinach, teraz zobaczycie go w SkyShowtime.

W życiu nie obsadziłbym Boba Odenkirka w głównej roli w filmie opartym na mordobiciu - dobrze zatem, że to Ilya Naishuller robi filmy, a ja o nich piszę. Reżyser musiał dostrzec w gwieździe „Better Call Saul” akcyjniakowy potencjał - i rzeczywiście, okraszony humorem thriller akcji działa tak dobrze przede wszystkim dzięki tej różniącej się od dotychczasowych kreacji. Przede wszystkim, choć nie tylko; intrygujący, ciekawy bohater wprowadza do gatunku sporo świeżości, całość szczyci się umiejętnym ograniem klisz, zabawą motywem toksycznej męskości, wspaniałym realizacyjnym efekciarstwem, ogromem satysfakcjonującej brutalności... I jeszcze więcej elementów gwarantujących przednią zabawę.

Nie, sequel nie jest AŻ TAK dobry. Ale i tak robi robotę - pomimo zmiany na stanowisku reżysera (choć współscenarzystą pozostaje, na szczeście, jeden z ludzi odpowiedzialnych za „Johna Wicka”).

nikt 2 skyshowtime film
REKLAMA

Nikt 2 - premiera w SkyShowtime

W sequelu wracamy do Hutcha Mansella - pozornie przeciętnego ojca i męża, który w rzeczywistości jest byłym elitarnym zabójcą. Tym razem bohater próbuje odbudować relacje z bliskimi i zabiera ich na wakacje do turystycznego miasteczka Plummerville. Szybko okazuje się jednak, że miejsce to jest przesiąknięte przestępczością - począwszy od skorumpowanego szefa parku rozrywki, na lokalnej mafii kończąc. Jak można się domyślać, z założenia niewinne wakacje przeradzają się w kolejną spiralę przemocy.

REKLAMA

Zmiana na stołku reżysera nie zaszkodziła serii. Film jest szybki, dynamiczny i nie traci czasu na zbędne wprowadzenia (co bardzo szanuję), a jego największym atutem pozostają widowiskowe, brutalne sekwencje walk - czasem po prostu przyzwoite, kiedy indziej kreatywne choreograficznie i podszyte czarnym humorem. Odenkirk wciąż zaskakuje i imponuje jako niepozorny zabijaka; niezmiennie wspaniale się ogląda, jak z definicji zwyczajności przekształca się w brutalnego gościa napędzanego furią - świetnie się w tej roli odnajduje.

Wydaje mi się, że sequel zdecydował się jeszcze głębiej zanurzyć w autoparodii i komiksowej konwencji, bardziej odpuszczając realizm - bawi się swoją brutalnością i jest w tym przezabawny. Nie da się jednak ukryć, że o ile pierwsza odsłona była pewnego rodzaju zaskoczeniem i było w niej co nieco świeżości, tak kontynuacja jest już po prostu powtórką tej formuły. No ale komu to tak naprawdę przeszkadza? Zwłaszcza, że skala, widowiskowość, tempo, pulpowy styl i tzw. „fun factow” są ewidentnie podkręcone.

To typowy lekki (choć bardzo, bardzo brutalny), zabawny, oferujący ogrom znakomicie zrealizowanej, szczycącej się pierwszorzędną choreografią rozpierduchy, niewymagający akcyjniak. Jest w nim wyczuwalna pewna bezczelna radość tworzenia, energia kina klasy B z budżetem klasy A, ironiczna świadomość własnej przesady. To kino, które nie aspiruje do ponadprzeciętności - chce przede wszystkim dostarczyć rozrywki. W tym sensie działa jak trzeba.

REKLAMA

Czytaj więcej:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-21T06:39:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-20T15:16:08+01:00
Aktualizacja: 2026-03-20T14:59:04+01:00
Aktualizacja: 2026-03-20T10:52:13+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA