Disney postanowił podzielić się z HBO Max swoim hitem z 2024 r. Subskrybenci serwisu Warnera mogą teraz powtórzyć sobie bądź nadrobić - co serdecznie polecam - najnowszą odsłonę serii „Obcy”. „Romulus”, choć mało kto wiązał z nim większe nadzieje, okazał się godnym spadkobiercą cyklu.

Paradoksalnie „Obcy: Romulus” zainteresował mnie bardziej dzięki temu, że za jego sterami nie stanął Ridley Scott. Naprawdę bardzo cenię wiele tytułów z portfolio tego filmowca, ale ostatnimi czasy facet nie ma zbyt dobrej passy. Nie wspominając o tym, że ostatnie produkcje z cyklu sci-fi grozy jego autorstwa trudno nazwać dziełami udanymi (i piszę to, jednocześnie żywiąc do „Prometeusza” i „Przymierza” pewną dozę sympatii).
Rzecz jasna, Fede Álvarez nie był żadnym pewniakiem, nie sposób jednak odmówić twórcy potencjału. Kilkakrotnie udało mu się też zaskoczyć publiczność choćby bardzo dobrym „Nie oddychaj” czy niedocenionym technicznym cudeńkiem: remake’iem „Martwego zła” z 2013 r. Alvarez udowodnił, że czuje gatunek; sprawny z niego reżyser, a i z prowadzenia narracji potrafi wyjść obronną ręką.
Co obejrzeć w HBO Max? Obcy: Romulus
Koniec końców udało mu się udźwignąć również mitologię „Obcego”. „Romulus” nie jest pozbawiony wad, ale ogląda się go fantastycznie - co więcej, film góruje nad zdecydowaną większością odsłon ikonicznej serii. „Romulus” to ten typ reinkarnacji znanej franczyzy, który nie stara się bawić w rewolucję (co często kończy się fiaskiem), tylko wydobywa z szuflady wszystkie najlepsze kawałki cyklu i umiejętnie składa je w nową całość. Jasne, wpuszcza tu też trochę świeżego powietrza (umiejętnie!), ale przede wszystkim bawi nas tym, za co „Obcego” pokochaliśmy.
Álvarez ma świetne wyczucie rytmu - film ma nerw, tempo i intensywność, dzięki którym nie ma tu pustych przebiegów ani scen „na przeczekanie”. Cały czas coś się dzieje. A i straszydeł jest cała masa: nie tylko tych dosłownych. Obraz przesiąknięty jest - bardziej niż poprzednie - dobrze znanym strachem przed wielkimi korporacjami: oto drapieżny kapitalizm jako potwór równie bezlitosny co ksenomorf.
Ujęło mnie też to, że „Romulus” umie połączyć dwa pozornie sprzeczne rejestry: duszne korytarze i nagłe przyspieszenia akcji z obrazami na tyle spektakularnymi, że aż trudno oderwać wzrok. Nie spodziewałem się też, że bohaterowie okażą się bystrzejsi, bardziej przytomni niż poprzednie grupy protagonistów cyklu. Tu napięcie rodzi się nie z ich głupoty, tylko z beznadziejności sytuacji.
„Romulus” sprawnie gra na znanych i lubianych motywach - nazywanie go Alienowym „greatest hits” czy „the best of” nie jest przesadą. Robi to jednak z takim wyczuciem, zrozumieniem fenomenu oryginału i niemałą dawką własnej wizji (przede wszystkim: obłędnego stylu!), że trudno mieć mu to za złe. Jeśli „Obcy” ma dziś działać, to właśnie w takim wydaniu.
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google
Czytaj więcej:
- Styczeń w HBO Max będzie gorący. Te nowości to same hity
- Najlepsza polska komedia 2025 roku już w HBO Max. Widzowie zachwyceni
- Fallout jak Squid Game. Zaskakująca produkcja w świecie serialu
- Star Wars dostaną nową trylogię. Kennedy potwierdza i odchodzi z pracy
- Thriller Łup od Netfliksa popełnia ciężki grzech. Ale i tak ogląda się go świetnie







































