REKLAMA

Jak się z tego filmu wychodzi? Nowa adaptacja kultowej gry to porażka

Dobra wiadomość jest taka, że "Powrót do Silent Hill" jest lepszy od "Silent Hill: Apokalipsy". Zła? Jest gorsze od pierwszego "Silent Hilla". A przecież poprzeczka wcale nie była zawieszona wysoko.

OCENA :
3/10
powrót do silent hill recenzja horror opinie co obejrzeć
REKLAMA

Oczywiście, pierwszy "Silent Hill" ma swoich zagorzałych zwolenników. Na pewno ucieszy ich fakt, że jego twórca zasiadł również na reżyserskim stołku "Powrotu do Silent Hill". Mimo to Christophe Gans nie serwuje nam rebootu, sequela, czy requela (reboot/sequel). Jego najnowszy film to zupełnie osobne dzieło, oparte na "Silent Hill 2". Choć opowiada już inną historię i podąża za inną narracją, ma wiele wspólnego z produkcją sprzed 20 lat. Wygląda jak jej duchowy spadkobierca. Spóźniony o ponad dekadę.

Bo Gans serwuje nam mindfuck film, jakby lata 00' nigdy się nie skończyły. Całą moc swojego filmu opiera na twiście w finałowym akcie, który da się przewidzieć już po 10 minutach opowieści. Kiedy tylko psycholożka dzwoni do głównego bohatera i odradza udanie się do tytułowego miasteczka w poszukiwaniu zmarłej przecież dziewczyny, już wiemy do czego to zmierza. A jednak nieświadomy tego James uparcie wyrusza do Silent Hill, gdzie z jakiegoś powodu popiół pokrywa ulice i budynki. Robi się coraz bardziej złowieszczo, bo reżyser stawia na psychologiczną grozę.

REKLAMA

Powrót do Silent Hill - recenzja horroru

Tym razem reżyser nie wywołuje tego irytującego poczucia, że zwiedzamy tytułowe miasteczko, jakbyśmy przechodzili kolejne levele gry. Świat przedstawiony wydaje się dużo bardziej otwarty, kiedy wraz z Jamesem przemierzamy mroczne zakamarki Silent Hill. Gansowi udaje się nawet zbudować jakiś klimat, gdy kamera podgląda głównego bohatera przez judasza, czy na szerokich planach pokazuje nam mroczne kształty, w objęcia których nieuchronnie zmierza. Wzbudza to niepokój, wrażenie osaczenia. Aczkolwiek są to pojedyncze strzały. Bardziej wyjątki niż reguła, przez co filmu nie da się pochwalić nawet jako sumy jego składowych. Bo to obrzydliwie generyczny horror o przepracowywaniu żałoby po stracie bliskiej osoby.

"Powrót do Silent Hill" wypada gorzej niż nijako, bo reżyser mimo usilnych starań nie potrafi wyciągnąć ze swojej opowieści jakiejkolwiek grozy. Ciągle szuka odpowiedniego języka wizualnego, żeby oddać stan rozpadającej się psychiki głównego bohatera. Ucieka przez to w nachalną symbolikę. Przykryte mgłą opustoszałe ulice, budynki w ruinie, rdza na wszystkim, co metalowe i ciała bez twarzy zdają się żywcem wyjęte z nieudolnej reprodukcji obrazów Zdzisława Beksińskiego. Nie niosą ze sobą egzystencjonalnego niepokoju, tylko stają się pustym zabiegiem estetycznym. Gans zamiast wzbudzać poczucie, że jesteśmy w miejscu, które trwa, choć trwać dawno nie powinno, podkreśla tylko sztuczność świata przedstawionego.

"Powrót do Silent Hill" to wręcz profanacja makabrycznego imaginarium twórców oryginalnej gry. Oddając sprawiedliwość: zdarzają się przerażające obrazki, jak twarz narzeczonej Jamesa pokryta krwią w trakcie sekciarskiego rytuału. Aczkolwiek nie zmywa to niesmaku po tych wszystkich kadrach, które wyglądają jak z darmowej wersji Photoshopa. Kiedy tylko wychodzi Lying Figure (plujące kwasem stworzenie zawinięte w kaftan bezpieczeństwa), Pyramid Head (człowiek z piramidą na głowie) czy Mannequin (człowiek-pająk złożony z części manekinów) CGI razi w oczy. Jest tylko nieco lepiej niż w pierwszym "Silent Hillu". DRYŃ, DRYŃ! Halo? To 2008, upomina się o swoje efekty specjalne.

W materiałach promocyjnych polski dystrybutor nazywa Gansa wizjonerskim reżyserem. I byłaby to prawda, gdyby jego "wizjonerstwo" nie sprowadzało się do odtwórstwa. Mizdrzy się do fanów oryginału w najbardziej prostacki sposób. Powtarza znane z gry zabiegi wizualne, jakby mu się medium pomyliło. Potrafi nawet kąpać bohaterów w tak miękkim świetle, że wyglądają jak z cutscenek. Jakby byli animowani, a nie odgrywani przez żywych aktorów. Może to i dobrze, bo gdy grający główną rolę Jeremy Irvine tępo spogląda w lustro z zamkniętymi ustami, to wypada znacznie lepiej niż kiedy przesadza z mimiką i gestami. Popada wtedy w czystą groteskę.

Gans tak bardzo przesadza ze wszystkimi środkami wyrazu, że cała opowieść wymyka mu się z rąk. Nie potrafi zapanować nad powstałym w ten sposób chaosem. Co więcej, chyba sam to zauważa, bo przestaje próbować. Przez jakiś czas "Powrót do Silent Hill" zdaje się mieć jakąś myśl przewodnią, jakikolwiek sens. Składa się w spójną całość. Aż w końcu wszystkie wątki nawet nie tyle się urywają, co po prostu znikają. William J. Schneider i Sandra Vo-Anh prezentują najbardziej leniwe scenariopisarstwo w historii adaptacji gier wideo. Wspomniany twist obnaża kompletny brak pomysłu na tę opowieść. Wraz z nim fabuła rozsypuje się niczym ten pad, którym rzucasz o ścianę, gdy już drugą dobę nie możesz pokonać bossa.

REKLAMA

Pół biedy, gdyby przez tę nieudolność produkcja okazała się chociaż śmieszna. Zamiast tego jest męcząca. Nieoglądalna. A przecież w czasach, gdy "The Last of Us" i "Fallout" stały się artystycznymi hitami, można było mieć nadzieję, że w pełnometrażowych adaptacjach gier powoli zmierzamy ku lepszemu i dostaniemy przynajmniej przyzwoity film. Ale nie. "Powrót do Silent Hill" to kolejny dowód na to, że kino powinno wreszcie posłuchać mamy i wyłączyć tę konsolę.

"Powrót do Silent Hill" już w kinach.

Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

Więcej o adaptacjach gier wideo poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-23T19:34:29+01:00
Aktualizacja: 2026-01-23T16:15:01+01:00
Aktualizacja: 2026-01-23T14:19:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T21:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T16:57:49+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T14:41:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T12:03:35+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:27:06+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:03:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T08:23:08+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T13:52:16+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T12:07:56+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T11:02:04+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA