Od piątku w repertuarze polskich kin znajduje się "Rodzina do wynajęcia", nowy film z Brendanem Fraserem w roli głównej. Problemowi, którego dotyka jego fabuła, daleko do fikcji - jest jak najbardziej realny.

"Rodzina do wynajęcia" opowiada historię Philipa Vandarploeuga (w tej roli Fraser), Amerykanina, który od kilku lat mieszka w Japonii. Wyjechał do tego kraju za karierą, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany. Mężczyzna żyje sam w jednym z mieszkań w Tokio, wieczorami obserwuje przez okno życie swoich sąsiadów, odcina kupony od dawnego występu w popularnej reklamie pasty do zębów, a jego czas wypełniają wyprawy w poszukiwaniu kolejnych ról na castingach. Sytuacja zmienia się, gdy dostaje zadanie wcielenia się w smutnego Amerykanina na... zainscenizowanym pogrzebie. Ścieżki skonfundowanego tą sytuacją Phillipa przecinają się wówczas z Rental Family - agencją skupiającą aktorów, wcielających się na zamówienie w określone role. Takie, które naprawdę mają znaczenie.
Rodzina do wynajęcia pokazuje, jak jest. Od kilkudziesięciu lat
Gdy czyta się fabułę tego filmu, z perspektywy naszego, europejskiego społeczeństwa zdecydowanie łatwo jest czuć zdziwienie. Oczywiście, tak jak w innych krajach Zachodu, i w naszym są dostępne usługi polegające na czyimś towarzystwie - najczęściej mówi się rzecz jasna o tych związanych ze sferą seksualną. To prawdopodobnie mniej dziwi, niż perspektywa wynajmowania aktorów-dublerów, którzy wcielają się w określone role. Warto jednak przejrzeć się bliżej, by - jakkolwiek oceniamy to osobiście - dostrzec w owym zjawisku człowieka i to, czemu się na coś takiego decyduje.
Usługa będąca tytułem filmu funkcjonuje w Japonii nie od tak dawna - mniej więcej od wczesnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Wtedy to Japan Efficiency Corporation zaczęła odpowiadać na coraz bardziej uwydatniające się w tamtejszym społeczeństwie potrzeby. W 1992 roku Teresa Watanabe na łamach Los Angeles Times opisała, jak wspomniana firma zaczęła zacierać granice między tym, co prawdziwe, a tym, co realne. Pozwalała, by miłość rodzinną czy przyjaźń, dało się kupić. A raczej, wynająć.
Po wojnie w Japonii wiele się zmieniło. Postępujący kapitalizm, napędzony dodatkowo aspiracjami wielkiej, powojennej odbudowy, przełożył się na znaczący pęd za karierą, przekładanie życia zawodowego nad relacje międzyludzkie. Na łamach artykułu wspomnianej wcześniej autorki, prezes Japan Efficiency, Satsuki Oiwa, scharakteryzował zjawisko, z którym zmaga się kraj. „Od wojny Japonia była tak zajęta produkcją, że zapomnieliśmy o ludzkim sercu. Byliśmy dobrzy w „twardej służbie”, ale brakuje nam „miękkiej służby” – docierania do innych z empatycznym sercem” - mówił.

Empatia i więzi rodzinne zaczęły się zacierać, a poczucie izolacji i epidemia samotności rozpowszechniły się na dobre, czego skutki po dziś dzień nie przeminęły. Aby uniknąć niezręcznych sytuacji, lub po prostu zapobiegać poczuciu opuszczenia, pojawił się popyt na wynajmowanie aktorów, dublerów wcielających się w najróżniejsze role - czyichś rodziców, małżonków, kumpli, czy zwyczajnych towarzyszy.
Philip, grany przez Brendana Frasera, mierzy się właśnie z takimi wyzwaniami. W trakcie filmu pełni różne funkcje. Jest dziennikarzem spisującym wspomnienia starego aktora z postępującą demencją, którego wynajmuje córka, by jej ojciec nie czuł się zapomniany. Świeżo upieczonym mężem kobiety, która chce wziąć ślub przed rodziną, choć w prawdziwym życiu jest lesbijką i chce wyjechać ze swoją ukochaną. Ojcem, który jest potrzebny matce, by zwiększyć szansę zapisania córki do prywatnej szkoły. Film Hikari nie ucieka również od opowieści o mroczniejszej odsłony tej profesji - jedna z pracowniczek Rental Family często wciela się w kochanki mężów, czym siłą rzeczy naraża się na potencjalne agresywne zachowania. Sam Philip, nieprzyzwyczajony i niezaznajomiony z tym zawodem, zadaje sobie pytanie: "czy ja nie uczestniczę w emocjonalnym oszustwie?".

Film rzecz jasna nie jest dokumentem, ale odnosi się do jak najbardziej realnego, wcale nie niszowego zjawiska. O ile kiedyś model tzw. tradycyjnej, wielopokoleniowej rodziny dawniej był czymś naturalnym, o tyle teraz tak nie jest - już w 1992 roku osoby starsze stanowiły ponad połowę klientów firm pokroju filmowego Rental Family. Około ⅓ japońskiego społeczeństwa ma ponad 65 lat, a wyniki dotyczące urodzeń dzieci są rekordowo niskie. Ludzie nie tylko nie mają czasu, ale i równowagi pomiędzy życiem zawodowym oraz prywatnym, by móc zakładać "prawdziwe" rodziny. Nic dziwnego, że łatwiej jest wynająć kogoś, kto choć przez jakiś czas będzie udawał jej członka, niż poświęcić uwagę na długotrwałe rozwijanie emocjonalnych więzi.
Obecnie uznaje się, że w Japonii działa około 300 firm specjalizujących się w wynajmie aktorów do tego typu ról, a niektóre zatrudniają nawet 2000 aktorów. Mowa tu zarówno o wielkich ośrodkach, jak i mniejszych miejscowościach.
Dochodzimy do fundamentalnego pytania: dlaczego ludzie decydują się na skorzystanie z takiej usługi? Łatwych odpowiedzi tu brak. Można w pewien sposób stwierdzić, że przemysł "rental family" urósł chociażby dzięki temu, że zdrowie psychiczne, a konkretniej poszukiwanie jego leczenia, jest stygmatyzowane. Dostęp do usług psychiatrycznych nie jest łatwy- choć oczywiście w ostatnich latach dokonał się w okołopsychiatrycznej materii pewien postęp, wciąż jest sporo pracy. Ludziom wciąż mocno zależy na tym, by dobrze wypaść przed innymi. Czasami mocniej, niż na tym, by zadbać o własny komfort i zdrowie. Łatwiej jest zapłacić komuś, by ta zwykła osoba, niebędąca terapeutą, mogła z nimi porozmawiać i ich wysłuchać. To oczywiście jest rozwiązanie, ale nie długoterminowe.
Sama samotność jest zjawiskiem, które oczywiście dotyczy nie tylko Japonii - problemy z jej rosnącym poziomem mają także Stany Zjednoczone, ma i Polska. Hikari za sprawą "Rodziny do wynajęcia" pełni tutaj dwoistą funkcję. Z jednej strony zaprasza widzów do japońskiej kultury, w której tytułowe zjawisko odgrywa coraz większą rolę, pozwala przekonać się, że to, co z perspektywy europejskiej jest absurdem, z japońskiej - jest coraz powszechniejszym elementem życia społecznego.
Z drugiej, reżyserka zadaje uniwersalne, wykraczające poza jedną, konkretną kulturę, pytania o naturę ludzkich emocji, o to czy podlegają jakiemukolwiek utowarowieniu. Czy życie w tego typu iluzji naprawdę potrafi uszczęśliwić, czy jest posunięciem potencjalnie skazującym człowieka na większe zranienie? Zwłaszcza, że, jak widzimy w filmie, zawodowe zadanie może być początkiem emocjonalnej więzi, wykraczającej poza profesjonalną kalkulację. Philip ma świadomość, że Mia nie jest jego biologiczną córką, a on sam jest w jej życiu tylko dlatego, żeby wesprzeć matkę w staraniach o dostanie się dziewczynki do prywatnej szkoły. Rozbita lub niepełna rodzina mogłaby nie mieć szansy.
"Rodzina do wynajęcia" zdaje się być filmem, który traktuje zarówno tematykę fabuły, jak i jej bohaterów, uczciwie. Opowiada o świecie, w którym wciąż jest miejsce na nawiązywanie prawdziwych więzi, niezależnie od tego, jak bardzo kapitalizm od tego odwodzi jednostkę. Niezależnie od tego, czy film Hikari osiągnie dobre wyniki w box office, ma szanse wygrać to, co ważniejsze. Jeśli seans zainspiruje kogoś do nawiązywania nowych znajomości bądź odnawiania starych, będzie to znacznie cenniejszym zwycięstwem.
"Rodzina do wynajęcia" w kinach od 16 stycznia. Naszą recenzję filmu możecie przeczytać tutaj.
O filmach więcej przeczytacie na Spider's Web:
- Twórcy już planują Piep*zyć Mickiewicza 4. Kiedy możliwa premiera?
- Kiefer Sutherland aresztowany. Gwiazdor 24 godzin zaatakował człowieka
- Nowy polski film wojenny zaraz w kinach. Mrozu i Pietrucha nagrali do niego piosenkę
- 28 lat później - kto reżyseruje filmy z serii? Wyjaśniamy zamieszanie
- Wartość sentymentalna to filmowa terapia. Polecam zabrać chusteczki na seans







































