Kino katastroficzne przez długi czas kojarzyło się z meteorytami uderzającymi w Ziemię, wielkimi falami tsunami i innymi podobnymi zjawiskami. Na Apple TV króluje film, który pokazuje, że dorównuje im coś znacznie bardziej pierwotnego - ogień. "Zaginiony autokar" jest mocny.

W 2018 roku, na terenie północnej Kalifornii doszło do wielkiej tragedii. Rankiem w listopadzie tego roku, wskutek awarii sprzętu na jednej z linii przesyłowych doszło do mocno i szybko rozprzestrzenionego pożaru. Łącznie trwał przez ok. 2 tygodnie, spalił ponad 62 tysiące hektarów ziemi, spowodował śmierć 85 ludzi, zmusił do przesiedlenia ponad 50 tysięcy osób i wywołał szkody szacowane na niemal 17 miliardów dolarów. Wówczas doszło do heroicznego czynu ze strony jednego z lokalnych kierowców - Kevina McKaya, który wraz z nauczycielką Mary Ludwig wspólnymi siłami doprowadzili do wydostania się z miejsca zagrożenia autobusu pełnego dzieci. Choć oczywiście pewne elementy tej historii zostały zmienione lub udramatyzowane, to film bazujący na prawdziwych, mocnych wydarzeniach.
Zaginiony autokar króluje na Apple TV. To intensywne kino
Kevin McKay (Matthew McConaughey) niedawno wrócił na dobre do Paradise, by spróbować zacieśnić relację ze swoim nastoletnim synem, Shaunem. Aktualnie pracuje jako kierowca autobusu szkolnego. W tym samym momencie w kalifornijskich lasach w coraz bardziej niekontrolowany sposób wybuchają pożary, a ogień zaczyna rozprzestrzeniać się na niezwykłą skalę. Ryzyko staje się coraz większe, a z czasem okazuje się, że dzieci zgromadzone w jednej z lokalnych szkół nie mają szans na szybkie odebranie przez rodziców. Kevin nie bez namysłu zgłasza się do tego, by przewieźć je w bezpieczne miejsce, wraz z pilnującą ich nauczycielką, Mary (America Ferrera). Droga, jak nietrudno się spodziewać, okaże się śmiertelnie niebezpieczna.
Co ciekawe, "Zaginiony autokar" doczekał się nominacji do Oscara za efekty specjalne. Prawdę powiedziawszy, w głębi duszy liczyłem, że filmowi Paula Greengrassa uda się w tej kategorii przełamać dominację "Avatara". Dlaczego? Otóż efekty stoją w tej produkcji na naprawdę znakomitym poziomie. Zupełnie nie czuć ich sztuczności, a niszczycielska moc ognia jest tutaj pokazana bez uciekania wzroku kamery. Niemal za każdym razem gdy bohaterowie znajdują się w polu rażenia pożaru, film ogląda się na krawędzi fotela, w napięciu, jakby wraz z bohaterami uciekało się przed potężnym żywiołem.
Sam film na poziomie scenariuszowym i aktorskim robi świetną robotę. Nie nudzi ani na chwilę, nie wydłuża nadmiernie ekspozycji, oddaje dużo pola bohaterom - kupujemy Kevina jako protagonistę, który nie planował zostać bohaterem. Paul Greengrass zabiera widzów za kulisy rozmów i narad gadających głów w postaci służb ratunkowych, które również nie są w 100% pewne swoich działań, głównie ze względu na skalę zagrożenia. Chaos jest zarówno na poziomie decyzyjnym, jak i praktycznym. Pokazuje trud zarządzania tak mocnym kryzysem.
Skupiony za to bardzo jest Matthew McConaughey, który tym filmem powrócił po latach do grania. Jest to comeback udany - "Mefju" świetnie odnajduje się w roli charyzmatycznego, próbującego robić swoje faceta, dźwigającego na swoich barkach wielką odpowiedzialność. America Ferrera, której postać jest w tej historii raczej drugoplanowa, bardzo dobrze się dopełnia z ekranowym kolegą, a ich dynamika jest ważną częścią filmu.
"Zaginiony autokar" to film, który udowadnia, że kino katastroficzne potrafi być bardziej przyziemne i zarazem serwujące równie mocne, a może i mocniejsze wrażenia, niż gdy zagrożenie "leci" na nas z nieba. Portretuje ludzi, którzy musieli zmagać się z czymś jak najbardziej prawdziwym. To autentyczne kino, które wciska w fotel, krzesło, lub cokolwiek, na czym siedzi widz w trakcie oglądania.
"Zaginiony autokar" jest dostępny do obejrzenia na Apple TV.
Więcej o Apple TV poczytasz na Spider's Web:



















