Do biblioteki Netfliksa dołączył program "Love is Blind: Polska". Wiadomość o pojawieniu się reality show wzbudziło u polskich widzów sporo emocji. U mnie podczas seansu również, a przeważało przede wszystkim zakłopotanie - czułam się absolutnie niezręcznie.

Nie będę nikomu mydlić oczu, że nie byłam zainteresowana, jak ten eksperyment zostanie przeniesiony na polskie realia. Rządziła mną klasyczna ludzka ciekawość - taka, która prawdopodobnie drzemie również w innych widzach i która jest napędzana chęcią podglądania innych w różnego rodzaju sytuacjach bez konieczności ruszania się z kanapy. W przypadku "Love is Blind" warunki są niecodzienne - popularny program to jeden wielki romantyczny eksperyment.
Część widzów może już bardzo dobrze kojarzyć "Love is Blind" - stworzony przez Chrisa Coelena format doczekał się już kilkunastu zagranicznych edycji, a teraz dołączyła do nich również polska. Celem uczestników programu jest odnalezienie swojej prawdziwej miłości poprzez randkowanie z kilkoma osobami, a następnie wybranie tego jedynego lub tej jedynej. Haczyk jest taki, że do momentu zaręczyn pary nie wiedzą, jak wyglądają, a decyzje podejmują wyłącznie na podstawie samych tylko rozmów. Odbywają się one w specjalnych kapsułach oddzielonych od siebie ścianą. W ten sposób uczestnicy budują między sobą więź emocjonalną, co może zaowocować zaręczynami "na ślepo".
W kolejnym etapie eksperymentu zaręczone pary udają się na wakacje (w tym przypadku do Grecji), gdzie początkowo spędzają czas w swoim towarzystwie, a następnie spotykają się również z innymi narzeczeństwami z programu. To dla nich okazja, by jeszcze lepiej się poznać i zweryfikować, czy na pewno są do siebie dopasowani. Po rajskich wakacjach czeka ich natomiast powrót do polskiej rzeczywistości, w której będą mieli okazję poznać swoje rodziny, przyjaciół i bliskich, planując jednocześnie ślubną ceremonię. To właśnie podczas niej pary ostatecznie zadeklarują, czy wchodzą w związek małżeński, czy ich drogi rozejdą się na zawsze.
Love is Blind: Polska - opinia o polskim reality show na Netflix
W programie wzięło udział 30 uczestników - 15 kobiet i 15 mężczyzn - ale nie wszyscy zostali pokazani na ekranie. Pod tym względem zaskoczyła mnie trochę formuła tego programu, choć jestem w stanie zrozumieć, z czego to wynika. Gdyby zdecydowano się pokazać wszystkie pary po trochu, zajęłoby to znacznie więcej czasu. Tymczasem na etapie montażu skupiono się wyłącznie na tych uczestnikach, którzy zdecydują się na zaręczyny, i to właśnie wokół nich budowano całą historię. Mimo to podczas seansu z zaskoczeniem reagowałam na obce twarze w strefie mężczyzn i strefie kobiet.
Podejrzewam, że to właśnie montaż był tutaj największym wyzwaniem, więc brawa należą się osobom, które z tego chaosu zdołały wyłuskać główną "oś fabularną", przez co reality show oglądało się jak serial. Brakowało mi jednak zobaczenia na ekranie również pozostałych uczestników, którzy nie nawiązywali relacji z "głównymi" bohaterami tego reality show. To główny aspekt praktyczny, co do którego mam wątpliwości. Podczas seansu nie mogłam "odzobaczyć" jednak innej rzeczy - dlaczego, do licha, każdy uczestnik przechadzał się po studiu ze złotymi kielichami, które zostały przetransportowane nawet do Grecji?
Jeśli chodzi o moją opinię na temat samego eksperymentu, to uważam, że założenia są szczytne, ale nie mają przełożenia na rzeczywistość. Widać to było po uczestnikach - dwie pary rzeczywiście nawiązały ze sobą więź, ale w przypadku pozostałych wyglądało tak, jakby były ze sobą na siłę. Wydaje mi się, że niektórzy robili to po to, by być dłużej obecni na wizji, pojechać na wakacje i dotrzeć do finału, który zobaczymy dopiero pod koniec maja. Pojawiła się również para, która zupełnie nie pasowała do siebie pod względem emocjonalnym, a mimo to mężczyzna postanowił się oświadczyć. Mimo najszczerszych chęci, wygląd zawsze będzie odgrywał jakąś rolę - nie da się tego aspektu całkowicie wyciąć z całego procesu poznawania drugiej osoby.
Podczas oglądania "Love is Blind: Polska" czułam się bardzo niezręcznie - w wielu momentach miałam wrażenie, że wejście w sferę prywatną tych osób zaszło już za daleko (a co będzie, kiedy w kolejnej części programu zaczną spotykać się ze swoimi bliskimi). Niektórzy uczestnicy zachowywali się dziwnie - jakby po raz pierwszy mieli do czynienia z relacją romantyczną albo jakby przyszli do programu rozwiązywać swoje problemy i znaleźć ideał, który sprosta wszystkich ich oczekiwaniom. Tylko że takich ideałów nie ma - nawet przy pozornie stuprocentowym emocjonalnym dopasowaniu.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Zaskoczył was Ślub od pierwszego wejrzenia? To pikuś przy tym nowym programie
- Good Luck Guys 2 - opinia. Już wiem, co wcześniej poszło nie tak
- Netflix pozazdrościł konkurencji - też ma swój polski rapowy program. Jest znacznie lepszy
- Wszyscy mówią o reality-show "Miłość jest ślepa". więc obejrzałam nowość Netfliksa. Jestem w szoku
- "Miłość jest ślepa" to najsensowniejszy program randkowy, który obejrzałam. Jest już na Netfliksie



















