Nie pozwólcie przepaść jednemu z najlepszych seriali Netfliksa. Zasłużył na więcej
Szumne zapowiedzi, gwiazdorska obsada, sukces 1. sezonu - okazuje się, że to za mało, by zachęcić widzów do oglądania nowej odsłony jednego z najlepszych seriali w historii Netfliksa. Produkcja jest ignorowana przez polskich subskrybentów. Dlaczego?

Trzeba przyznać, że 2. sezon „Awantury” spotkał się z nieco chłodniejszym (choć wciąż pozytywnym) przyjęciem niż „jedynka” - faktycznie, serial nie jest już tak świeży, a z racji ogromu podjętych wątków trochę rozwadnia część z nich. Niezmiennie mamy jednak do czynienia ze znakomicie zagraną, błyskotliwą produkcją, która uważnie przygląda się kilku płaszczyznom społecznych konfliktów i umiejętnie je punktuje. Znaczy się: Lee Sung Jin rozumie ludzi i potrafi o nich opowiadać.
Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę ciepły szeptany marketing poprzedniej odsłony, wysokie noty, zebranie znakomitej obsady i szyld studia A24, obojętność względem nowej serii bardzo zaskakuje. Większość anglojęzycznych nowości - tym bardziej promowanych przez znane nazwiska - z łatwością dostaje się do rankingu TOP 10 najpopularniejszych premier Netfliksa. Ba, często są to tytuły, delikatnie pisząc, pozostawiające wiele do życzenia względem jakości. Niestety - znacznie lepsza od większości z nich „Awantura” zdaje się nikogo nie obchodzić.
Awantura 2 nie obchodzi widzów. A powinna
„Awanturze” udało się wprawdzie wbić na 1. miejsce w USA, ale w Europie radzi sobie znacznie gorzej. W Wielkiej Brytanii 2. odsłonie antologii udało się dotrzeć na miejsce 6., a w wielu innych krajach - w tym w Polsce - o topce w ogóle nie ma mowy. Biorąc pod uwagę, że od premiery minęło już kilka dni, a w międzyczasie mieliśmy weekend, twórcy zapewne mierzą się właśnie ze srogim rozczarowaniem.
Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy. Zachodnie media zwracają uwagę na kilka faktów: zdarza się na przykład, że niektóre tytuły po prostu giną w natłoku oferty platformy - jakkolwiek rzadko dotyczy to produkcji o takiej renomie. Niby można argumentować, że „Awantura” nie potrzebowała kontynuacji, ale przekształcenie go w antologię - z tym samym showrunnerem i tak mocną obsadą - powinno przyciągnąć znacznie większą widownię. No chyba, że jest wręcz przeciwnie i widzowie mimo wszystko woleliby wrócić do znanych postaci, do których zdążyli się przywiązać.
Być może problem leży w zbyt długiej przerwie miedzy odsłonami oraz w niezbyt atrakcyjnej i nierozbuchanej promocji? Produkcji przydałaby się viralowa kampania. Istnieje szansa, że tytuł dopiero zacznie piąć się w górę zestawienia - zdarza się, że niektóre nowości potrzebują na to więcej czasu. Wydaje mi się jednak, że o „Beef” nie mówi się i nie pisze wystarczająco dużo, by zwrócić uwagę znacznie szerszej publiki.
1. seria „Awantury” dobiła do 1,5 mld minut oglądania w 2. tygodniu od premiery - stając się hitem „word-of-mouth”, z tygodnia na tydzień budziła większe zainteresowanie. Niewiele wskazuje na to, by i tym razem miało być podobnie - a szkoda, bo to wciąż rzecz unikalna, świeża, inteligentnie napisana i bezbłędnie zrealizowana. Jeśli jeszcze nie widzieliście „Awantury”, to zachęcam do seansu obu sezonów - warto, choć ten pierwszy faktycznie jest nieco lepszy. A jeśli widzieliście kiedyś „jedynkę” i wam się podobała, to istnieje spora szansa, że „dwójka” też was do siebie przekona.
Po latach Lee Sung Jin przemawia do widza podobnym językiem i pochyla się nad zbliżonymi kwestiami, a jednak nie ma mowy o wtórności - możecie mu zaufać. To bardzo, bardzo zdolny twórca.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nie liczcie na TEN wątek w Spider-Manie 4. Marvel się go boi
- O czym opowie nowy film o X-Menach? Zabraknie wielkiej gwiazdy
- Nowy serial w jeden dzień podbił serca widzów Prime Video. Już żądają 2. sezonu
- Fani prawie 30 lat czekali na nowe fantasy. Oczu nie można od niego oderwać
- Córka Adama Sandlera nie jest nepo baby. Nowość od Netfliksa to dowód



















