Nie przesadzam: jeśli chodzi o nowe produkcje oryginalne (nie zaś kolejne sezony uznanych hitów), ten autorski projekt nominowanego do Oscara Riza Ahmeda to najlepszy dotychczas tegoroczny serial. Dlatego też serdecznie polecam wam się z nim zapoznać w ten weekend: cały sezon łykniecie w mniej niż trzy godzinki. Nie pożałujecie.

Domyślam się, dlaczego ten wspaniały serial nie uplasował się choćby na samym dole listy TOP 10 najpopularniejszych seriali w Prime Video. Po pierwsze: subskrybenci platformy (nie tylko tej) preferują kryminały i akcyjniaki - dlatego też 1. miejsce wciąż należy do co najwyżej przeciętnej „Scarpetty”. Po drugie - Amazon niespecjalnie przyłożył się do promocji, a po trzecie, cóż, Riz Ahmed wciąż jeszcze nie cieszy się w Polsce odpowiednio dużą rozpoznawalnością.
A szkoda, bo jego najnowszy projekt - „Bait” - serial, który wymyślił, napisał, wyprodukował i zagrał w nim główną rolę - to rzecz ze wszech miar znakomita. Opus magnum artysty i produkcja, która może zgarnąć sporo nagród w sezonie.
Tytuł, o którym mowa, skupia się na postaci niespełnionego aktora, Shaha, który bierze udział w przesłuchaniu do roli nowego Jamesa Bonda. Choć nie radzi sobie zbyt dobrze, na skutek pewnego incydentu zyskuje internetową rozpoznawalność. Choć wiąże się ona z hejtem i atakami rasistowskich trolli, Shah zamierza wycisnąć z niej ile tylko się da - tym bardziej, że dzięki niej może zyskać szansę na jeszcze jedno przesłuchanie.
Bait, czyli co obejrzeć w Prime Video w ten weekend
Początkowo może się wydawać, że to kolejna satyra na branżę, ale nie, to nie jest serial tego typu. „Bait” ma znacznie głębsze ambicje: okazuje się studium człowieka, który desperacko próbuje nadać sens własnemu życiu, chwytając się każdej formy uznania, nawet jeśli ta uznaniowość jest powierzchowna, toksyczna i krótkotrwała. Ahmed nie idealizuje swojego bohatera - Shah jest postacią momentami bardzo trudną do polubienia, pełną sprzeczności i paskudnych cech, co tylko wzmacnia psychologiczny autentyzm. Serial konsekwentnie podkreśla, że problem nie leży wyłącznie w systemie, ale również w wewnętrznych napięciach i ambicjach samego bohatera (którego szybka sława niemal rujnuje psychicznie) - i wielu jemu podobnych aspirujących artystach, którzy tak bardzo chcą poczuć się chciani, docenieni, akceptowani, że są gotowi sprzedawać kolejne części samych siebie kawałek po kawałku. Oczywiście, przy okazji Ahmed trafnie ilustruje mechanizmy działania branży i problematykę mielenia kwestii mniejszościowych i tożsamościowych przez przemysł, nie jest to jednak sedno tej historii.
Ten ponury wydźwięk przeplatany jest jednak humorem, który podkreśla i uwypukla absurdy świata kina i bolączki osób takich jak Shah. A nawet więcej: dowcip, nieraz bardzo celny i autoironiczny, równoważy ciężar tematów takich jak rasizm, presja reprezentacji czy kryzys tożsamości.
Poza tym całość - poza świeżością narracji i fabuły - wyróżnia się formalną odwagą. Łączy realistyczny dramat z absurdem i elementami surrealizmu, które wizualizują stan psychiczny postaci. Neonowa estetyka, dynamiczna kamera i momentami groteskowe pomysły narracyjne nie są tu ozdobnikami, lecz integralną częścią opowieści. Słowem: świetnie napisane, świetnie zrealizowane, świetnie zagrane.
Serial łyka się gładko i na raz. Serio, „Bait” to idealny materiał pod weekendowy binge watching - 6 odcinków po ok 27 minut. Raz jeszcze polecam go nadrobić: Ahmed zasłużył na to, by jego dzieło wyświetlono na jak największej liczbie ekranów. A już na pewno bardziej niż wielu autorów mdłych potworków, które podbijają top-listy popularnych platform.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Serial fantasy nie zostanie anulowany. Dostaniemy wszystkie zaplanowane sezony
- Tak dobre finały nie zdarzają się często. Najbardziej ludzki serial kończy się bezbłędnie
- Maciej Musiał kupił Dekalog jak chad. Dlaczego to takie ważne?
- Kochasz piłkę nożną? Konkurs CANAL+ może spełnić twoje marzenia
- The Boys wrócili na Prime Video, żeby zrobić rozpierduchę. Recenzja 5. sezonu



















