Ta wiadomość zelektryzowała polski świat filmowy - Maciej Musiał stoi za międzynarodowym projektem, który będzie reinterpretacją twórczości legendarnego i renomowanego reżysera, Krzysztofa Kieślowskiego. Mimo pojawiającego się wśród wielu sceptycyzmu, osobiście jestem dość dobrej myśli.

Nie skłamię, pisząc, że Krzysztof Kieślowski to jedna z najważniejszych postaci polskiego oraz europejskiego kina. Reżyser zapisał się w historii X Muzy wieloma znakomitymi dziełami, takimi jak "Amator", "Przypadek", "Podwójne życie Weroniki" czy trylogia "Trzy kolory". Zestawienie jego najlepszych produkcji z pewnością nie mogłoby istnieć bez "Dekalogu" - cyklu dziesięciu telewizyjnych filmów, nawiązujących tematycznie do dziesięciu biblijnych przykazań. To właśnie ostatni z tytułów jest powszechnie uznawany za jedno z najważniejszych reżyserskich osiągnięć reżysera, a jego twórczość - przedmiotem inspiracji i zachwytu ze strony innych twórców filmowych.
Kino Kieślowskiego to wielkie dziedzictwo. Najlepsi je doceniają
Ostatnie słowa z poprzedniego akapitu nie są stwierdzeniem rzuconym na wiatr - Kieślowski cieszył się szacunkiem innych twórców. Za najgłośniejszy przykład prawdopodobnie uchodzi Stanley Kubrick, legendarny twórca "Lśnienia" czy "2001: Odysei Kosmicznej". Dla kultowego reżysera "Dekalog" był jednym z najważniejszych tytułów lat 90. - określał je jako "jedyne filmowe arcydzieło, jakie przyszło mu do głowy". Reżyser swego czasu stworzył przedmowę do "Dekalogu" (jak twierdzi jego bliski współpracownik Jan Harlan, jedyną, jaką kiedykolwiek napisał):
Zawsze niechętnie wyróżniam jakąś szczególną cechę twórczości wybitnego filmowca, ponieważ nieuchronnie prowadzi to do upraszczania i redukowania dzieła. Ale w tej książce ze scenariuszami Krzysztofa Kieślowskiego i jego współautora, Krzysztofa Piesiewicza, nie od rzeczy powinno być stwierdzenie, że mają oni bardzo rzadką zdolność do ‘udramatyzowania’ swoich pomysłów, a nie tylko mówienia o nich. Przekazując swoje myśli poprzez dramatyczną akcję, zyskują dodatkową moc, pozwalając widzom odkryć, co naprawdę się dzieje, zamiast być o tym informowanym. Robią to z tak olśniewającą umiejętnością, że nigdy nie dostrzegasz nadchodzących pomysłów i dopiero znacznie później zdajesz sobie sprawę, jak głęboko dotarły one do twojego serca.
Kubrick nie był jednak jedynym twórcą, dla którego dzieła Kieślowskiego sporo znaczyły. Do tego grona można zaliczyć m.in. Toma Tykwera (reżysera "Pachnidło: Historii mordercy"), którego film "Biegnij, Lola, biegnij" uznaje się za wariację "Przypadku", za będący pod wpływem twórczości Polaka uznaje się też m.in. serial "Sense 8", nie wolno również zapominać o jednym z najważniejszych tytułów XXI wieku w reżyserii Jean-Pierre'a Jeuneta - "Amelii", który wielu znawców kina uznaje za swoistego spadkobiercę "Podwójnego życia Weroniki".
Za innych twórców inspirujących się Kieślowskim uznaje się chociażby Cristiana Mungiu, braci Jean-Pierre'a i Luca Dardenne'ów, czy Nuri Bilge Ceylana. Filmy polskiego reżysera cieszyły się sporym zainteresowaniem również na najważniejszych międzynarodowych festiwalach: "Krótki film o zabijaniu" zdobył Nagrodę Jury w Cannes, "Trzy kolory: Niebieski" wyjechał z Wenecji ze Złotym Lwem. W 1995 Kieślowski walczył o Oscara za "Trzy kolory: Czerwony", jednak w obu kategoriach przegrał: statuetkę za reżyserię odebrał Robert Zemeckis ("Forrest Gump"), a wyróżnienie za scenariusz oryginalny przypadło "Pulp Fiction".
Kino Kieślowskiego dostanie nowe życie. Dzięki Maciejowi Musiałowi
Od śmierci Krzysztofa Kieślowskiego mija w tym roku 30 lat. Ta okrągła, acz smutna rocznica, zdaje się być symboliczna w obliczu informacji, która zdominowała przestrzeń publiczną. Okazało się bowiem, że Maciej Musiał, polski aktor, jest zaangażowany w projekt "Parallel Tales". W zeszłym roku tytuł ten był reklamowany jako nowy film reżyserowany przez słynnego irańskiego reżysera, Asghara Farhadiego. Teraz okazuje się, że będzie to projekt, który zreinterpretuje jedną z części "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego. Musiał będzie w nim pełnił rolę producenta wykonawczego.
Choć początkowo wielu (włącznie ze mną, nie będę kłamał) uznało informację na ten temat za primaaprilisowy żart, okazało się, że sprawa jest jak najbardziej poważna, a Musiał rzeczywiście bierze się za twórczość Kieślowskiego. Co zapewne ważne dla wielu fanów twórczości legendarnego reżysera - nad tym projektem wraz z aktorem pracuje sam Krzysztof Piesiewicz, wieloletni współpracownik Kieślowskiego i naczelny scenarzysta jego dzieł.
Jak możemy przeczytać w rozmowie Musiała z GQ, całe przedsięwzięcie udało się zrealizować dzięki temu, że poprzedni właściciel praw do "Dekalogu" spóźnił się z wpłatą. Choć Musiał nie zdradza wprost, które części kultowego cyklu Kieślowskiego weźmie na warsztat, z samej rozmowy wynika, że twórcy będą czerpać z różnych jego odsłon. Mówi się też, że "Parallel Tales" ma się inspirować szóstym rozdziałem "Dekalogu", który wielu zna jako "Krótki film o miłości".
Aktor zdradził portalowi kulisy procesu powstawania jego nowego projektu:
Kupiłem prawa do konkretnego dzieła Kieślowskiego i rozpocząłem proces jego współczesnej reinterpretacji. To było siedem lat temu. Przez ten czas angażowaliśmy kolejnych reżyserów, powstawały scenariusze, nakręciliśmy już dwa filmy, które są w postprodukcji. Dzisiaj przygotowujemy się do premiery filmu „Parallel Tales”. To dzieło irańskiego reżysera, zdobywcy dwóch Oscarów, Asghara Farhadiego. Zdjęcia się zakończyły, kończy się proces montażu, z premierą celujemy na Festiwal Filmowy w Cannes.
W tej samej rozmowie ujawniono również członków obsady projektu. Trzeba przyznać, że ma rozmach. Do projektu autorstwa Musiała i Piesiewicza zaangażowano wielkie gwiazdy, takie jak Catherine Deneuve, Isabelle Huppert czy Vincent Cassel, w obsadzie mają się również znaleźć Virginie Efira czy Pierre Niney, odtwórca roli Hrabiego Monte Christo w filmie z 2024 roku. Jak twierdzi w powyżej przytoczonej rozmowie Musiał, od początku zależało mu, by to właśnie Farhadi został reżyserem. Jest to rozsądny wybór - Irańczyk jest wyrazistym twórcą, który, jak twierdzi sam Musiał, reprezentuje kino z humanistycznym podejściem.
Trzeba przyznać, że przypadek Macieja Musiała to jeden z najciekawszych, jeśli chodzi o polskie kino ostatnich lat. Swego czasu był uznawany w Polsce i za granicą za talent, który ma szanse na znalezienie się w aktorskiej ekstraklasie. Z całym szacunkiem, ale wiemy, że ten plan niespecjalnie się powiódł - choć Musiał nie jest absolutnie złym aktorem, nie sposób nie odnieść wrażenia, że dotychczasowe produkcje, w których brał udział (może za wyjątkiem "Ślebody") nie pozwoliły mu na ciekawszą eksplorację jego talentu. Widać jednak, że Musiał idzie bardziej wyraziście swoją pozaaktorską drogą - oprócz roli w "1983" był też pomysłodawcą serialu. Widać, że ma na siebie pomysł i niezależnie od przyszłych efektów liczę, że go zrealizuje z pozytywnym efektem. Na papierze jego projekt "ożywienia" Kieślowskiego nie ma prawa się nie udać. Czas pokaże, czy praktyka to potwierdzi.
Czytaj więcej o filmach na Spider's Web:
- X-Meni mają reanimować Marvela. Ten pomysł może się udać
- Bilety na Diunę 3 już się wyprzedają. Tak, na seans w grudniu
- Astronauci z Artemis II obejrzeli hit science fiction. I wydali werdykt
- Skąd wziął się tytuł Projektu Hail Mary? "Zdrowaś Mario" to część odpowiedzi
- TOP 8 ról Olivii Colman. Najlepsze kreacje wybitnej aktorki



















