"Mandalorian i Grogu" to tak naprawdę jeden z najważniejszych filmowych tytułów 2026 roku. Dlaczego? To szansa na weryfikację, czy uniwersum "Gwiezdnych wojen" jest wciąż magnesem przyciągającym ludzi do kin. Jak na ten moment wygląda sytuacja najnowszej superprodukcji z tego świata?

Gdyby scharakteryzować dwie osoby, na których barkach leży bezpośrednia odpowiedzialność za "Mandalorian i Grogu", byliby to Jon Favreau oraz Dave Filoni. Pierwszy to reżyser od dawna związany z uniwersum (wyreżyserował bowiem serial "The Mandalorian"), drugi zaś od niedawna zarządza Lucasfilm i niekoniecznie cieszy się przychylnością "świata zewnętrznego". Dla obu ten film jest tak naprawdę szansą, by przekonać się, czy historia Dina Djarina i jego małego kompana ma potencjał godny "awansu" na wielki ekran, a także swego rodzaju testem twórczym, sprawdzającym, czy Favreau i Filoni są duetem, który jest w stanie tchnąć nowe życie w "Gwiezdne wojny".
Mandalorian i Grogu walczą o kasę dla Disneya. Tragedii póki co nie ma
Głównymi bohaterami filmu, jak nietrudno się domyślić po tytule są mandaloriański łowca nagród Din Djarin (Pedro Pascal) i Grogu. Po upadku Imperium, jego watażkowie są rozproszeni po całej galaktyce. Nowo powstała Nowa Republika, starająca się chronić dziedzictwo Rebelii, zwraca się do łowcy o pomoc w tropieniu tych, którzy chcą odbudować swoje wpływy.
Ostatnie dni przed premierą były dominowane przez dość kasandryczne wizje, jakoby "Mandalorian i Grogu" miał być finansową wpadką, a nawet tragedią, zwłaszcza porównując jego zapowiadane wyniki z innymi filmami. Dzieło Favreau i Filoniego póki co, w ramach 4-dniowego weekendu (będącego siłą rzeczy weekendem otwarcia) zainkasowało w światowym box office 165 milionów dolarów. Mamy do czynienia z sukcesem czy porażką?
Żadna z powyższych odpowiedzi nie byłaby w pełni sprawiedliwa. "Mandalorian i Grogu" ma z pewnością wyższy wynik niż "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie", które zadebiutowały z wynikiem 147,5 mln dolarów. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że wspomniany film został zrobiony za znacznie większe pieniądze. Podobnie jest zresztą z poprzednimi filmami spod szyldu "Gwiezdnych wojen". "Skywalker: Odrodzenie" zarobiło w weekend otwarcia na całym świecie 177,4 mln dolarów, "Ostatni Jedi" - 450,8 milionów. Każdy z poprzedników tegorocznej produkcji horrendalne budżety zbliżające się ku 300-400, a nawet 500 milionom dolarów (a biorąc pod uwagę koszty marketingu, te liczby tylko rosną).
Tym samym "Mandalorian i Grogu" zaliczyły stosunkowo miękkie lądowanie
Budżet filmu, wedle doniesień, wynosi 165 milionów, czyli dokładnie tyle, ile udało się zarobić w pierwszy weekend. Oczywiście nie jest to sygnał do otwierania szampana, natomiast określanie liczb, które wykręciła produkcja Favreau i Filoniego jako klapę, byłoby też przesadą. Variety zauważa, że tak naprawdę najwięcej powie kolejny weekend kinowy. Dlaczego?
Wówczas będziemy mogli się przekonać, czy zainteresowanie widzów względem "Mandalorian i Grogu" jest wciąż aktywne. Pierwsze weekendy zwykle przyciągają największych fanów, którzy jak najszybciej pragną zobaczyć film ze swojego ulubionego uniwersum, jednak największa odpowiedzialność leży na "zwykłych oglądaczach", tych co np. zabiorą swoje dzieci na rodzinne wyjście do kina. Jeśli wyniki filmu nie ulegną znacznemu pogorszeniu tydzień po premierze, Jon Favreau i Dave Filoni na pewno będą spać spokojniej. Choć warto byłoby wyciągnąć wnioski na przyszłość, by drżenie o zainteresowanie "Gwiezdnymi wojnami" nie zostało stałą praktyką.
Więcej o "Gwiezdnych wojnach" przeczytacie na Spider's Web:
- Czy w Mandalorian i Grogu jest scena po napisach? Disney zaskoczył
- Idziesz na Mandalorian i Grogu? Oto wszystko, co musisz wiedzieć przed seansem
- Mandalorian i Grogu w Krakowie. Sprawdziliśmy limitowany zestaw
- Kolejność oglądania epizodów, spin-offów, seriali i animacji Star Wars w 2026
- Disney odrzucił niesamowite historie z książek i komiksów „Star Wars”. Poznaj te Legendy



















