Już niebawem na wielkim ekranie zobaczymy "Dramę", gwiazdorsko obsadzony film Kristoffera Borgliego. Zanim jednak to nastąpi, warto zapoznać się z innym, świetnym dziełem tego reżysera, mającym przede wszystkim jedną, podstawową zaletę - Nicolasa Cage'a.

Kristoffer Borgli to jeden z najciekawszych przedstawicieli współczesnego, europejskiego kina. Choć nie może się pochwalić aż takim docenieniem jak jego duński sąsiad Joachim Trier, Norweg coraz bardziej pnie się po drabince. Zwrócił uwagę świata "Chorą na siebie", czarną komedią o bohaterce, która, gdy traci sławę, nadużywa leków, byle tylko zwrócić na siebie uwagę świata, który się od niej odwrócił. W "Dramie" zobaczymy Zendayę i Roberta Pattinsona jako narzeczonych, którzy dowiadują się o sobie pewnych rzeczy przed ślubem. Wcześniej jednak zajrzyjmy w uczelniane mury i życie przeciętniaka.
Dream Scenario to najlepszy film twórcy Dramy. Póki co
Paul Matthews (Nicolas Cage) nie jest specjalnie niczyim "mężczyzną ze snów", poza własną żoną. Jest ostoją i wzorem przeciętności, człowiekiem, którego ambicje wyprzedziły rzeczywistość, żonatym facetem w średnim wieku z dwójką dzieci, wykładającym na uczelni i regularnie nudzącym swoimi zajęciami statystycznego słuchacza. Wszystko jednak zmienia się diametralnie, gdy Matthews dowie się, że jest obiektem snów. Nie żony, nie dzieci, ale całego świata. To przysparza mu popularności, której się nie spodziewał, ale może której podświadomie pragnął?
Spośród wielu sposobów ogrywania przez filmowców tematyki snu, Borgli podszedł do tego z wyjątkowym jajem. Norweg wspierany przez Ariego Astera jako producenta bardzo sprawnie łapie balans między swego rodzaju oniryczną grozą, jaka nieraz się tu pojawia, a przyziemnym komentarzem, który nigdy nie traci z oczu głównego bohatera - człowieka, którego normalnie nikt nie zauważa, albo nie chce zauważać. Jego obecność w snach zwiększa jego "społeczny status" - frekwencja na zajęciach mu rośnie, córki jakoś sympatyczniej się do niego odnoszą. Kto by tak nie chciał?
Nic dziwnego, że główny bohater, choć zdezorientowany sytuacją, stara się czerpać z dobroci, które mu ona przynosi - w końcu chciał być doceniany i szanowany. Borgli z gracją (choć bez większych zaskoczeń), przygląda się temu, jak sytuacja Paula rozwija się z czasem - pojawiają się zewnętrzne pokusy monetyzacji jego popularności, pozycja społecznego fenomenu czy zagrożenie zcancellowania. W rolę głównego bohatera wciela się Nicolas Cage. Ukryty pod mocną charakteryzacją aktor robi tutaj kawał znakomitej roboty - Matthews to mężczyzna zagubiony, ale próbujący korzystać z sytuacji, by wyjść z życiowej apatii, wreszcie stawić czoła ambicjom, których z różnych powodów, nie umiał, bądź nie miał szans, zrealizować. Cage doskonale odgrywa jego skonfundowanie, postępującą żałość, ale i wiele komediowych momentów.
"Dream Scenario" to pomysłowa opowieść o mechanizmach współczesnego świata, pokazana przez pryzmat przeciętnego everymana, który zyskał równie upragnioną, co przytłaczającą sławę. Choć "Chora na siebie" w najmocniejszym stopniu wyniosła reżysera do miejsca blisko czołówki, "Dream Scenario" pozostaje moim faworytem. Wraz z premierą "Dramy" okaże się, czy ten stan ulegnie zmianie.
"Dream Scenario" jest dostępne do obejrzenia w ramach abonamentu Canal+.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Zwiastun Harry'ego Pottera zrobił coś niesamowitego. Wielkie odrodzenie serii
- Rankingi filmów o Harrym Potterze? Wielki problem bogactwa
- Netflix, czemu nie chwalisz się tym genialnym filmem akcji? Wbija już jutro
- Tak wygląda horror od Polki i twórców Stranger Things. Jest gęsty i niepokojący
- Dlaczego Harry Hole zaczął się od środka? Dobra decyzja Netfliksa


















