Spike Lee to świetny reżyser, któremu zdarzyły się też potknięcia. Jednak film, który wpadł niedawno do HBO Max, a którego od pewnego czasu próżno było szukać w subskrypcyjnym streamingu, nie jest jednym z nich. Powiem więcej: uwielbiam go.

Lata 70. XX wieku. Ron Stallworth (John David Washington) to pierwszy czarnoskóry detektyw w Departamencie Policji w Colorado Springs. Siłą rzeczy, musi zatem wykazać się znacznie większym zaangażowaniem i skutecznością, by jakkolwiek się przebić, zdobyć szacunek i wyrobić sobie nazwisko. Takie czasy. W związku z tym decyduje się na szalenie niebezpieczną misję i wraz z kolegą po fachu, Zimmermanem (Adam Driver) postanawia... zinfiltrować Ku Klux Klan.
Świeżo upieczeni partnerzy powołują specjalną grupę, przenikają do struktur organizacji i starają się zrobić wszystko, by uniemożliwić jej roztoczenie wpływów i przejęcie władzy w mieście.
HBO Max: co obejrzeć? Polecamy Czarne bractwo - BlacKkKlansman
Dzieło Lee to przykład pierwszorzędnego kina politycznego, które wpasowało się w amerykański mainstream - a wszystko dzięki doskonale dobranym proporcjom dramatu społecznego, thrillera kryminalnego, satyry i filmu historycznego, w którym kryje się też bardzo świadomy esej na temat uprzedzeń rasowych. Co więcej, to oparte na faktach kino przetworzone przez autorską wrażliwość reżysera: faceta, który lubi zajmować mocne stanowiska i uwypuklać kwestie polityczne w swoich dziełach.
Kluczowy jest tu kontrast tonów: groteskowy humor, który obnaża banalność i systemowy charakter uprzedzeń, sąsiaduje tu z poczuciem autentycznego zagrożenia. Lee pokazuje rasizm jednocześnie jako coś absurdalnego i śmiertelnie niebezpiecznego - śmiech nieraz grzęźnie w gardle widza, gdy ten uświadamia sobie, że za komizmem sytuacji kryje się realna przemoc. O społecznej aktualności nawet nie wspominam: to jeden z tych filmów, w których wydarzenia historyczne stanowią, oczywiście, komentarz do teraźniejszości.
Reżyser wie, jak operować formą: zestawia różne porządki narracyjne, odwołuje się do historii kina, a finałem brutalnie wyprowadza opowieść poza ramy gatunku, wprost do współczesności. Nie, tu nie ma miejsca na subtelności - właśnie w bezpośredniości tkwi siła obrazów Lee, w tym i tego. Ale nie tylko przekaz tu działa: obraz jest cudnie stylizowany (serio, ten film ma obłędny styl i świetnie, że twórca tak chętnie go podkreśla, ), napięcie konsekwentnie rośnie, by od pewnego momentu wciskać w fotel, montaż bardzo przysługuje się akcji, a duet Washington - Driver to kropka nad i. Chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć ich razem na ekranie.
Oscar za scenariusz nie wpadł bez przyczyny. A jeśli obawiacie się, że was zmęczy, uspokajam: film działa zarazem jako poważniejsza dochodzeniówka, jak i sensacyjna komedia - bywa zabawnie, bywa ponuro. Jest akcja i specyficzny dowcip. Wszystko to doprawione wściekłością na społeczne niesprawiedliwości i miłością do kinowych klasyków. Warto.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- W serialu Harry Hole zagrała sławna piosenkarka. Mogliście to przeoczyć
- Założę się, że przegapiliście te drobiazgi w zwiastunie Harry'ego Pottera
- Wrócił uwielbiany serial sci-fi od Apple TV. Recenzja 5. sezonu For All Mankind
- Chris Evans na serio wraca do MCU. Avengers: Doomsday to nie koniec
- Kiedy premiera serialu o Harrym Potterze? Kamień Filozoficzny zapowiedziany


















