REKLAMA

Arcydzieło science fiction ma jedną tajemnicę. Nolan mnie zaskoczył

Christopher Nolan wkrótce powróci na wielki ekran ze swoim nowym filmem, zagłębiającym się w mitologię grecką. Twórca ten znany jest jednak najbardziej z tego, jak lubi eksperymentować np. z motywem czasu. Jedno z najsłynniejszych dzieł Nolana, "Interstellar", zawiera w sobie bardzo interesujący element z nim związany.

interstellar film tajemnica nolan
REKLAMA

Akcja filmu rozgrywa się w momencie, gdy byt ludzkości na Ziemi dobiega końca, a zmiany klimatyczne osiągnęły nieodwracalny stan. Fabuła opiera się na historii grupy badaczy, którzy wpadają na trop tunelu czasoprzestrzennego - jednym z nich jest Joseph Cooper (Matthew McConaughey), były pilot NASA. Zostaje on przydzielony do pilotowania statku kosmicznego, który ma udać się w głąb tunelu w ramach misji kolonizacyjnej, zapewniającej przetrwanie ludzkości. Dzięki temu, załoga, poszukująca nowego domu, pokonuje granice dotychczas przekraczające ludzkie możliwości

REKLAMA

Interstellar chowa świetny detal. Nolan świetnie to rozkminił

Wiele jest filmów, które określa się mianem "klasyków science fiction", Czy nazwałbym tak również "Interstellar"? Myślę, że niekoniecznie, choć z pewnością stwierdziłbym, że jest on bliski tego określenia. Christopher Nolan to jeden z najwybitniejszych współczesnych reżyserów, który nieraz udowadniał, że zależy mu na precyzyjnym odtwarzaniu rzeczywistości, dokładności technicznej, ale również wybrzmiewaniu moralnych, czy metafizycznych zagadnień.

Od dawna wiadomo, że Nolan fascynuje się czasem: widać to m.in. w "Tenecie", który w wyjątkowy sposób podchodzi do tematyki przeszłości czy przyszłości. W "Interstellarze" również nie zabrakło rzeczy, na które zapewne wpadłby tylko Nolan we własnej osobie. To on zadecydował m.in. o zatrudnieniu do pomocy przy filmie znanego fizyka Kipa Thorne'a, by stworzył równania mogące pozwolić na realistyczne przedstawienie czarnej dziury. Nolan, wraz z autorem muzyki do filmu, Hansem Zimmerem, wpadł jednak też na inny pomysł, znacznie bardziej niezauważalny, ale za to bardzo wiele mówiący.

W trakcie pobytu bohaterów na wodnej planecie Millera słychać dźwięk tykania, które powtarza się co 1,25 sekundy. Co to oznacza "po ziemsku"? Ano to, że każda godzina na owej planecie równa się siedmiu latom ziemskim. Z dokładnej matematyki, którą swego czasu wykonał jeden z dociekliwych użytkowników Reddita, wyszło, że w trakcie 60 sekund słychać 48 takich odgłosów, a w dalszym ciągu obliczeń wyszło mu, że każde "tyknięcie" to jeden, upływający na Ziemi dzień. Taka sytuacja ma mieć związek ze zjawiskiem zwanym dylatacją czasu, czyli zwalnianiem czasu pod wpływem silnego pola grawitacyjnego. W związku z powyższym czas na planecie Millera płynie znacznie wolniej, niż na Ziemi.

Jesli ktoś mógł wpaść na to, by w epickim, pełnym rozmachu science fiction "wtrącić" tego typu detal, to właśnie Christopher Nolan. Nieraz pokazywał, że jego filmy są intelektualną łamigłówką, która niekoniecznie pozwala odkryć wszystkie odpowiedzi, ale za to chętnie włącza widza w ten wymagający proces. Zasłużył na miano jednego z najbardziej fascynujących twórców. Dawne pokolenia miały swoich wizjonerów - Hitchcocka, Kubricka, Coppolę. My mamy Nolana, który niezależnie od tematu swojego filmu, zawsze czyni z niego intrygujące doświadczenie.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-10T08:03:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T06:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T12:57:12+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T19:13:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA