"Hugh Jackman jest pasterzem moim, nie brak mi niczego" - tak mogliby prawdopodobnie orzec główni bohaterowie tej historii. Komediowy kryminał podszyty wełną to coś, czego zdecydowanie nie miałem w swoim bingo. W sieci pada wiele stwierdzeń, że ten film sprawia wrażenie hybrydy "Babe - Świnki z klasą" i "Na noże". To komplement, ale też teza bliska prawdzie, w dobrym znaczeniu.

Ważna informacja (tudzież przestroga, zależy jak kto woli) - ten film będzie dostępny przede wszystkim w wersji z polskim dubbingiem. Początkowo ucieszyłem się na widok pokazu "Sprawiedliwości owiec" z napisami, jednak z czasem okazało się, że informacja była błędna i nieświadomie wylądowałem na "naszej" wersji. W tym miejscu zaznaczam - ogromnie szanuję polskich aktorów głosowych, po prostu mając w obsadzie takie nazwiska, jak tutaj, preferowałem się przekonać o jakości tych oryginalnych ról. Czy straciłem na tym? Znając głosy zagranicznych aktorów zaangażowanych w ten projekt, myślę, że trochę tak, ale absolutnie nie zabrało mi to frajdy z oglądania filmu.
Sprawiedliwość owiec - recenzja filmu. Owczy pęd po prawdę
George Hardy (nie kto inny, jak wybitnie pasujący swoją aparycją do tej roli Hugh Jackman) jest pasterzem żyjącym na obrzeżach miasteczka Denbrook. Jego życie na pierwszy rzut oka jest dość bliskie utopii - mieszka sobie w przyczepie, ma święty spokój, a co najważniejsze: hoduje owce. Zwierzęta są jego najlepszymi przyjaciółmi, kompanami codzienności, a wieczorami: słuchaczami. Pasterz cyklicznie czyta bowiem swoim owcom kryminały, zupełnie nieświadomy, że te po wszystkim żywo rozprawiają na temat tożsamości zabójcy, na czele z najbardziej rezolutną w stadzie Lily (Julie Louis-Dreyfus). Gdy dochodzi do tragicznej i niespodziewanej śmierci George'a, owce decydują się wziąć sprawy w swoje racice i rozpocząć swoje śledztwo w tej sprawie.
Nad całością, reżyserską pieczę trzyma Kyle Balda, któremu nieobce jest kino z półki "dla każdego". To m.in. jego dziełem jest seria z Minionkami i Gru, "Lorax" - czyli tytuły, które cieszą się powszechną sympatią. Tym razem Balda powraca do kina osadzonego w "ludzkim świecie", by opowiedzieć historię o zwierzętach osadzonych wewnątrz kryminalnej intrygi i to z nie byle jakim wsparciem - za scenariusz odpowiada Craig Mazin ("The Last of Us", "Czarnobyl"), a w gronie producenckim znalazł się m.in. duet Lord-Miller, który niedawno wyreżyserował "Projekt Hail Mary". W takim gronie zrobienie złego czy przeciętnego filmu byłoby sporym osiągnięciem. Na szczęście "Sprawiedliwości owiec" do tego miana daleko.
Z racji, że nie było mi dane przeczytać książkowego oryginału pióra Leonie Swann, nie będę się odnosił do tego, czy "Sprawiedliwość owiec" jest jego dobrą lub złą adaptacją. Sam koncept fabuły jest równie intrygujący co absurdalny - dlatego też branie go w 100%, czy nawet w 70% na poważnie, byłoby raczej błędem. Mimo tego Balda i Mazin starają się, by wychodzący z podstaw tej opowieści, naprawdę niezły humor (rozważania nad tożsamością Boga lepsze, niż w niejednym filozoficznym dziele) był zrównoważony poważnym, czy nawet momentami mrocznym tonem. Tak, film o owcach rozwiązujących kryminalną zagadkę jest również dobry, gdy mówi o tym, co bolesne i przykre.

Jasne, środkiem do celu jest przede wszystkim zagadka kryminalna w starym stylu: kilkoro dość klasycznych podejrzanych, ludzie z najbliższego otoczenia, którzy mieliby mniejszy lub większy interes w śmierci George'a, czy nowe osoby "przypadkiem" pojawiające się w okolicy. Twórcy skonstruowali historię z zaskakująco niemałym suspensem - na tyle, że zupełnie szczerze da się do finału (ujawniającego tożsamość zabójcy w stylu, którego nie powstydziłby się Poirot Kennetha Branagha) nie znać odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Jest tu także kwestia starcia z lokalnym, brutalnym agrobiznesem i ludzkiej chciwości, ale bliżej temu do zwykłych fabularnych tropów, niż jakichś większych komentarzy.
Pomiędzy zabawą w detektywów, "Sprawiedliwość owiec" nie zapomina jednak o tym, że zalicza się do kina, które nosi ze sobą uniwersalny, skierowany do widowni o różnej metryce, przekaz.
Twórcy wiedzą, kiedy zatopić widza w autentycznie wywołanym smutku, a kiedy wywołać uśmiech i zaangażować historią o poczuciu przynależności, przekraczaniu własnych ograniczeń (takich jak chociażby przejście przez jezdnię), przełamywaniu stereotypów, uprzedzeń wobec obcych, kształtowaniu życia przez dobre oraz złe wydarzenia (ciekawie rozegrana sprawa "techniki zapominania") czy konfrontacji z przesądami tworzącymi bezpieczną bańkę, z której nie chce się wychodzić. Twórcy filmu stworzyli naprawdę ciekawe stado, złożone z wielu przykuwających uwagę i niekoniecznie zawsze pozytywnych, osobowości.
To jest zresztą jeden z ważniejszych i ciekawie pokazanych aspektów filmu - dynamika między owcami. Choć jedną z ciekawszych postaci jest mroczny Sebastian, prym wiedzie tu przede wszystkim Lily, która ma opinię najsprytniejszej w stadzie, jednak los stawia jej wyzwania, wobec których była wcześniej nieprzygotowana, nieświadoma. Mowa tu przede wszystkim o śmierci, która jest ograna przez "Sprawiedliwość owiec" z powodzeniem, sposób głęboki, nieuciekający od związanego z nią mroku, ale również przyswajalny, z odpowiednim poziomem ciepła. Gdy twórcy zostają dłużej z owczymi postaciami, wyciągają z ich różnorodności naprawdę dużo, pokazują nastroje między nimi, nawet niuansują - zwłaszcza, jeśli chodzi o ich nastawienie do Zimowego Jagnięcia, malutkiego wyrzutka nieakceptowanego przez stado. Ludzcy bohaterowie są zaś napisani wyraźnie słabiej, ale nie tak źle, bym narzekał na ich obecność.

Żałuję, że nie usłyszałem oryginalnych członków obsady w akcji: ten skład bowiem jest naprawdę znakomity - w jego skład wchodzą Hugh Jackman, Julie Louis-Dreyfus, Nicholas Braun, Nicholas Galitzine, Hong Chau, Bryan Cranston, Patrick Stewart, Brett Goldstein, Regina Hall i Bella Ramsey. Czy polscy aktorzy sprawili, że mój ból osłabł? Nie w pełni, ale muszę przyznać, że polski dubbing wypadł lepiej, niż się spodziewałem. Lidia Sadowa udanie wcieliła się w inteligentną Lily, a na dźwięk głosu Ignacego Lissa i Zofii Zborowskiej-Wrony nie tęskniłem aż tak za Braunem i Hall, choć ten pierwszy już na poziomie aury przeciętnego gliniarza wykonał bardzo dobrą robotę. Zbigniew Konopka zaś świetnie nadał postaci Sebastiana (Cranston) pewnego miksu grozy, pogardy i wyczuwalnego, trudnego doświadczenia.
"Sprawiedliwość owiec" to jedno z najfajniejszych zaskoczeń tego roku. Fantastyczna mieszanka zwierzęcej komedii, głębokiej refleksji na temat własnej tożsamości, kryminalnej intrygi, której nie powstydziłaby się Agata Christie. Mówiące owce sprawią, że dzieciaki nieraz się zaśmieją, a ich losy - że dorośli nieraz uronią łezkę ze wzruszenia.
"Sprawiedliwość owiec" od 8 kwietnia w kinach.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Netflix podjął decyzję w sprawie Opowieści z Narnii. Odważnie
- Kiedy premiera Spider-Man: Całkiem nowy dzień? Ile będzie trwał?
- HBO pokazało rozkład jazdy na maj 2026. Serial wyrywa z butów
- Przewidywania dla nowego filmu Star Wars. Będzie katastrofa?
- Czy będzie Alfa 2? Na Netfliksie nie ma teraz lepszego thrillera


















