"It Ends With Us" to adaptacja bestsellerowej powieści Colleen Hoover, która debiutowała w atmosferze skandalu i batalii sądowej między gwiazdami produkcji. Głośny film zasilił niedawno bibliotekę Netfliksa, w związku z czym subskrybenci serwisu zaczęli go masowo odtwarzać. Współczuję tym, którzy nie wiedzieli, na co się piszą.

Colleen Hoover to nazwisko, które z pewnością przewinęło się wielu osobom na TikToku, w tym również mnie. Z początku myślałam, że "It Ends With Us" należy do grona tych mniej udanych powieści z Wattpada z gatunku young adult, ale okazało się, że to po prostu romans. I to w sumie nie byle jaki - wydanej w 2016 r. książce wystarczyły 3 lata, by sprzedała się w ponad milionie egzemplarzy na całym świecie, a w 2021 r. ponownie rozsławił ją TikTok. Niedługo później tytuł uplasował się na szczycie bestsellerów "The New York Times" i został okrzyknięty najlepiej sprzedającą się powieścią.
W sierpniu 2024 r. na wielkich ekranach zadebiutowała filmowa adaptacja "It Ends With Us" o tym samym tytule. Wyreżyserował ją Justin Baldoni, który wcielił się w jednego z głównych bohaterów, a na ekranie partnerowała mu Blake Lively. W międzyczasie wiele się wokół tej produkcji wydarzyło, a Netflix postanowił odświeżyć pamięć o tym tytule, umieszczając go w swojej bibliotece.
It Ends With Us: recenzja adaptacji powieści Colleen Hoover
Bohaterką "It Ends With Us" jest Lily Bloom (Blake Lively). Dziewczyna po rodzinnych przejściach wyprowadza się z rodzinnej Plethory w stanie Maine, by zacząć nowy rozdział w wymarzonym Bostonie, gdzie zamierza otworzyć swoją kwiaciarnię. Wracając z pogrzebu ojca udaje się w ustronne miejsce, by w spokoju oddać się przemyśleniom. Nieoczekiwanie na dachu wieżowca poznaje neurochirurga Ryle'a Kincaida (Justin Baldoni), z którym prowadzi intrygującą rozmowę, a wkrótce po tym ich drogi się rozchodzą.
Jakiś czas później para spotyka się ponownie i zaczyna żywić do siebie głębsze uczucia, a ich relacja zaczyna się coraz bardziej rozwijać. W międzyczasie Lily spotyka jednak swoją licealną miłość, Atlasa Corrigana (Brandon Sklenar), z którym lata temu łączyła ich wyjątkowa więź. Od tej pory Ryle staje się coraz bardziej podejrzliwy w stosunku Lily, co sprawia, że ich związek staje pod znakiem zapytania.
Film "It Ends With Us" pozytywnie mnie zaskoczył - pierwszy raz od dawna adaptacja okazała się być dużo lepsza od materiału źródłowego. Dzięki temu dopiero po seansie bardziej zrozumiałam, jaki był jej przekaz (a szczególnie sens tytułu). Blake Lively, pomijając irytujące przygryzanie wargi, jako Lily Bloom wypadła świetnie. Jej stylizacje i fryzury pasowały do charakteru jej bohaterki-kwiaciarki, była wiarygodna w swojej grze, co mnie dosyć zaskoczyło, bo w pewnych momentach poruszyła moje najczulsze struny. To zresztą było ciekawe doświadczenie zobaczyć ją na ekranie po kilku latach nieobecności w branży.
Na początku miałam wątpliwości co do castingu (choć jednocześnie brawa dla twórców za młodszą wersję Lily Bloom, bo Isabela Ferrer była strzałem w dziesiątkę) - nie pasowali mi kompletnie Brandon Sklenar w roli Atlasa oraz Jenny Slate w roli Allysy. Dużo lepiej poznawało mi się te postaci podczas lektury, ale może to również wynikać z tego, że w tej historii mieli dużo więcej czasu, żeby się poznać - w filmie fabuła gnała do przodu jak szalona i podejrzewam, że to względu na chęć zachowania niemal wszystkich wątków z powieści.
Mimo to twórcom udało się skondensować fabułę, która była wartka i logiczna - przez niektóre fragmenty książki (szczególnie te z listami do Ellen) trudno mi było przebrnąć. W filmie natomiast zastosowano sprytny trik z retrospekcją w kilku istotnych momentach, co było ogromnym plusem i pozwalało zrozumieć to, co dzieje się na ekranie.
Cały problem w produkcji tkwi w fabule, czyli ogólnie rzecz biorąc - w samej powieści. Bo o tyle, o ile film technicznie został zrealizowany naprawdę dobrze, to historia o przemocy w związku została moim zdaniem przedstawiona po łebkach, bez zagłębiania się w szczegóły i rozwiązana bardzo szybko. W ogóle ta opowieść w dużej mierze opiera się na przypadkach - nagle wszystkie klocki magicznie wskakują na swoje miejsce, nieoczekiwanie spotkania bohaterów prowadzą niemal natychmiast do przyjaźni, brakuje także logicznego wytłumaczenia na prozaiczne rzeczy (na przykład jak Lily radziła sobie sama w pracy czy kto pracował, kiedy nie było jej w kwiaciarni).
Podsumowując - produkcja "It Ends With Us" była lepsza niż się tego spodziewałam i to chyba pierwszy taki przypadek, że prędzej poleciłabym adaptację filmową niż materiał źródłowy. Jest w pewnym sensie poruszająca, ale i nieskomplikowana - wszystko dostajemy na tacy i w zasadzie już od samego początku (bez czytania książki) wiadomo, jakie będzie rozwiązanie tej historii. Fani powieści raczej będą się dobrze bawić, choć raczej nie jest to dzieło wysokich lotów, a bardziej niż samą opowieść uwagę przyciąga po prostu Blake Lively i jej stylizacje.
O filmach czytaj więcej w Spider's Web:
- SkyShowtime otwiera się na nasze produkcje. Wielkie polskie hity kinowe zmierzają na platformę
- Ten nowy thriller jest idiotyczny. A powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń
- Nowy, świetny horror na Max to wysmażone mięsko. Z pewnością was nasyci
- Nie widzieliście tej gangsterskiej komedii z największą gwiazdą "Rodu smoka"? Czas naprawić ten błąd
- Hollywood, ale z ciebie noob. Nowej adaptacji gier wideo nie da się oglądać







































