Często dominuje przeświadczenie, że kino o familijnym klimacie jest słabsze jakością od innych gatunków. "Mój syn Ezra" jest dowodem na to, że owa teza jest bardzo daleka od prawdy. To gwiazdorsko obsadzony film, który mógłby wiele tytułów obdarować swoją wrażliwością.

Przyznam, że dopiero w okolicy premiery kinowej tego filmu (od której minęły 3 lata), dowiedziałem się że Bobby Cannavale i Rose Byrne w życiu codziennym są razem. Zakładam, że dzięki temu doświadczeniu łatwiej było im wejść w rolę małżeństwa, za to z pewnością niełatwo - rolę małżeństwa, które nie potrafi się ze sobą porozumieć. To właśnie tematyka rodzinnych relacji jest fundamentem "Mojego syna Ezry" w reżyserii Tony'ego Goldwyna. Aktor i reżyser zarazem dowiózł naprawdę dobre kino, które mimo melodramatycznych pułapek, staje na wysokości zadania.
Mój syn Ezra to wzruszające kino. Ma mistrzowską obsadę
Max Bernal (Bobby Cannavale) jest komikiem, który zdaje się mieć więcej aspiracji do talentu w tej dziedzinie, niż samego talentu. Na scenie udaje mu się rozbawiać ludzi, jednak poza sceną jest zdecydowanie inaczej. Mężczyzna wciąż nie przepracował rozwodu z byłą żoną Jenny (Rose Byrne), ale także boryka się z rozstaniem swoich rodziców. Jest też kochającym ojcem Ezry (William A. Fitzgerald), chłopaka w spektrum autyzmu. Wskutek pewnej decyzji związanej z przyszłością syna, Max bez wiedzy żony zabiera chłopca w spontaniczną i pełną emocji podróż.
Choć pierwotnie mogłoby się wydawać, że jest inaczej, "Mój syn Ezra" nie demonizuje ani nie idealizuje żadnego z bohaterów. Widz ani na sekundę nie wątpi, że Max kocha swoje dziecko, co z kolei nieraz sprawia, że podejmuje ryzykowne i niekoniecznie łatwe w ocenie decyzje. Nie wątpi też, że Jenny zależy na dobru i bezpieczeństwie Ezry, ale ciężko jest zaufać amerykańskiemu systemowi zdrowia, który zamiast zrozumienia, oferuje tylko leki i izolację. W przypadku filmu ważne jest to, że wcielający się w chłopca aktor to nie tylko debiutant, ale rzeczywiście dziecko w spektrum autyzmu. Film jest pełen taktu, szacunku i autentycznie pokazuje osobowość bohatera, jego wrażliwość na dotyk, pamięć do szczegółów, destrukcyjność.
"Mój syn Ezra" rzeczywiście kradnie odtwórca tytułowej roli, ale jest wspomagany przez doświadczonych, fantastycznych aktorów. W moim odczuciu Bobby Cannavale zagrał tutaj jedną ze swoich życiówek. Jako Max jest postacią niedoskonałą, zawziętą (czasami w niezbyt pozytywnym sensie). Nosi w sobie sporo emocji, a jedną z nich jest ojcowska chęć zapewnienia swojemu synowi właściwego życia. Cannavale nigdy tak nie wzruszał, jak tu, a ma z kim grać. Robert de Niro wypada bardzo dobrze w roli ojca Maxa, podobnie jest z Rose Byrne. Nawet, gdy historia bywa uproszczona, aktorzy niosą ją na swoich barkach w rewelacyjny sposób.
"Mój syn Ezra" nie jest typowym crowdpleaserem, który ma za zadanie wlać ciepełko w serce widza i go otulić. Często jest zabawny, ale w gruncie rzeczy opowiada poruszającą i pełną autentyzmu historię o niełatwym i wymagającym rodzicielstwie, życiu dziecka w spektrum autyzmu i rodzinie, która pomimo pęknięć, chce tworzyć jak najlepszy dom.
"Mój syn Ezra" jest dostępny do obejrzenia na Prime Video.
Czytaj więcej:
- Skończcie płakać po najlepszym fantasy Prime Video. Dostanie nowy serial i parę filmów
- Prime Video przedłużyło swój uwielbiany thriller. Fani zachwyceni
- To najlepszy serial Prime Video. Opinie są jednogłośne
- Fantastyczny kinowy akcyjniak trafił do Prime Video. I z miejsca rozbił bank
- Kiedy wraca Reacher? Gwiazda serialu zapowiada 4. sezon


















