REKLAMA

Widziałem wielu złych bohaterów w serialach. Ale teraz SkyShowtime przegiął

Widziałem w serialach wielu antybohaterów, ale SkyShowtime właśnie podbił stawkę. „The Death of Bunny Munro” to nie jest kolejna opowieść o trudnym mężczyźnie. To bolesne studium upadku, w którym Matt Smith zachwyca i przeraża jednocześnie. Czy w tej historii, opartej na kultowej powieści Nicka Cave’a, jest miejsce na nadzieję? Sprawdzamy.

OCENA :
9/10
The Death of Bunny Munro
REKLAMA

Czy w smutku da się znaleźć ukojenie? To pytanie z pogranicza psychologii i filozofii będziecie zadawać sobie w trakcie seansu nowego serialu Sky. „The Death of Bunny Munro” to bowiem nie produkcja telewizyjna, a pełne emocji przeżywanie bólu, traumy i nienawiści do świata i głównego bohatera.

Główny bohater serialu, Bunny Munro, nigdy nie powinien być ojcem, a przynajmniej nigdy nim nie był. Zawodowo sprzedaje marzenia, jeździ jako komiwojażer po Anglii, sprzedaje perfumy, maści samotnym kobietom, a potem, cóż, sypia z nimi, choć, jak w starym żarcie, nikt w czasie jego wizyty nie zmruży oka.

Tej najważniejszej nocy swojego życia dzwoni do niego żona, prosi, aby wrócił. On tego nie robi, kłamiąc, że jest daleko w służbowej podróży. Gdy rano zjawia się w domu, żony już nie ma, zanim jednak wejdzie do pokoju i zrozumie, że jej depresja zwyciężyła, odbędzie krótką rozmowę ze swoim synem, który jeszcze nic z tego wszystkiego nie rozumie.

REKLAMA

The Death of Bunny Munro – recenzja

Tak, Bunny prawdopodobnie jest jednym z najgorszych ludzi na świecie. Drwi ze swoich teściów, którzy stracili córkę, a stypa zmienia się w alkoholowy maraton, zakończony przypadkowym stosunkiem. Być może to uzależnienie od seksu sprawia, że podnieca go nawet religijny obraz, który widzi w trakcie pogrzebu, może jeszcze nie dojrzał, a może to po prostu jest do cna zepsuty. Chyba wszystko po trochu.

Coś w nim pęka, gdy opieka społeczna próbuje odebrać mu dziecko. Niewiele myśląc, pakuje chłopca do samochodu, bierze listę klientek i rusza z nim w trasę. Jak sam przyznał teściom, gdy próbował przekazać im syna pod opiekę – nie potrafi się nim zająć. Ta podróż jednak może co nieco zmienić, bo nad Bunnym wisi widmo tytułowej śmierci.

Ciemność, w jakiej znajduje się portretowany przez Matta Smitha bohater, wciąga widza w bagno od pierwszych minut. To okrutne patrzeć na to, jak człowiek, który sam ma się za króla życia, niszczy dzieciństwo swojego syna. Jak czyny dorosłego wpływają na niewinnego przecież chłopca. Kruchość dziewięciolatka kontrastowana jest z rozbuchanym życiem ojca, nawet nie tyle jego bezwzględnością, co z zupełnym niezrozumieniem potrzeb dziecka. Scenarzysta Pete Jackson i reżyserka Isabella Eklöf podkręcają ten kontrast tak bardzo, że biel aż razi, a czerń staje się dołująco bezdenna.

We mnie wywołało to skrajne emocje, bo jak długo można patrzeć na cierpienie dziecka, nawet jeśli jest ono pokoleniowe, a w Bunnym czai się odrobina dobra i masa krzywdy zadanej mu przez własnego ojca. Choć kultowa już powieść Nicka Cave’a, na której przecież serial bazuje, została przeniesiona na ekran dość wiernie, to jednak tu, w obrazie, widać zdecydowanie więcej.

Zwłaszcza że Rafael Mathé, który wciela się w syna Bunny’ego, jest absolutnie genialny.

Chłopiec to po prostu chodząca niewinność i naiwność dziecka, które pragnie bliskości z ojcem. I dlatego to aż tak boli. To obserwowanie patologii ubranej w szaty rock’n’rolla. Serial bowiem tonie w motywach, które szybko skojarzycie z muzyką i Nicka Cave’a, a nawet z jego biografią. I brzydkie Brighton, z którego chce się uciec, i rodzicielstwo, od którego na 100 procent uciec się nie da, i nieodłączna relacja śmierci z seksem, to wszystko rezonuje w serialu.

Z czasem, gdy powoli zaczynają spadać maski, okazuje się, iż produkcja nie ma w sobie taniego moralizmu i nie stara się romantyzować bohatera granego przez Matta Smitha. Tak, są momenty, w których można mu współczuć, ale „The Death of Bunny Munro” to pogrzeb przegranej relacji i bohatera, który przecież sam dąży ku własnej zagładzie. Nie ma w tym nic pięknego ani romantycznego. Nie ma komediowej aury Hanka Moody’ego czy nadziei w terapii, jak u Tony’ego Soprano. Jest brud i konsekwentna ciemność ogarniająca wszystko, aż po horyzont.

W pierwszych minutach serialu płonie molo. Ogień trawi budynki rekreacyjne. To koniec zabawy, koniec wakacji, koniec beztroskiego dzieciństwa. Trzeba dojrzeć lub umrzeć. Dla naszego bohatera wybór jest tylko jeden.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-30T13:37:58+01:00
Aktualizacja: 2026-01-30T12:06:38+01:00
Aktualizacja: 2026-01-30T09:35:05+01:00
Aktualizacja: 2026-01-30T08:19:47+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T20:02:10+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T10:11:25+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T19:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T14:29:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T19:54:52+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T18:14:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T15:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T13:15:37+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA