„Szybcy i wściekli 11” - finał hitowego cyklu - mierzy się z nowymi problemami. Vin Diesel postanowił zatem zabrać głos w social mediach i wystosować specjalne ogłoszenie do fanów.

W obszernym wpisie w mediach społecznościowych, będącym zarazem hołdem dla całej wieloletniej serii „Szybcy i wściekli”, jej czołowy gwiazdor - Vin Diesel - podkreślił „odpowiedzialność”, jaką odczuwa, by dostarczyć widzom satysfakcjonujące zakończenie. A jednak, mimo licznych zakulisowych problemów (do których właśnie dołączył kolejny), obraz wciąż jest w planach: data premiery jest ustalona na 17 marca 2028 r. (przypomnę jednak, że dotychczas była już przekładana kilkukrotnie - pierwotnie widowisko miało trafić na ekrany... w ubiegłym roku).
Szybcy i wściekli 11 znów bez scenarzysty. Vin Diesel próbuje uspokoić publikę
Niedawno „The Wall Street Journal” donosił, że prace nad „Fast Forever” - jedenastą odsłoną serii „Szybcy i wściekli” - to jeden wielki chaos. Projekt jest rzekomo w rozsypce: wielu istotnych członków obsady wciąż nie podpisało kontraktów, a scenariusz dalej nie jest gotowy. Na domiar wszystkiego Universal Pictures wcale nie jest przekonane względem realizacji tego projektu - a na pewno nie przy takim budżecie. Studio oczekuje ponoć drastycznej redukcji kosztów: aż 140 mln dol. w stosunku do budżetu „dziesiątki” (ten wynosił ż 340 mln).
Nic dziwnego. „Szybcy i wściekli 10”, choć pochłonęli najwięcej kosztów, zgromadzili na świecie 705 mln dol. - okazało się zatem, że to najsłabiej zarabiający rozdział od ponad dekady. Dorzućmy konflikty w ekipie, problemy ze sfinalizowaniem skryptu, finansową presję... Nie wygląda to najlepiej.
A jednak Vin Diesel postanowił uspokoić fanów.
„25 lat. Ośmiu reżyserów. Niezliczona liczba scenarzystów, członków ekipy i aktorów - każdy z nich wniósł coś prawdziwego do sagi, która przetrwała trendy, cyników i sam czas” - napisał Diesel na Instagramie.
To nie dzieje się przypadkiem... To się dzieje, ponieważ ludzie angażują się i wkładają w to coś większego niż jednostka.
W tym samym wpisie aktor ogłosił również angaż nowego (już szóstego!) scenarzysty - Michaela Lesslie’go. Podkreślił, że słuchając pomysłów Mike’a na dopracowanie finałowego rozdziału sagi, poczuł, że wszystko jest na swoim miejscu, a w nowej historii „naprawdę bije serce”.
Zamknięcie tej historii niesie ze sobą szczególny ciężar. Odpowiedzialność, którą czujesz w głębi ducha - wobec wszystkich, którzy dali coś od siebie, byśmy znaleźli się w tym miejscu, i wobec widzów, którzy zostali z nami. Tego nie można traktować jak błahostki. To staje się twoim paliwem. A kiedy dowiadujesz się, że wracasz do Los Angeles... na ulice, gdzie wszystko się zaczęło, coś wskakuje na swoje miejsce. Miasto, które sprawiło, że pierwszy film był tak żywy, wciąż tu jest, wciąż trwa. Wracamy do domu, by właściwie zamknąć tę historię. To nie logistyka. To dar.
Film od Universal Pictures ma - według doniesień - powrócić do swoich skromniejszych korzeni, skupionych na nielegalnych wyścigach ulicznych i kulturze samochodowej, a jednocześnie stanowić kontynuację wydarzeń z dziesiątego filmu z 2023 r.
Czy to wszystko oznacza, że możemy być spokojni o losy produkcji i wyznaczoną datę jej premiery? Niestety: w żadnym wypadku.
Czytaj więcej:
- Gwiazdor Peaky Blinders ma już dość. Obawia się o karierę i rodzinę
- Najlepsze role Ryana Goslinga. TOP 11 genialnych kreacji
- Zendaya to świetna aktorka. Filmy w 2026 roku to potwierdzą
- Wybieramy najlepsze filmy sci-fi w historii kina. TOP 13 tytułów
- Ostatni taniec Venoma od jutra na Netfliksie. Wielkie pożegnanie



















