Gdy Venom dostał po raz pierwszy samodzielny film, wielu pukało się w głowę i zastanawiało, czy ma to w ogóle sens bez Spider-Mana. Historia pokazała, że choć krytycy nie byli zbyt zachwyceni całą serią, publiczność ją bardzo polubiła. Na Netfliksie jutro znajdzie się jej ostatnia, finałowa część.

Przyznam, że sam miałem wątpliwości, czy postać Venoma rzeczywiście powinno się podawać widzom w konwencji tzw. buddy comedy. Jak się jednak okazało, był to celny ruch, urzeczywistniony w dużej mierze dzięki ogromnej charyzmie Toma Hardy'ego, wcielającego się w rolę Eddiego Brocka. Seria łącznie trwała 6 lat - w 2018 roku dostaliśmy pierwszą część, trzy lata później "Venom 2: Carnage", by w 2024 roku zakończyć całość "Ostatnim tańcem", który od poniedziałku będzie dostępny do obejrzenia na czerwono-czarnej platformie.
Venom 3 nie jest wybitny, ale to niezły finał. Netflix ma nosa
Życie Eddiego Brocka (Tom Hardy) stało się ciągłą ucieczką. W trakcie rozgrywania się fabuły główny bohater jest na celowniku mediów i policji - mocno podejrzewa się go udział w śmierci detektywa Mulligana (Stephen Graham). W tym samym czasie generał Strickland (Chiwetel Ejiofor) nadzoruje badania nad symbiontami prowadzone przez doktor Payne (Juno Temple) w słynnej, przeznaczonej do zamknięcia, strefie 51. Co łączy tych bohaterów? Ich losy splotą się, gdy na Ziemi pojawią się tajemnicze potwory. Jak się okazuje, zostały one wysłane przez tajemniczego i potężnego Knulla (Andy Serkis), który za sprawą swojego złowieszczego planu pragnie odzyskać wolność.
Eddie i Venom od swoich początków mieli energię starego, dobrego małżeństwa. Kłócą się, docinają sobie nawzajem, irytują, ale finalnie i tak są żywymi dowodami międzygalaktycznej przyjaźni dwóch istot, które są od siebie zależne i gdyby była konieczność, wskoczyłyby za sobą w ogień. "Ostatni taniec" nie jest idealnym finałem, ale z pewnością sprawdza się jako koniec końców dość ponura konkluzja - Eddie nie jest bowiem archetypem herosa, którego świat będzie wychwalał pod niebiosa i pamiętał jego zasługi. Na papierze ciekawie wyglądało też wprowadzenie Knulla - "ojca" symbiontów, które sprzeciwiły się jego terrorowi, zamknęły go w więzieniu. Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że jest go ciut za mało, by odczuć realne, intensywne zagrożenie.
Żeby jednak nie było, że jestem panem marudą - trzecia część "Venoma" jest chyba najlepszą, jeśli chodzi o CGI i sceny akcji. Jest efektownie i rozrywkowo, ale również ze sporą dozą jakości, wszelkie walki ogląda się tutaj naprawdę z wielką przyjemnością oraz zaangażowaniem. Sporą część roboty odwala również sam Tom Hardy, który choć ma na koncie wiele bardziej udanych ról, to jako Brock, wraz ze swoim kolegą-symbiontem stworzył jeden z najlepszych duetów Marvela w ostatnich latach. To świetna, rozczulająca, przezabawna, mająca rewelacyjną chemię para, której zdecydowanie będzie brakować.
"Venom 3: Ostatni taniec" nie na wszystkich polach radzi sobie znakomicie i to trzeba jasno powiedzieć. Bije z tej produkcji wielka frajda, energia, jest ona zabawna, a Hardy dwoi się i troi, by widz miał jeszcze lepsze wrażenia i sympatię wobec tego, co ogląda. Film nie wykorzystuje drugiego planu czy samego złoczyńcy tak dobrze jak mógłby. Mimo wszystko uważam, że mogło być znacznie gorzej, a koniec końców pożegnanie Eddiego i Venoma jest ujmujące. Zasługiwali na coś jeszcze lepszego, natomiast sam film to zdecydowanie pozycja, której seans nikomu nie zaszkodzi.
"Venom: Ostatni taniec" na Netfliksie od 23 marca.
Czytaj więcej:
- Ten genialny horror ominął polskie kina. Teraz trafił na Netfliksa
- Netflix zrobił sequel kultowego serialu gangsterskiego. Lepiej wyjść nie mogło
- Vladimir od Netfliksa to sztos. Gdzie jeszcze grała Rachel Weisz?
- Gdzie jest teraz morderca z TikToka? Paskudna historia z true crime Netfliksa
- Serial lepszy od Bridgertonów. Fani Netfliksa cofnęliby dla niego czas



















