Najnowszy kryminał Jędrzeja Pasierskiego nie był dla mnie łatwą lekturą. Mimo oryginalnej koncepcji i rozbudowanych postaci, trudno mi było przez tę powieść przebrnąć. "Wyspa" nie podbiła mojego serca, ale wiem, jakim czytelnikom mogę ją polecić.

"Wyspa" była drugą powieścią kryminalną, którą udało mi się w tym roku przeczytać. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego, które nadesłało mi najnowszą powieść Jędrzeja Pasierskiego, mogłam zapoznać się z mroczną historią morderstwa słynnej skrzypaczki. Początkowo byłam tym podekscytowana, ponieważ akcja powieści rozgrywa się w moim rodzinnym Wrocławiu; a wiadomo, że podczas czytania opowieści, która osadzona jest w dobrze znanych nam miejscach, towarzyszą nam zupełnie inne emocje. Nie udało mi się jednak w pełni zanurzyć w tę historię - po prostu mnie nie kupiła. Charakteryzuje się ona jednak czymś, co sprawi, że być może podbije serca innych czytelników.
Wyspa - recenzja powieści kryminalnej Jędrzeja Pasierskiego
Dmytro Pawłowicz wsiadł do swojej kurierskiej furgonetki, nie spodziewając się, że akurat ten dzień będzie znacząco różnił się od innych. Gdyby wiedział, co się wydarzy, prawdopodobnie wziąłby urlop na żądanie lub ominął ten dom szerokim łukiem. Kurier nie mógł jednak domyślić się, co go czeka, dlatego bez cienia podejrzeń zadzwonił do drzwi domu, który znajdował się na Wielkiej Wyspie. Mógł po prostu zostawić paczkę pod drzwiami - wtedy zapewne spałby spokojnie i tylko wzmianka w wiadomościach uzmysłowiłaby mu, czego mógł być świadkiem. Dmytro zorientował się jednak, że drzwi są uchylone i postanowił wejść do środka. I zamarł.
Natknął się bowiem na leżącą w kałuży krwi kobietę. Kiedy zaczął analizować, co mogło się wydarzyć, usłyszał na piętrze dziwny dźwięk. Nie zastanawiając się długo, chwycił leżący w umywalce nóż i ostrożnie zaczął wchodzić po schodach na górę. Drzwi, zza których dochodziły dźwięki, również były niedomknięte. Kiedy je uchylił, z zaskoczeniem zorientował się, że znajduje się w dziecięcym pokoju. Chwilę później jego oczom ukazał się chłopiec w wygłuszających słuchawkach dla graczy, który siedział za biurkiem i grał na komputerze. Czy to możliwe, że nie mógł słyszeć napastnika? A może - co gorsza - to właśnie on był napastnikiem?
Do śledztwa w sprawie morderstwa Róży Marczyńskiej przydzielono policjanta Rafała Horeckiego, który zdecydował się nieoficjalnie poprosić o pomoc swojego przyjaciela i byłego psychologa dziecięcego - Szczepana Turskiego. Horecki wiedział bowiem, że ma on kompetencje, by przeprowadzić rozmowę z Konstantym Marczyńskim, czyli chłopcem, którego kurier odnalazł na miejscu zbrodni. Turski początkowo się wahał, ale ostatecznie przystał na propozycję Horeckiego. Nie zdawał sobie wówczas sprawy, że tym sposobem wplątuje się w siatkę rodzinnych tajemnic, której nie uda mu się tak łatwo rozwikłać.

Historia opowiadana jest z trzech perspektyw: Turskiego, który opowiada o wydarzeniach w pierwszej osobie, oraz Horeckiego i Pauliny. W każdej z nich dowiadujemy się czegoś więcej na temat sprawy morderstwa Marczyńskiej. Horecki podsuwa informacje związane z policyjnym śledztwem, Turski próbuje swoimi kanałami poruszać się po warstwie psychologicznej, rozmawiając zarówno z Kostkiem, jak i z terapeutami Róży, a Paulina to znajoma Roberta Marczyńskiego i jego zmarłej żony (znają się przez to, że Paulina posłała swoją córkę do tego samego przedszkola, do którego uczęszczało drugie dziecko Marczyńskich). Dzięki temu zabiegowi kryminalną zagadkę można analizować z kilku różnych stron.
Jest to jednocześnie zaleta, ale również wada. Przez namnożenie wątków i pomieszanie sposobu narracji, można odnieść wrażenie, że fabuła nie idzie jednostajnym rytmem, przez co trudno się w nią zaangażować. Przez to, że bohaterów jest dosyć sporo, ale nie są ze sobą na początku połączeni, można się zgubić, kto jest kim. Nie ma bowiem osoby, która łączyłaby wszystkie postaci i głosem policjanta, detektywa czy psychologa podsumowała czytelnikowi, co do tej pory się wydarzyło. Mylące jest również to, że niektóre wątki są porzucane, by za chwilę ni stąd, ni zowąd zostały wznowione.
Świat przedstawiony wydaje się być skumulowany w jednym miejscu. Przez to, że autor wciąż wspomina o tych samych lokalizacjach (Wyspa Opatowicka, Las Strachociński, Biskupin, Wyspa Miłości), można odnieść wrażenie, że bohaterowie są zamknięci w jednej przestrzeni. Mimo że wszystkie wspomniane miejsca są świetne opisane, nadając klimat płynącej historii, to wspominanie o nich za każdym razem podczas czytania robi się nużące. Choć powieść nosi tytuł "Wyspa" i dotyczy wydarzeń w tej okolicy, to myślę, że nic nie stałoby na przeszkodzie, gdyby bohaterowie mogli odetchnąć i przejść na drugi brzeg Odry.
To, że mnie ta historia nie porwała, nie oznacza jednak, że nie spodoba się innym czytelnikom. I nawet wiem, komu mogłaby przypaść do gustu - fanom powieści psychologicznych. Mimo że "Wyspie" brakuje dynamiki i ma problem, żeby utrzymać w napięciu, to jej mocną stroną są dobrze zbudowane postaci. Przez to, że Pasierski nie skupia się wyłącznie na śledztwie, ma szansę pokazać życie prywatne wszystkich bohaterów. Dzięki temu można zrozumieć motywacje poszczególnych bohaterów - Szczepana, który próbuje wrócić na zawodowe tory, Horeckiego, któremu nie ułożyło się w życiu uczuciowym i mieszka z ojcem, czy Pauliny, której problemy w małżeństwie pojawiają się, gdy mąż niespodziewanie wraca z dalekiej podróży. To jest najmocniejsza strona "Wyspy" i dlatego nie warto jej na starcie skreślać.
- Tytuł książki: Wyspa
- Autor: Jędrzej Pasierski
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
- Liczba stron: 344
- Data wydania: 28 stycznia 2026
- Nasza ocena: 5/10
- Ocena Lubimyczytać: 6.7/10
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Najlepsze horrory 2025 roku. Przerażające książki
- Wszystkie Kolory zła. W jakiej kolejności czytać kryminały?
- Najlepsze kryminały i thrillery 2025. Mocne książki, które wciągają
- Dla tego kryminału warto zarwać nockę. Nie mogę przestać o nim myśleć
- Dziwaczny thriller Chmielarza mnie pochłonął. Nie mogłam przestać






































