Tyle lat, a dopiero teraz dokonało się przeniesienie na wielki ekran losów jednego z najwybitniejszych artystów w historii muzyki. Na ekrany kin zaraz wejdzie film o Michaelu Jacksonie. Powodów do radości nie ma jednak wiele - krytycy nie zostawiają suchej nitki na tej produkcji.

Muzyczne filmy biograficzne zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach stały się odrębnym i bardzo często branym na warsztat przez twórców, gatunkiem kina. Nie tak dawno mieliśmy do czynienia z biopicami Bruce'a Springsteena, Robbiego Williamsa, Boba Dylana. Michael Jackson, powszechnie uznawany za legendę świata muzyki i Króla Popu, od dawna miał również być bohaterem filmu biograficznego. Prace nad nim były długie i skomplikowane, można więc rzec, że zrodził się w bólach. Wygląda na to, że ból odczuwają też ci, którzy mieli możliwość zobaczyć "Michaela" przedpremierowo.
Michael pod ostrzałem krytyków. Płaski hołd zamiast rzetelnej biografii?
Młody Michael (Juliano Krue Valdi) wraz z innymi dziećmi z rodzeństwa jest przygotowywany do kariery muzycznej przez surowego ojca Joe (Colman Domingo). Wkrótce wraz z braćmi w ramach Jackson 5 odnosi sukcesy, a później rozpoczyna karierę solową. Film pokazuje rozwój muzyczny Jacksona (Jaafar Jackson), przełomowe momenty w jego karierze, ale również personalne przetasowania, takie jak zerwanie współpracy ze swoim ojcem i zatrudnienie Johna Branki (Miles Teller) jako menedżera.
Życie Michaela Jacksona to materiał na przynajmniej jeden film, w związku z czym może aż dziwić, że dopiero w 2026 roku doszło do realizacji tak oczywistego pomysłu, jak jego biografia. Pomimo niezłej obsady i uznanego reżysera za sterami (Antoine Fuqua), istnieją jednak poważne znaki ostrzegawcze - przede wszystkim to, że w projekt zaangażowana jest niemała część rodziny Jacksonów, której w oczywisty sposób nie zależy na tym, by pomnik Króla Popu został mocniej naruszony, między innymi poruszaniem wątków oskarżeń o molestowanie, z którymi się spotkał. Producentem filmu jest też Graham King, mający na koncie inny średni biopic - "Bohemian Rhapsody".
Innymi słowy, istnieje niemałe zagrożenie, że "Michael" bardziej niż wnikliwą i pomysłową biografię, będzie przypominał pean na cześć tytułowego bohatera. Krytycy chyba skłaniają się ku tej drugiej opcji - w serwisie Rotten Tomatoes film o Jacksonie zanotował dramatyczny wynik: na 97 recenzji, średnia ocena "Michaela" (w momencie pisania tego tekstu) wynosi zaledwie 35%. Co piszą o tej produkcji?
Carla Hay z Culture Mix stwierdza, że portret głównego bohatera filmu jest narysowany ze zbyt dużym uwielbieniem:
Ten przesadnie "uwielbieniowy" film biograficzny powinien nosić tytuł "Święty Michael". Występy muzyczne są elektryzujące, ale film przedstawia Michaela jako idealnego męczennika, jego ojca jako karykaturalnego złoczyńcę, a wszystkich innych jako niejasnych.
Scott Mendelson z The Outside Scoop uważa, że choć całość wygląda dobrze, to sprawia wrażenie jedynie "wstępu" do potencjalnej kolejnej części:
"Michael" to przede wszystkim rozrywkowy montaż muzyczny, nadający się do IMAX. W wyniku dokrętek i przeróbek jest to niewiele więcej niż prolog do teoretycznej kontynuacji, której głównym celem jest ponowne rozpatrzenie późniejszych lat życia Michaela Jacksona.
Neil Pond z Neil's Entertainment Picks również przychyla się do głosu, że "Michael" jest hołdem i działa to na jego niekorzyść:
Ten "zdezynfekowany", poprawiający nastrój hołd ma na celu przypomnienie nam, jak Jackson spełnił swoje marzenie o zostaniu największą gwiazdą na świecie, ale nie o tym, jak w trakcie tego procesu stracił znaczną część swojej reputacji, będąc samotnym i dryfującym we własnej Nibylandii.
To oczywiście ułamek głosów w dyskusji na temat "Michaela", jednak trudno nie dostrzec szerokiej, wręcz powszechnej zgodności. O ile według krytyków godne pochwalenia są sekwencje muzyczne czy sama kreacja Jaafara Jacksona, o tyle według nich sposób, w jaki twórcy podchodzą do głównego bohatera i jego historii jest płaski, pozbawiony głębi i oddalający się od szukania szarości. To prowadzi do tezy, że film o Michaelu Jacksonie może rzeczywiście być jednym z wielu biopiców, które miały potencjał na coś ciekawego, a zostały średniej jakości pomnikami. Lada moment polska publiczność zweryfikuje, czy to prawda.
"Michael" od 24 kwietnia w kinach.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Sydney Sweeney miała wystąpić w Diabeł ubiera się u Prady 2. Scenę wycięto
- Nie liczcie na TEN wątek w Spider-Manie 4. Marvel się go boi
- Nie pozwólcie przepaść jednemu z najlepszych seriali Netfliksa. Zasłużył na więcej
- Fani prawie 30 lat czekali na nowe fantasy. Oczu nie można od niego oderwać
- Charlize Theron atakuje Chalameta. Aktorka opowiada bzdury



















