REKLAMA

Nie słuchajcie malkontentów. Nowa Mumia robi piorunujące wrażenie

Egipskie strachy i bóstwa to wdzięczny materiał do kina balansującego na granicy horroru i przygodówki. Lee Cronin, reżyser najnowszej, niepowiązanej ze znaną nam serią, odsłony "Mumii", postanowił pójść w stronę pierwszego z wymienionych gatunków. Czy skutecznie?

OCENA :
7/10
mumia film lee cronina
REKLAMA

Choć Lee Cronin debiutował wcześniej niż w 2023 roku, to właśnie wówczas świat usłyszał o nim w szczególności. Sam też przekonałem się wtedy, że jest to twórca, z którym w świecie grozy warto się liczyć. Powód? "Martwe zło: Przebudzenie". Cronin pokazał, że umie uszanować filmowe dziedzictwo ojca tej serii, Sama Raimiego, a jednocześnie pójść własną ścieżką i nadać filmowi autorskiego pazura. To tak naprawdę główna przyczyna mojego zaufania, że w przypadku "Mumii" reżyserowi uda się zrobić powtórkę z rozrywki. Zwłaszcza, że poprzednie podejście do tego tytułu sprzed 9 lat było jednym, wielkim fiaskiem - udowodniło, że posiadanie utalentowanych scenarzystów i wybitnych aktorów w projekcie nie musi zawsze równać się wspaniałej jakości.

REKLAMA

Mumia. Film Lee Cronina - recenzja filmu. Zaginiona w grobowcu

Reżyser zabiera nas do Egiptu, gdzie żyją Charlie (Jack Reynor) i Larissa (Laia Costa) Cannonowie. On - dziennikarz korespondent z ambicjami, ona - pielęgniarka. Gdy do tego dodać dwójkę dzieci i kolejne w drodze, można by stwierdzić, że to istna sielanka, gdzie największym problemem jest pokiereszowana lalka. Ten stan zostaje jednak przerwany, gdy córka pary, Katie zostaje porwana przez tajemniczą kobietę. Czas nie leczy traumy - mijają długie lata, a poszukiwania na nic. Wreszcie dochodzi do przełomu, a dziewczynka (Natalie Grace) zostaje odnaleziona. Problem tylko taki, że dotychczasowym miejscem pobytu Katie był przedwieczny sarkofag, a ona sama przechodzi przerażającą przemianę. Sprawę na swoim terenie bada detektyw Zaki (May Calamawy).

"Mumia" jest dla niejednego pokolenia przedmiotem sentymentu. Moje raczej się na nim bezpośrednio nie wychowało, ale gdy na ekranie telewizora widziałem Brendana Frasera i Rachel Weisz potyczkujących się z Imhotepem, byłem podekscytowany. Gdy skarabeusze właziły pod skórę, czułem, że włażą i mnie. Seria, którą rzewnie wspominamy, zawsze miała w sobie ten wyraźny gen horroru, zatem nic dziwnego, że tym razem powstał film, który niemal w całości usuwa tę typowo przygodowo-rozrywkową, otoczkę i pozwala, by groza opanowała fabułę. Biorąc pod uwagę producencką obecność duetu Wan-Blum w projekcie, było to bardziej niż pewne. Ale czy udane? Moim zdaniem tak.

Cronin na pewno jest konsekwentny, jeśli chodzi o żenienie mięsisto-krwawego kina z problemami wewnątrz rodziny. W "Przebudzeniu" pomiędzy efektownym siekaniem przemycał przemyślenia na temat rodzinnych więzi, tutaj zaś płynnie opowiada o głównych bohaterach jako doświadczonych jednym z największych rodzicielskich horrorów. Pragnienie poznania prawdy i odnalezienia dziecka miesza się u nich z wyrzutami sumienia, bólem, frustracją i trudnym, ale stopniowym godzeniem się ze stanem rzeczy.Gdy Katie wraca, przejawia zachowania destrukcyjne wobec siebie i otoczenia. Cronin daje czas Cannonom, by ci mogli nie tylko walczyć o odzyskanie zdrowia, ale też normalnego życia - córki, ich samych, oraz pozostałych dzieci, również mających własne spojrzenie na to, co się dzieje.

Laia Costa i Jack Reynor - kadr z filmu "Mumia: Film Lee Cronina"

Reżyser nie robi z "Mumii" filozoficznej przypowieści o sile rodziny, ale zadaje sobie wystarczające minimum trudu, by przyjrzeć się dynamice wewnątrz niej, pojawiającym się podziałom, wątpliwościom, czy rosnącej bezradności. "Mumia" zasadniczo dotrzymuje obietnicy wynikającej ze zwiastunów, nie udając głębszej niż Rów Mariański psychologicznej analizy. Od początku widać, że Croninowi bardziej zależy, by ponownie urządzić nam festiwal body horroru - w ruch idzie więc powykręcane ciało, krew, mięso, skóra, paznokcie, wszelakie płyny i inne rzeczy, których widok sprawia, że mniej wrażliwym może się cofnąć obiad. Po zapowiedziach wydawało mi się, że w filmie wyjdzie to tanio, ale na szczęście jest zgoła inaczej - efekty gore są wykorzystane z sensem i przede wszystkim sporą jakością. Podobało mi się również, że produkcja ta starała się, by na tyle, na ile się da, oddać egipski klimat całej opowieści.

Nie brakuje tu bardzo, bardzo intensywnie zmontowanych, porządnie zainscenizowanych i nakręconych momentów grozy, zrobionych w taki sposób, że widz może poczuć ten dyskomfort i ból, który widzi na ekranie. Reżyser wyrasta na jednego z najlepiej obchodzących się z tego typu obrazem twórców - Sam Raimi może spać spokojnie. Ten film ma też momenty, w których jest zaskakująco zabawny - kilka razy naprawdę chciało mi się mocno śmiać. Te dwie strony medalu - brutalność i humor - na szczęście nie sumują się w komediowy horror, ale samodzielnie dają radę w swoich "niszach", osobno zapewniając niezłe wrażenia. Sama fabuła nie unika skrótów i chaosu, natomiast Cronin trzyma całość w ryzach i potrafi skupić uwagę widza nawet, gdy w pewnym momencie rozbija akcję na dwie strony świata.

Reżyser ponownie pokazał, że mimo nadnaturalnych fabularnych okoliczności, udaje mu się wiarygodnie sportretować bohaterów opowiadanej przez siebie historii. Koncentruje się w sporej części na rodzicach Katie. Charliego obserwujemy, jak wręcz obsesyjnie (z niezawodowych przyczyn) szuka odpowiedzi na pytania, które go dręczą. Robi to zarówno, by dowiedzieć się co się stało córce, ale również zaspokoić wyrzuty sumienia - to on był w domu, gdy mała zniknęła i do dnia dzisiejszego nosi w sobie poczucie winy, że nie zauważył tego w porę, nie dogonił porywaczki

Jack Reynor dostaje trochę więcej czasu niż jego ekranowa partnerka, Laia Costa, i wychodzi z tego wyzwania zwycięsko.

Aktor wiernie oddaje emocje młodego, nieustępliwego, zmienionego przez traumę ojca, który goni za prawdą tak mocno, że gdy ostatecznie ją poznaje, wolałby odwrócić wzrok. Jego dynamika z Costą jest autentyczna, a samej aktorce również udaje się sportretować matkę, która uporczywie próbuje "dostać" się do córki i zaopiekować najlepiej jak potrafi, mimo przerażających okoliczności. Oboje dopełniają się bez większego problemu, tworząc pełen chemii, wiarygodny obraz rodziców, którzy mimo ekstraordynaryjnych warunków, próbują przywrócić swoje dziecko do normalności i sprawić, by reszta ich dzieci też poradziła sobie z tą sytuacją

Skoro o Katie mowa - wcieliła się w nią młodziutka Natalie Grace. To największy dotychczas tytuł w jej rozwijającej się karierze i mam nadzieję, że przełomowy. Młoda aktorka z pewnością nie uniknie porównań do Lindy Blair z "Egzorcysty" (ducha tego filmu jakoś dziwnie mocno czuć tutaj), ale daje wystarczająco świetny występ, by wytyczyć sobie własną ścieżkę. Grace budzi współczucie swoim pokiereszowaniem i bezbronnością, by potem autentycznie przerażać i samym widokiem wywoływać strach. To świetna rola, która powinna otworzyć jej wiele drzwi.

Natalie Grace - kadr z filmu "Mumia: Film Lee Cronina"

"Mumia" w wykonaniu Lee Cronina nie pisze historii horroru na nowo. Myślę, że osadzenie nazwiska reżysera w tytule miało zaakcentować, że jest to wizja mocno autorska, interpretacja niezależna od tego, co znamy, albo do czego mamy sentyment. Mnie ona kupiła - czuję, że obejrzałem film może niespełniony w 100%, ale zdecydowanie świeży, wyrazisty, makabryczny, niepokojący, wciągający, sprawiający, że chce się odwracać wzrok (w pozytywnym znaczeniu tych słów).

"Mumia: Film Lee Cronina" w kinach.

REKLAMA

Czytaj więcej o filmach na Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-20T16:49:30+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T16:26:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T15:33:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T12:25:21+02:00
Aktualizacja: 2026-04-20T11:02:45+02:00
Aktualizacja: 2026-04-19T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-19T13:13:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-19T12:07:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-19T11:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-19T09:57:14+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA