W morzu różnych mocnych seriali dramatycznych, powrót "Teda" jawił się jako ponowne spotkanie z nieco odmóżdżającą, oczywiście wulgarną, rozrywką, z której przy ludziach się nie śmiejemy, a w zaciszu domowym pękamy z rozbawienia. 2. sezon serialu o słynnym misiu z łatwością wprowadza widza w taki stan.

Przyznam, że początkowo nie byłem jakimś zadeklarowanym fanem "Teda". Może jakąś rolę odegrał w tym fakt, że filmy z Markiem Wahlbergiem miały swoją premierę w momencie, gdy jako jeszcze niedojrzałego dzieciaka, bardziej widziałem w tej produkcji wulgarne nawiązania, niż wyłapane, pomysłowe, pełne czarnego humoru nawiązania. "Ted" przetrwał próbę czasu, a Seth MacFarlane do dzisiaj ma miano bezkompromisowego twórcy, którego poczucie humoru często nie bierze jeńców. 1. sezon serialowego prequela wspominam dość dobrze na wielu poziomach i nie ukrywam, że liczyłem przynajmniej na powtórzenie tego stanu w nowej odsłonie.
Ted - recenzja 2. sezonu serialu
John Bennett (Max Burkholder) i Ted (Seth MacFarlane) niezmiennie są najlepszymi kumplami, mieszkającymi razem, chodzącymi do jednej klasy, a w wolnych chwilach zajmujący się testowaniem jakości marihuany oraz dzieleniem się, ujmując to bardzo dojrzale i dyplomatycznie, przemyśleniami na temat spraw związanych z seksem. W 2. sezonie los stawia przed nimi nowe wyzwania - podejrzenia w szkolnym śledztwo dotyczącym wysokiego rachunku za sekstelefon, romansu pluszowego bohatera z mężatką, czy odwiedzin ze strony brata Matty'ego (Scott Grimes), a zarazem ojca Blaire (Giorgia Whigham). Nie ma nudy u Bennettów.
Jako, że chwila od ostatniego sezonu minęła, widzom należy się pewne przypomnienie - "Ted" jest produkcją o określonym i konsekwentnym typie humoru, który przeplata różne popkulturowe nawiązania pozbawionymi trzymanki odniesieniami zwłaszcza do używek i seksu. Jeśli ktoś dotrwał do 2. sezonu to pewnie jest zaznajomiony z tego typu dowcipem lub generalnie z twórczością MacFarlane'a. Jeżeli zaś któryś z widzów ma generalną niechęć do tego typu "rozważań", może się od serialu odbić, bo "Ted" w 2. sezonie zdecydowanie swojego rodowodu się nie wstydzi. Nie zmienia się też metraż - odcinki serialu wynoszą pół godziny z kawałkiem, co zdecydowanie pomaga w luźnym, bezproblemowym przyswojeniu tego, co oglądamy.
"Ted" spełnia swoją obietnicę i dostarcza rozrywkę, która zapewne siądzie jeszcze lepiej amerykańskiej widowni, ale i w przypadku polskiej raczej nie będzie z tym problemu. To sezon, który raczej nie przekona do siebie nieprzekonanych, ale z pewnością utwardzi grono fanów swoim niepoprawnym podejściem. Każdy odcinek to odrębna historia, a w tle nie rozgrywa się żaden głębszy, stały wątek (i nie musi). Oczywiście, da się dostrzec pewne nieśmiało rozwijane historie, jak np. co jakiś czas poruszana kwestia życia małżeńskiego Matty'ego i Susan, ale co do zasady jeden epizod równa się jednej, często szalonej i odjechanej, pełnej gagów historii.
Tutaj 2. sezon "Teda" jest na poziomie - odcinek z grą w D&D jest przezabawny, podobnie jak szkolny kurator uroczo robiący z siebie noirowego detektywa, Ted śpiewający czołówkę "Gumisiów" na przesłuchaniu do sztuki, albo Matty wysnuwający teorię o tym, czemu jedzenie jajek o określonej porze jest gejowskie. Czasami trzeba to zobaczyć i usłyszeć, żeby się świetnie odmóżdżyć.

Zdarzają się też momenty nieco bardziej emocjonalne i poważne - głównie z udziałem Blaire, która niezmiennie pozostaje najbardziej postępową, rozsądną członkinią familii Bennettów. MacFarlane daje jej jednak się rozwijać nieco mocniej, zamiast na siłę zamykać ją w tej szufladce. To chociażby z nią jest związany jeden z najlepszych momentów tego sezonu (żeby nie spoilerować zbyt mocno, chodzi o ten z "Pretty Woman"), który w jednym momencie bywa cudownie śmieszny, zaś w kolejnym szczerze poruszający. Nie mówiąc już o wątku ciąży, który został podany przez serial wyjątkowo zgrabnie, operując czarnym humorem tam, gdzie się da, a czasami ustępując jak najbardziej poważnemu i łapiącemu za serce podejściu do sprawy.
To sezon, w którym wcielająca się w Blaire aktorka, Giorgia Whigham jest szczególnie dobra.
Aktorsko "Ted" stał i stoi na dobrym poziomie - ma znakomicie dobranych do swoich ról aktorów. Max Burkholder ma znakomitą aurę dzieciaka, którego wyobraźnia odnośnie relacji damsko-męskich zdecydowanie przewyższa odwagę i możliwości. Seth MacFarlane zdecydowanie może czuć się spełniony jako reżyser, ale również jako aktor głosowy - jak zwykle świetnie się tym bawi. Obaj główni bohaterowie doskonale wiedzą czym jest "buddy comedy" i czerpią z tego motywu na swój, wyjątkowy sposób, dzięki czemu Johna i Teda ogląda się znakomicie.
Podobnie z rodzicielskim duetem, w tym niezawodną w byciu dobrą, chrześcijańską housewife - ale dostającą więcej do pogrania, niż to - Susan (świetna Alanna Ubach). Najbardziej przegięty i zarazem najbardziej odrzucający swoją osobowością jest tradycyjnie mający problemy z gniewem Matty (Scott Grimes), w tym sezonie prowadzący intelektualne rozważania o szambie i zakochany w Ronaldzie Reaganie. MacFarlane widzi w nim jednak więcej niż chodzącego frustrata i to w 2. sezonie też mocno widać, choć przez większość czasu nie pozwala nam zapomnieć o jego "specyficznej" naturze.
W przypadku "Teda" zawsze należy pamiętać o tym, że główny bohater jest gadającym, wulgarnym pluszowym misiem gustującym w używkach. To serial ukierunkowany przede wszystkim żeby rozbawić widza - czy to za pomocą błyskotliwego, lub niekoniecznie, humoru. Miał jednak również bardziej poważne tonem momenty i w nich również się sprawdził. Seth MacFarlane w 2. sezonie dowiózł to, czego od niego oczekiwano i nie zszedł poniżej swojego, porządnego poziomu.
Pierwsze trzy odcinki "Teda" są dostępne do obejrzenia w SkyShowtime. Pozostałe siedem będzie wychodzić co piątek w serwisie.
Czytaj więcej o SkyShowtime na Spider's Web:
- Gdzie oglądać seriale z uniwersum Yellowstone? Oto rozkład jazdy
- Na taki serial czekali fani Yellowstone. Sequel przebił oryginał
- Co dalej po Marshals? Nowe seriale Yellowstone nadchodzą
- Kasowy hit 2025 roku w SkyShowtime. To najlepszy film serii
- Widziałem wielu złych bohaterów w serialach. Ale teraz SkyShowtime przegiął



















