Co dalej z topowym sci-fi od Apple’a, czego spodziewać się po spin-offie w postaci „Gwiezdnego Miasteczka” i jak współpracuje się Amerykanom z Piotrem Adamczykiem? Pytamy o to twórców „For All Mankind”!

Apple TV ma w swojej ofercie masę świetnych seriali, a wiele z nich nie kończy się przedwcześnie na trzecim sezonie, by zrobić miejsce dla nowych, jak to ma często miejsce w konkurencyjnych serwisach VOD. Jedną z takich produkcji jest „For All Mankind”, a obecnie co tydzień na platformę trafiają kolejne odcinki piątego i zarazem przedostatniego sezonu.
Mówimy tutaj o serialu science fiction, który wyszedł z prostego założenia: pokazuje nam świat, w którym to Rosjanie wygrali wyścig kosmiczny i pierwsi wysłali człowieka na Księżyc. Kolejne sezony skaczą o dekady do przodu, a efekt motyla zatacza coraz szersze kręgi - obecnie obserwujemy losy marsjańskiej kolonii, a na tym ambicje ludzkości się nie kończą.
Wiemy też, że „For All Mankind” zmierza ku końcowi. Twórcy mają w planach już tylko jeden sezon. Udało nam się z nimi ostatnio zaś porozmawiać. Matt Wolpert i Ben Nedivi, czyli showrunnerzy, o których mowa, odpowiedzieli na nasze pytania dotyczące zarówno kolejnych sezonów tego głównego serialu, zapowiedzianego już spin-offa „Star City” jak i współpracy z Piotrem Adamczykiem.
Skąd w ogóle pomysł na kolejne sezony „For All Mankind”?
Początek był dość prosty: obserwujemy członków NASA, w tym naukowców oraz astronautów, którzy muszą przełknąć gorycz porażki, gdyż przegrali wyścig kosmiczny. W debiutanckim sezonie widzieliśmy ich starania, by dogonić sowietów, w tym kolejne misje. Schody zaczęły się później - bo jak te wydarzenia mogły wpłynąć na dalszy rozwój wydarzeń na całej Ziemi?
Myślenie o tym jest niezwykle skomplikowane, ale i interesujące oraz daje masę frajdy - w rozmowie ze Spider’s Web mówi Matt Wolpert, jeden z showrunnerów „For All Mankind”
Im dalej od historycznych wydarzeń, takich jak misje Apollo, tym trudniej. Serial opowiadał co prawda o stworzeniu promów kosmicznych oraz stacji kosmicznych, ale twórcy zdecydowali się pójść jeszcze dalej. Z czasem musieli używać coraz więcej i więcej wyobraźni, by wymyślić, jak pokazać tysiące ludzi żyjących na Marsie. Kluczowa jest przy tym technologia.
Wraz z kolejnymi sezonami pojawiały się przy tym nowe technologie bez odpowiedników w prawdziwym świecie.
Ludzie w uniwesum „For All Mankind” wysyłają sobie d-maile i korzystają z protoplastów naszych smartfonów, a z drugiej - opracowują napędy wykorzystujące Helium-3, czyli wydobywany na Księżycu izotop. Z czasem z kolei ludzkość zdobywa dostęp do asteroidy pełnej irydu, który jest kluczowy dla przemysłu. Mimo to twórcy starają się, by wszystko miało oparcie w nauce. A łatwe to nie jest.
W kolejnych sezonach nauka staje się teoretyczna w kwestii tego, jak działają napędy oraz systemy podtrzymywania życia do tego stopnia, że wielu naszych konsultantów technicznych spiera się w kwestii tego, co hipotetycznie byłoby możliwe, a co nie - dodaje Matt Wolpert
Oczywiście to serial science-fiction, któremu czasem jest już naprawdę blisko do „Star Trek” i twórcy, jak mówi Ben Nedivi, zdają sobie sprawę, że czasem idą wręcz „za daleko”. Podkreślają jednak, że skupiają się na opowiadaniu ciekawej historii, ale później konsultanci czasem im mówią „nie, nie, nie możesz tego zrobić”. Potem trwają rozmowy, jak połączyć potrzeby fabularne scenarzystów z realizmem.
Myślę, że to, co sprawia, że nasz serial jest unikalny, to fakt, iż mamy te dyskusje, że chcemy, aby to wydawało się prawdziwe i odnosimy się z szacunkiem do nauki - dodaje Ben Nedivi, również jeden z showrunnerów „For All Mankind”
Twórcy dodają przy tym, że robią serial science fiction, który sami chcieliby zobaczyć, aby odpowiedział na pytanie, jak mogłoby wyglądać życie na Marsie. Nie chodzi tylko o to, że to byłoby „cool”, tylko o to, by poczuć, jak takie miasto jak Happy Valley mogłoby wyglądać w tym naszym, prawdziwym świecie. Tego typu pytania zadają sami sobie bardzo często.
A o co chodzi z tym „Star City”?
„For All Mankind” skończy się na 6. sezonie i dogoni czasy współczesne, a to zawsze była intencja scenarzystów. Matt Wolpert wspomniał, że od początku było wiadomo, że chcą zacząć historię w 1969 r. i sprawdzić, gdzie zaprowadzi ich efekt motyla i od razu zakładali, że punktem kulminacyjnym będzie teraźniejszość, czyli trzecia dekada XX w., w której dziś żyjemy.
Chcieliśmy, aby widzowie spojrzeli na czasy współczesne na ekranie i zobaczyli, że wyglądają one jak przyszłość, a potem dookoła siebie, by zrozumieć, że świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby historia potoczyła się inaczej jedynie w lekkim stopniu - wyjaśnia Matt Wolpert
Nie oznacza to jednak bynajmniej końca tego unikalnego uniwersum. Zapowiedziano już spin-off w postaci „Star City”, co przetłumaczono na język polski jako „Gwiezdne miasteczko”. Cofamy się w nim w czasie do końcówki lat 60. ubiegłego wieku, by oglądać znane już wydarzenia z innej perspektywy - w centrum akcji znajdą się tutaj Rosjanie operujący z tytułowej bazy.
Opowiadamy historię zza Żelaznej Kurtyny, o kosmonautach i inżynierach, którzy chcieli, aby Związek Radziecki dotarł najpierw na Księżyc, a potem jeszcze dalej - dodaje Matt Wolpert

A co do tego wszystkiego ma Piotr Adamczyk?
Polski aktor wcielał się w kluczową postać w poprzednich sezonach „For All Mankind”, gdzie grał Sergeja Nikulova, czyli Rosjanina będącego w kontakcie z Amerykanką z NASA, Margo Madison, szefową Johnson Space Center. Zadaliśmy showrunnerom pytanie o to, jak wyglądała współpraca z naszym rodakiem, czy w ogóle ją w ogóle z perspektywy czas pamiętają. Okazuje się, że i owszem!
To była jedna z najlepszych współprac, z jakimi mieliśmy do czynienia. Jeśli chodzi o tę rolę w szczególności, to nie planowaliśmy, aby była aż tak duża, jak się w praktyce okazało i to zasługa Piotra [Adamczyka]. Współpraca z nim była przyjemnością. Jest niezwykle utalentowaną, miłą, wspaniałą osobą - wspomina Ben Nedivi
W praktyce scenarzyści powracali do tej postaci i ta rola urosła, bo aktor odwalił kawał niezłej roboty, a jego bohater jest jednym z tych, o którym fani do dzisiaj „ciągle rozmawiają” i chcą go więcej. Tych ostatnich ucieszy pewnie fakt, iż… młodsza wersja tej postaci, czyli Sergeja Nikulova pojawi się właśnie w nadchodzącym „Star City”, którego premierę zaplanowano na 29 maja 2026 r.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone produkcjom Apple TV:
Czytaj też: Wrócił uwielbiany serial sci-fi od Apple TV. Recenzja 5. sezonu For All Mankind



















