REKLAMA

Podlasie pod ostrzałem. Powód? Język używany w filmie

"Podlasie" w ostatnich dniach stało się przedmiotem wielu dyskusji w przestrzeni publicznej. Generalnie film nie ma zbyt dobrej prasy, a jednym z mających na to wpływ elementów jest kwestia języka, którym posługują się postacie występujące w tej produkcji.

podlasie jezyk film netflix
REKLAMA

Akcja "Podlasia" rozgrywa się we wsi Bodźki, gdzie za chwilę ma dojść do ślubu Haliny Madej (Anna Seniuk) z jej ukochanym, Janem (Artur Barciś). Uroczystość zostaje jednak przerwana, w konsekwencji czego do zawarcia małżeństwa nie dochodzi. Okazuje się, że Halina, mówiąc dyplomatycznie, źle ulokowała pieniądze, w związku z czym wisi nad nią widmo utraty domu i zatonięcia w długach. Mieszkańcy wsi, mimo oporu głównej bohaterki, decydują się jej pomóc zebrać odpowiednią kwotę.

REKLAMA

Podlasie krytykowane za język. Film ośmiesza i przerysowuje?

"Podlasie" można nazwać poniekąd "filmem Schrodingera" - z jednej strony jest regularnie miażdżony przez krytyków oraz widzów za swoją jakość, z drugiej zaś, jego oglądalność nie maleje. Podobnie jest zresztą z szumem wokół filmu. Chwali się głównie obsadę (na czele z Seniuk i Barcisiem), i poza tym niewiele więcej - produkcja spotkała się z dość silną krytyką. Oprócz głównego wątku fabuły jednym z najmocniej podnoszonych aspektów jest to, jakim językiem posługują się bohaterowie filmu.

Dla wielu internautów sposób wypowiadania dialogów i gwara, której używali aktorzy, była jedną z najwyraźniejszych wad. "Nie wiem, kto to kręcił, ale w życiu na Podlasiu nie był...", "Podlasie w tych wszystkich filmach jest przerysowane i ośmieszone. W życiu to tak nie wygląda, nie róbcie z Podlasia czegoś takiego", "Doceniam chęci, ale ten obraz Podlasia jest bardzo przerysowany. Gwara i charakterystyczna wymowa zanikają, a w filmie brzmi to jak karykatura. My naprawdę rozmawiamy już normalnie!" - to zaledwie ułamek komentarzy, które można znaleźć w mediach społecznościowych pod zamieszczonymi przez Netfliksa fragmentami "Podlasia".

Język użyty w filmie został oceniony również przez Kolorka - influencera obserwowanego na TikToku około 168 tys. ludzi, który w swojej twórczości zajmuje się m.in. tematyką związaną z Podlasiem. W jednym ze swoich nagrań na TikToku Kolorek skomentował poszczególne dialogi, które padały w filmie [pisownia oryginalna]:

"Podlasiańskie"? Ja nie wiem, skąd oni to słowo wzięli, ale na pewno nie z Podlasia, bo się mówi "podlaska", "podlaski", może być co najwyżej "podlasianka".

"Ona łasa się zrobiła się" - to też jest zwrot, który funkcjonuje na Podlasiu, ale nie jest tak popularny. Ja jego znam od mojego dziadka, słyszał go jeszcze od katechetki, ale to jest takie bardzo niszowe, więc za to plus.

"Gdzie się tak spieszy dla ciebie?" - tutaj by wystarczyło "gdzie się tak śpieszy?", bo jak się zwracasz do drugiej osoby, to brzmi jak w standardowym polskim, jak w trzeciej osobie, a te "dla ciebie" w ogóle jest tutaj niepotrzebne i my tak tego nie stosujemy. To brzmi bardziej tak, jakby jakiś warszawiak, co pisał scenariusz, pomyślał "gdzie tu można jakieś dodatkowe "dla" wsadzić?"

Z nagrania wynika, że pomimo pewnych plusów, influencer nie ma generalnie dobrego zdania na temat filmu. Nie uchroniło go to jednak od głosów sprzeciwu względem jego internetowej działalności. Głosem krytycznym wobec Kolorka okazali się Paulina Siegień oraz Wojciech Siegień, dziennikarze piszący dla Krytyki Politycznej. W swoim tekście poświęconym filmowi Łukasza Kośmickiego, zatytułowanym "Podlasie, czyli pouczający gniot", wyrazili się jasno na temat treści prezentowanych przez Kolorka:

Język używany przez bohaterów to najlepszy przykład triumfu symulakrum nad rzeczywistością, bo brzmi to tak, jakby jedynym konsultantem językowym Podlasia był wspomniany białostocki bloger Kolorek. To najbardziej znany instagramowy promotor fikcyjnego języka podlaskiego, który z samoośmieszenia i ignorancji – zbiorczo można nazwać to strategią marketingową opartą na autoorientalizacji – zrobił produkt regionalny. I próżno tłumaczyć Kolorkowi oraz scenarzystom, że ludzie we wsiach „użytych” w filmie na co dzień mówią podlaskim wariantem języka białoruskiego. a gdy czasami mówią po polsku, to używają form „ja mówił”, bo to kalka z białoruskiej gramatyki.

W dalszej części tekstu stwierdzili również, że "wysłuchanie półtorej godziny tego językowego (nowo)tworu to bodaj największa tortura, której dostarcza widzowi "Podlasie". Biorąc pod uwagę coraz aktywniejsze głosy w debacie wokół tego filmu, zdaje się, że ta teza ma więcej zwolenników, niż przeciwników.

"Podlasie" jest dostępne do obejrzenia na Netfliksie. Możecie również przeczytać naszą recenzję filmu oraz o tym, gdzie go kręcono.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-09T15:26:16+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T14:59:24+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T14:27:52+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T13:02:47+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T10:51:07+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T09:39:31+02:00
Aktualizacja: 2026-04-09T08:53:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-08T18:09:43+02:00
Aktualizacja: 2026-04-08T18:00:20+02:00
Aktualizacja: 2026-04-08T14:28:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA