Podoba mi się, że Disney zrozumiał, iż animacje nie są domeną jedynie dzieci. „Star Wars - Maul: Shadow Lord”, który przywodzi na myśl „X-Men ’97”, jest tego najlepszym przykładem. Dlaczego warto obejrzeć te nowe „Gwiezdne wojny”?

Disney krok po kroku rozwija uniwersum „Star Wars”, wypuszczając kolejne produkcje, w tym zarówno filmy i seriale aktorskie, jak i produkcje animowane. Te ostatnie kierowane są zwykle do tych młodszych widzów, ale często oglądają je również dorośli fani, wobec których scenarzyści i animatorzy często puszczają oczko. W przypadku „Gwiezdne wojny - Maul: Mistrz cienia” proporcje są ciut inne, tak jak to miało miejsce w przypadku „X-Men ’97”.
„Star Wars - Maul: Shadow Lord” - recenzja
W serwisie Disney+ pojawiły się dzisiaj dwa z dziesięciu odcinków składających się na pierwszy sezon animacji, w której pierwsze skrzypce gra były lord Sithów tęskniący za Jedi. O tym, że Maul przeżył swój pierwszy pojedynek z Obi-Wanem Kenobim, wiemy zaś od lat, bo powrócił w „Wojnach klonów” (gdzie pojawił się jego brat, Savage Opress) oraz w „Rebeliantach” (które w ujęciu chronologicznym są końcem jego historii). Zaliczył również cameo w spin-offie o Hanie Solo.
Tak jak zaś wiemy już, jak dotychczasowa historia Maula się rozpoczęła i zakończyła, tak został jeszcze jeden okres jego życia, który nie został odpowiednio wyeksploatowany - właśnie o nim opowiada nowy serial „Star Wars - Maul: Shadow Lord”. Trafiamy w nim na industrialną planetę Janix, która jak na razie nie znalazła się jeszcze pod butem raczkującego dopiero co Imperium. Kładzie się ono jednak cieniem na poczynaniach bohaterów.
Kto jest kim w „Gwiezdne wojny - Maul: Mistrz cienia”?
Serial ma, jak się okazuje, aż trójkę protagonistów. Jednym z nich jest tytułowy Maul, który pała nienawiścią do swojego byłego mistrza i próbuje odnaleźć swoje miejsce w odległej galaktyce. Planuje też zemstę na tych prominentnych przedstawicielach półświatka przestępczego, którzy go wystawili. Towarzyszą mu w tym inni Zabrakowie oraz Mandalorianie, którzy podążyli za nim czy to w poszukiwaniu bogactw, czy to z poczucia obowiązku (jak Rook Kast).
Oprócz tego w serialu patrzymy na wydarzenia oczami Brander Lawson, lokalnego policjanta, który rozstał się z żoną i samotnie wychowuje syna, Rylee’ego. Mężczyzna wpada rzecz jasna na trop Maula wraz ze swoim partnerem, droidem 2B0T, Two-Bootsem. Jego drogi przecinają się również z zupełnie nową postacią w uniwersum „Star Wars”, którą jest Padawanka Jedi, twi-lekanka Devon Izara ukrywająca się na Janix w towarzystwie mistrza, Eeko-Dio Dakiego.
Świat się zmienił, więc nie stój w miejscu
Każda z głównych postaci w nowym serialu „Star Wars” prędzej czy później będzie musiała dość do wniosku, że w obliczu zmiany ustroju panującego w odległej galaktyce konieczna jest rewizja swojego podejście do świata. Czy tego chcą, czy nie, ich życie już teraz wygląda inaczej. Próbują oczywiście kurczowo trzymać się tego, co znane, ale na dłuższą metę nie będzie to możliwe. Pętla zaciska się na szyi wszystkim, a nieuchronne nadejdzie prędzej czy później.
To wszystko okraszone jest przy tym przepięknymi animacjami, a artyści stanęli na wysokości zadania. Z jednej strony mamy szczegółowe modele postaci, a z drugiej tła, które momentami przypominają wręcz olejne obrazy. Całość okraszona jest charakterystycznymi efektami dźwiękowymi (blastery, miecze świetlne itd.) oraz muzyką, której nie powstydziłby się John sam Williams, który komponował ścieżkę dźwiękową do tych pierwszych „Gwiezdnych wojen” i licznych kontynuacji.
A Czy serial „Star Wars - Maul: Shadow Lord” jest odpowiedni dla dzieci?
Mam tutaj naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony to produkcja animowana, ale jej bohaterowie nie stronią od przemocy. W centrum mamy tutaj przecież byłego lorda Sithów, który stał się gangsterem, a porachunki z innymi typami spod ciemnej gwiazdy rozwiązuje w jedyny znany sobie sposób. Maul, któremu głosu użyczył ponownie pasujący do niego idealnie Sam Witwer, jest brutalny i bezwzględny, a trup ściele się gęsto - i to nie zawsze poza kadrem.
Lawson to z kolei dorosły facet z nastoletnim dzieciakiem, od którego emanuje troska o sprawiedliwość i ład społeczny - a to wartości, które warto młodym ludziom zaszczepić. Do tego pojawia się tu rycerz Jedi wraz ze swoją krnąbrną uczennicą, która ani myśli stawać po stronie złoczyńcy. Czuć jednak przez skórę, że to się może zmienić, a ja nie jestem przekonany, czy młodzi, nieuformowani jeszcze widzowie, wyciągnęliby z takiego obrotu spraw odpowiednią lekcję…
„Star Wars - Maul: Shadow Lord” spodoba się natomiast starszym fanom.
To produkcja, na którą sam czekałem od lat i której nam w uniwersum „Gwiezdnych wojen” brakowało. Maul do tej pory przewijał się jedynie w tle, jako postać drugoplanowa, a chociaż w „Mrocznym Widmie” wydawał się typowym jednowymiarowym złoczyńcą, tak z czasem nadano mu głębi. Filozofia, którą przedstawia, ma ręce i nogi - a nawet jeśli się z nim nie zgadzamy co do metod, jakie stosuje, to możemy w pełni zrozumieć motywacje, którymi się kieruje.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone „Star Wars”:
Z ogromną przyjemnością wciągałem jeden po drugim kolejne odcinki, w których kolejne klocki zaczęły wskakiwać na swoje miejsca. Miałem jak na razie okazję obejrzeć osiem z dziesięciu epizodów, które będą składały się na pierwszy sezon, a chociaż nie wiem jeszcze, jak ten rozdział historii Maula, Lawsona i Devon się zakończy, tak to, co zobaczyłem do tej pory, zasługuje na uznanie. Jestem przekonany, że inni fani „Star Wars” również będą w pełni ukontentowani.
Pierwsze dwa odcinki animacji „Star Wars - Maul: Shadow Lord” dostępne są już w serwisie Disney+. Kolejne, po dwa naraz, będą udostępniane w kolejnych tygodniach co poniedziałek. Premiery ostatnich dwóch spodziewamy się z kolei 4 maja 2026 r., czyli akurat na tegoroczny dzień „Gwiezdnych wojen” (ang. „May the Fourth” jest blisko do słynnej frazy „May the Force be with you”).


















