REKLAMA

Nowy serial Marvela szokuje. Pamiętasz terrorystę sprzed 13 lat?

Nowy serial Disneya to list miłosny Myszki Miki do całego Hollywoodu, w którym wraca „złoczyńca” sprzed 13 lat ubrany w nowe szaty. A wraz z nim ten cały Wonder Man. Zaraz, kto?

OCENA :
9/10
ben kingsley trevor slattery mandarin marvel serial wonder man
REKLAMA

W ofercie serwisu Disney+ pojawiła się właśnie nietypowa produkcja w odcinkach na motywach komiksów Marvela. Superbohaterowie nie grają tutaj bynajmniej pierwszych skrzypiec, bo „Wonder Man” jest serialem, za pośrednictwem którego bywalcy Hollywoodu opowiadają nam o tym, jak branża filmowa działa od środka. Czasem na serio, czasem w krzywym zwierciadle, ale zawsze z sercem na wierzchu.

W serialu powraca farbowany łotr, który debiutował w MCU już 13 lat temu w „Iron Manie 3”. Trevor Slattery (Ben Kingsley), bo o nim mowa, to Mandaryn aktor udający terrorystę Mandaryna. Po cameo w „Shang Chi” wraca i zaprzyjaźnia się z Simonem Williamsem (Yahya Abdul-Mateen II). Obaj ubiegają się o role w remake’u hollywoodzkiego hitu, „Wonder Mana”, który kręci ekscentryczny Von Kovak. wonder-man-recenzja-

REKLAMA

Wonder-Man: recenzja serialu. Marvel i świeży bromance

Chemię pomiędzy aktorami grającymi hollywoodzkich aktorów czuć od początku. Po okraszonym planszą tytułową jak ze złotej ery Hollywood krótkim prologu, który pokazuje nam dzieciństwo i rozpadające się dorosłe życie Simona, bezrobotny aspirujący aktor spotyka starego wygę w kinie. Williams i Slattery oglądają „Nocnego kowboja” z 1969 r., w tym sugestywną scenę śmierci jednej z postaci.

Disney od razu wbija tu też sprytnie szpilę w fanów, którzy doszukują się w MCU trzeciego dna. Trevor po zorientowaniu się, iż jego nowy kompan go rozpoznał, od razu przechodzi do defensywy: informuje, że owszem, grał Mandaryna, ale ponad dekadę temu, a do tego był marionetką, a przy okazji debunkuje teorie spiskowe z Reddita - nie, nie był zamieszany w pizza gate i nie należy do Illuminati.

Simon Williams nie jest jednak nerdem szukającym sensacji - to artysta z krwi i kości, którego bardziej interesuje to, iż kojarzy starszego kolegę po fachu z lat 70., gdy ten grał poważniejsze role, w tym Edgara Allana Poe. Pomiędzy bohaterami nawiązuje się więź, gdy tylko młody perfekcjonista pojawia się później na przesłuchaniu, o którym wspomniał mu mimochodem Trevor.

Obaj chcą uratować swoje kariery za sprawą angażu do produkcji, która jest na ustach wszystkich. Nie chodzi im przy tym o pieniądze, bo biedy nie klepią - brakuje im natomiast w życiu celu, zawodowego spełnienia się i relacji z innymi ludźmi. Jako widzowie śledzimy kolejne perypetie Simona i Trevora, w tym w poszukiwaniu miejsca, w którym mogliby nagrać taśmy castingowe.

„Wonder Man” to komedia podszyta dramatem.

Wielokrotnie podczas seansu uśmiałem się do łez, zwłaszcza w odcinku, w którym wspólnie trafiają do domu, który zamieszkuje Joe Pantoliano grający… fikcyjną wersję samego siebie. Portretuje on przy tym postać wręcz karykaturalną, która w Hollywoodzie widzi jedynie szansę na łatwy zarobek i dostatnie życie. Zamiast radzić Simonowi, jak grać, zachęca go do… inwestycji w nieruchomości.

To oczywiście nie jest głupia rada - w końcu to na nich, a nie na filmach ani polityce, dorobił się legendarny Arnold Schwarzenegger. Williams nie chce jednak tego słuchać - czuje, że ma misję, jest zaangażowany, chce wręcz wchodzić w głowę swojej potencjalnej postaci. Nic dziwnego, że szanuje Trevora, gdyż ten milutki i przyjazny Slattery przekonał cały świat, iż jest groźnym terrorystą.

Od tych wydarzeń minęło jednak 13 lat, które Trevor spędził w trzeźwości, a jak sam często wspomina, okresu w którym przyjął niefortunne zlecenie nie pamięta, bo ciągle był albo pijany, albo na haju. A chociaż bezpośrednio nie ma krwi na rękach i wydaje się pogodzony ze swoją przeszłością, to cały czas szuka dla siebie miejsca w świecie i tak jak Simon uważa, iż aktorstwo jest powołaniem.

Mimo luźnej formy cały czas czujemy jednak, że coś wisi w powietrzu, a bohaterom grozi coś więcej niż bezrobocie. „Wonder Man” dość szybko odkrywa część kart, w tym np. fakt, iż w MCU metaludzie są mniejszością wykluczoną w Hollywoodzie, ale resztę trzyma przy orderach aż do samego końca. Dzięki temu nowy serial trzyma widza cały czas w napięciu. Aż szkoda, że jest taki krótki!

„Wonder Man” to też odważny metakomentarz przed najważniejszym filmem Marvela w historii.

Studio szykuje się do premiery „Avengers: Doomsday”, czyli produkcji będącej preambułą kulminacji 6. fazy i zarazem całej II sagi Marvel Cinematic Universe. Kevinowi Feige’emu na ręce patrzą teraz wszyscy, gdyż angaż Roberta Downeya Jr-a odebrany został z jednej strony jako cwany ruch, a drugiej - jako akt desperacji. Czy struna nostalgii nie pęknie od tego ciągłego szarpania?

„Wonder Man” będący jedną z zaledwie kilku produkcji Marvela na 2026 r. zachęca do szukania odpowiedzi na trudne pytania, w tym dotyczące tego, czy uparte gonienie za emocjami sprzed lat ma sens. Bohaterowie może i nie burzą czwartej ściany tak jak Deadpool i She-Hulk, ale mamy tu do czynienia z najbardziej introspektywną produkcją Marvela w historii, która widza szanuje.

Podoba mi się przy tym fakt, iż Disney nie robi z „Wonder Mana” reklamówki swojego katalogu Disney+. Odniesienia do innych produkcji wytwórni nie są nam wciskane na siłę, a bohaterowie w rozmowach wspominają hity konkurencji, w tym np. „Severance” od Apple TV+; są nawet odniesienia do Netflisa, z którym Marvel wziął lata temu trudny rozwód. To zdecydowanie wspomaga immersję.

Czytaj inne nasze teksty poświęcone Marvelowi:

REKLAMA

Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do seansu - przede wszystkim tych fanów Marvela znużonych produkcjami o superbohaterach klepanymi na jedno kopyto. Jestem też przekonany, że serial przypadnie do gustu tym entuzjastom dziesiątej muzy, którym bliżej do podejścia Martina Scorcese. „Wonder Man” może sprawić, iż uznają ekranizacje komiksów za coś więcej niż „park rozrywki”.

Miniseria „Wonder Man” trafi do serwisu Disney+ już 27 lutego 2025 r. Składa się na nią 8 odcinków.

Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

PS W ramach ciekawostki warto dodać, że Marvel sprytnie retconuje tu usuniętą scenę ze „Strażników Galaktyki” uznawaną przez Jamesa Gunna za kanoniczną, w której pojawił się kadr z Wonder Manem. Uznano, iż pochodzi on ze starego fikcyjnego filmu nakręconego in-universe w ramach MCU, który obecnie Von Kovak wziął na warsztat, by przygotować remake i w którym Trevor i Simon chcą wystąpić.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-23T14:19:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T21:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T16:57:49+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T14:41:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T12:03:35+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:27:06+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T10:03:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-22T08:23:08+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T13:52:16+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T12:07:56+01:00
Aktualizacja: 2026-01-21T11:02:04+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA