REKLAMA

Kevin Hart próbuje być The Rockiem. I się z tego nabija w filmie na Amazon Prime Video

"Die Hart" już na Amazon Prime Video. To komediowe kino akcji, które z kina akcji się nabija równie mocno, co Kevin Hart ze swojego wizerunku. Czy jednak śmieszy do rozpuku i wbija w fotel sensacyjnymi atrakcjami? Nie. Ale przecież wcale nie musi.

OCENA :
6/10
die hart amazon prime video premiera
REKLAMA

"Die Hart" to skondensowana w ramach pełnometrażowego filmu wersja serialu pod tym samym tytułem, który powstał dla nieistniejącej i zapomnianej już platformy Quibi. Kevin Hart gra tu fikcyjnego siebie. Jest zmęczony hollywoodzkim typecastingiem i wcielaniem się w zabawnych pomagierów herosów kina akcji. On nie chce już być "tym małym, śmiesznym gościem" w tytułach z Dwayne'em Johnsonem. Pragnie wysunąć się na pierwszy plan. Dlatego w programie na żywo zamiast zachwalać swoją najnowszą produkcję nazywa ją "śmieciem". "Trzeba ją wyrzucić" - krzyczy. W normalnych warunkach po takim incydencie jego kariera by się skończyła. Ale! Główny bohater ma szczęście. Interesuje się nim bowiem słynny reżyser.

REKLAMA

Claude Van De Velde chciałby zrealizować swoje opus magnum - artystyczne kino akcji, które powali na kolana tak widzów, jak i krytyków. Uważa, że Hart byłby idealny do głównej roli. Aktor musi najpierw przejść specjalne szkolenie w placówce kształcącej gwiazdy filmów kopanych i strzelanych Rona Wilcoxa. Lista jej wychowanków jest bardzo długa. Ciągnie się od Chucka Norrisa po Matta Damona. Po drodze jest nawet Josh Hartnett, którego zobaczycie na ekranie w bardzo interesującym epizodzie.

Czytaj także:

REKLAMA

Die Hart - recenzja nowego filmu na Amazon Prime Video

W centrum zainteresowań twórców "Die Hart" stoi kino akcji jako takie. Miłośnicy gatunku poczują się tu bardzo swojsko. Bohaterowie na lewo i prawo rzucają nazwiskami największych ekranowych twardzieli, a zajęcia w szkole Wilcoxa pozwalają wyśmiać fabularne klisze i trendy. Protagonista, którego zadania do tej pory ograniczały się głównie do krzyczenia "nic z tego", musi teraz przećwiczyć ratowanie ofiary pożaru, nauczyć się bić i nawet uprawiać seks na szczycie wieżowca... tuż po rozbrojeniu bomby... w trakcie trzęsienia ziemi.

REKLAMA

Może i twórcy - mówiąc kolokwialnie - cisną bekę z kina akcji, ale jest w tym mnóstwo pasji i fascynacji. Dzięki temu w "Die Hart" nie brakuje trafnych spostrzeżeń, obserwacji i wniosków dotyczących gatunku. Jest trochę o bezużyteczności forsowanych przez niego wzorców męskości i jest o relacjach genderowych, przez co nie brakuje przemyśleń o zmianach, jakie w jego obrębie zaszły. Chociaż ironii jest sporo, mamy do czynienia z filmem ciepłym i sympatycznym. Można go dzięki temu czytać nie tylko jako parodystyczny zbiór klisz, ale również opowieść o ambicjach, wierności samemu sobie, szukaniu poklasku i nawet autokreacji.

Z prostoty i prostolinijności "Die Hart" czyni swe największe atuty. Ten film nie ma artystycznych ambicji, ani pretensji. Przez niską stawkę i cele, jakie sobie stawia, łatwo płynąć z jego rytmem i rozkoszować się prezentowanymi absurdami. Na wszelkie niedociągnięcia - szczególnie te wynikające z budżetowych ograniczeń - spoglądamy pobłażliwie, z przymrużeniem oka. Nawet jeśli chciałoby się, żeby reżyser Eric Appel momentami poszedł za ciosem, docisnął pedał gazu, pociągnął jakiś temat i w stylu Michaela Baya rozwalił wszystko, co widzimy na ekranie, godzimy się z faktem, że nic takiego się nie wydarzy. Nie ma tu bowiem akcji grubych jak bicepsy Arnolda Schwarzeneggera, ale jest urzekająca szczerość.

Die Hart - nic specjalnego, a jednak cieszy

Na ekranie błyszczy przede wszystkim Kevin Hart. Nie robi on nic specjalnego. Gra jak zawsze. Ale to, co już od dłuższego czasu jest u niego irytującą manierą, tutaj nabiera świeżego charakteru. Aktor jednocześnie droczy się ze swoim publicznym wizerunkiem, jak i z dumą się nim obnosi. Kawał dobrej roboty odwala też Jean Reno w roli ekstrawaganckiego reżysera. Czaruje ironią w swej pretensji i francuskim akcencie. Znana z "Szybkich i wściekłych" oraz "Gry o tron" Nathalie Emmanuel jako uczennica szkoły dla herosów kina akcji to klasa sama w sobie. Odstaje od nich jedynie John Travolta wcielający się w Wilcoxa. Ewidentnie jednak bawi się tak dobrze, że idzie mu wybaczyć tę przesadę i nadekspresyjność.

REKLAMA

W "Die Hart" serce bije po właściwej stronie. Jest tak głupio, że aż śmiesznie. Jest tak umownie, że wręcz dynamicznie. Mimo to nie spodziewajcie się filmu, który z rozrzewnieniem będziecie wspominać przez następne tygodnie. Ba, zapomnicie, co widzieliście, jak tylko pojawią się napisy końcowe. O ile jednak szukacie niezobowiązującej rozrywki po ciężkim dniu, ta produkcja jest właśnie dla was.

"Die Hart" obejrzycie na Amazon Prime Video.

Rafał Christ
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA