REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Seriale

Milenialsi nareszcie dostali polską obyczajową komedię, z którą mogą się utożsamić, zamiast się żenować

„Kiedy ślub?” to nowy serial Canal+ skupiający się na pokoleniu współczesnych trzydziestokilkulatków - słodko-gorzka produkcja próbuje pochylić się nad problemami relatywnie przeciętnych milenialsów, którzy wciąż próbują ułożyć sobie życie. Tytuł nie jest pozbawiony wad, ale jest też czymś na naszym rynku unikalnym. I całkiem wciągającym.

09.02.2024
21:11
kiedy ślub serial canal plus premiera odcinek recenzja opinie
REKLAMA

Serial „Kiedy ślub?” rozpoczyna się ponurym akcentem. Oto para milenialsów z trzynastoletnim stażem - Wanda (Maria Dębska) i Tosiek (Eryk Kulm Jr.) - postanawia się rozstać. Przeżyli razem najpiękniejsze lata i chwile w swoim życiu; od czasów liceum wydawali się doskonale zgranym, w teorii niemal idealnym dwuosobowym zespołem. Teraz jednak czują się wypaleni - zwłaszcza Wanda, która inicjuje zakończenie relacji. Oczywiście, przy takim stażu i ogromie wspaniałych wspólnych wspomnień rozstanie nie jest czymś łatwym, tym bardziej, jeśli żadne nie wyrządziło tej drugiej osobie jakiegoś świństwa. Produkcja skupia się zatem na próbie zerwania więzi; zastanawia się, czy da się to zrobić prosto i stanowczo - czy w ogóle da się rozstać dobrze, godnie, dojrzale, bezstresowo i uczciwie. 

Czytaj więcej o nowościach serialowych w Spider's Web:

REKLAMA

Kiedy ślub? - opinia o serialu Canal+

Serialowi Piotra Domalewskiego i Łukasza Ostalskiego trzeba dać trochę czasu: początkowo produkcja zdaje się typowym polskim rom-komem o wtórnych postaciach, które nieudolnie udają przeciętniaków. Tego typu produkcje zazwyczaj opowiadają o bohaterach starszych lub, przeciwnie, jeszcze młodszych; ich finansowe zaplecze, mieszkania i posady jasno sugerują, że mamy do czynienia z wyższą klasą średnią, choć twórcy próbują nas usilnie przekonać, że duży i estetyczny apartament niedaleko centrum Warszawy to dla zwyczajnego polskiego singla standardowa sprawa. Efekt jest kuriozalny.

Na szczęście z czasem „Kiedy ślub?” pozwala nam zobaczyć w swoich bohaterach kogoś bliżej przeciętnej; słowa „typowy”, „statystyczny” czy „zwyczajny” coraz lepiej pasują do obrazu całości, choć, rzecz jasna, na potrzeby fabuły trzeba było nieco Tośka i Wandę podrasować. W końcu jednak widzimy bardziej szeregowe wnętrza niedużych, wynajmowanych mieszkanek, potargane fryzury, zmęczone twarze, bliższe prawdziwych polskich ulic outfity. Jasne, momentami można się zastanawiać, skąd stać ich na to i na to, skoro ich obecna życiowa sytuacja raczej nie powinna pozwalać na regularne stołowanie się w knajpach i korzystanie z popularnych usług transportowych. Odpuśćmy - ten problem przewija się przez naprawdę wiele produkcji z całego świata. 

REKLAMA
Kiedy ślub?

Można narzekać, że bohaterom brakuje wyrazistości, ale ja osobiście kupuję te nieco mniej interesujące, za to wiarygodne charaktery. Czasem irytujące, momentami zabawne; nietrudno w nie uwierzyć, obdarzyć sympatią lub niechęcią, kibicować czy wywracać oczami. W moim odczuciu są zdecydowanie bliżej widza, niż większość postaci w rodzimych odcinkowych produkcjach. Bardzo to cenię.

Tym bardziej, że Kulm i Dębska są naprawdę znakomici: nieidealni, ale prawdziwi. Rozwój bohaterów unika banału; twórcy prowadzą ich przez wiele kolein i pozwalają popełnić masę kolejnych błędów. Wanda i Tosiek poszukują, odreagowują, wściekają się, rozpaczają, śmieją, odgrywają, żałują. Próbują żyć i się cieszyć. Dalszy plan też działa: jest niestereotypowy, choć momentami wątki poboczne potrafią rozczarować uderzeniem w przewidywalne tony czy skrótowością. Produkcja porusza zresztą sporo tematów, które nieraz zgrabnie i zabawnie komentuje (korporacje, przyjaźnie, filmowe środowisko). Stawia też kilka zaskakująco fajnych diagnoz, których nie sposób nazwać truizmem.

Jak na razie „Kiedy ślub?” to solidny, przyjemny, niegłupi i całkiem zabawny serial. Podobnie jak jego bohaterom, raczej daleko mu do ideału; proponuje powiew świeżości, ale nie zostawia widza z uczuciem pełnej satysfakcji. Większość zgrzytów należy jednak do tych drobniejszych, które nie psują frajdy z oglądania - istnieje też spora szansa na to, że ostatnie epizody pozwolą spojrzeć na całość z jeszcze większą sympatią. Trzymam kciuki.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA