REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. VOD

Odłóż tego pilota, znalazłem idealny film na weekend. Jest bardziej szalony niż imprezy w akademikach

"Mad Heidi" dotarła wreszcie na polskie VOD. Dlaczego warto ją obejrzeć? Bo to swissploitation. Co oznacza swissploitation? Eksploatację szwajcarskiego folkloru. W prostszych słowach: zajodłujecie z radochy.

16.12.2023
16:34
mad heidi co obejrzeć vod
REKLAMA

To nie jest tak, że "Mad Heidi" nie dało się do tej pory legalnie w Polsce obejrzeć. Jeszcze w grudniu 2022 roku film trafił do ogólnoświatowej dystrybucji internetowej. Na dedykowanej stronie można było wykupić do niego 48-godzinny dostęp. Nawet jeśli ktoś wysupłał całkiem sporo grosza, aby go wypożyczyć, to i tak nie było mu dane cieszyć się rodzimą wersją językową. Zmieniło się to dopiero niedawno za sprawą jednej z obecnych na naszym rynku platform VOD. Wymówki już się więc skończyły. Pakujcie manatki, bo nadszedł czas na wycieczkę do dystopijnej Szwajcarii, gdzie wszyscy są ogarnięci obsesją na punkcie sera. Jak głosi trailer to w końcu najbardziej cheesy (z ang.: serowa, tandetna) produkcja wszech czasów.

W tej Szwajcarii produkcja sera jest ściśle kontrolowana przez autorytarny rząd prezydenta Meiliego. Nielegalna sprzedaż mlecznych przetworów okazuje się surowo karana. Przekonuje się o tym Goat Peter, który handluje kozim serem. Komendant Knorr nie ma dla niego litości. Jako przestrogę, publicznie wykonuje na nim egzekucję. Jej świadkiem staje się ukochana ofiary - tytułowa Heidi. W ramach zemsty postanawia obalić dyktaturę. Nie będzie to łatwe, skoro jej funkcjonariusze są tak brutalni, że więźniów politycznych torturują foundue-boardingiem (taki water-boarding, tylko z gorącym roztopionym serem zamiast wody).

Więcej o złym kinie poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA

Mad Heid - dlaczego warto obejrzeć film na VOD?

Brzmi zbyt dziwnie, żeby było prawdziwe? Coś w tym, ale na takim właśnie efekcie zależało twórcom. Dlatego przecież działali całkowicie poza jakimkolwiek systemem. Historia "Mad Heidi" staje się przez to równie odjechana, co sam film. Sięga 2017 roku, kiedy to szwajcarski reżyser i fan kina eksploatacji Johannes Hartmann pomyślał sobie, że fajnie byłoby zrobić coś szalonego z narodową ikoną, jaką jest Heidi. Zaczął więc kompletować ekipę, do której w pewnym momencie dołączył fiński producent Tero Kaukomaa ("Iron Sky", czyli w skrócie film o nazistach na Księżycu). Uruchomiono kampanię crowdfundingową i po jakimś czasie sieć okrążył szalony trailer. Pomógł on zebrać kwotę potrzebną na realizację pełnometrażowej wersji.

REKLAMA
Mad Heidi - co obejrzeć?

Oczywiście, gotowy film z 2022 roku różni się od wyjściowej koncepcji zaprezentowanej w zwiastunie. To jest tak jak w przypadku niedawnej "Nocy Dziękczynienia". Nie wszystkie sceny z trailera się w produkcji pojawiają, a inne zostały nieco pozmienianie. Ważne jednak, że zgodnie z tytułem nie brakuje w niej wściekłej Heidi, a twórcy wylewają na nas hektolitry sztucznej krwi.

Dla twórców nie ma granicy nie do przekroczenia. Żartu, który by nikogo nie obrażał. Stereotypu, którego nie można by wyśmiać. "Mad Heidi" dumnie mieni się pierwszym filmem swissploitation, co samo w sobie wskazuje, że jest utrzymany w najlepszych (najgorszych w sumie też by pasowało) tradycjach kina eksploatacji (tanich, realizowanych na szybko produkcji, w sensacyjny sposób podejmujących sensacyjne tematy). Hartmann serwuje nam tu zresztą szybką przejażdżkę po wielu jego cyklach. Funkcjonariusze reżimu zdają się żywcem wyjęci z nazisploitation, naczelnik więzienia musztruje osadzone, jak za dobrych lat women in prison films, a stylówki Goat Petera nie powstydziliby się alfonsi z blaxploitation. Jakby tego było mało, podczas finałowych igrzysk zechcecie dołączyć do publiczności skandującej tytuł jednego z najsłynniejszych filmów sexploitation - "Szybciej, koteczku! Zabij! Zabij!"

"Mad Heidi" to kinofilska fantazja w stylu Quentina Tarantino. Zresztą rama kina zemsty i wplecenie elementów filmów kung-fu sprawia, że skojarzenia z "Kill Bill" będą nieuniknione. Wszystko zostaje jednak podane w bardziej śmieciowej poetyce. Dzięki temu przy tej właśnie produkcji ubawicie się w weekend lepiej niż na jakiejkolwiek imprezie.

"Mad Heidi" obejrzycie na Cineman.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA