DC Universe ledwie ruszyło, ale jego twórca dostaje po uszach. James Gunn jest w opałach. Czy świetne „Latarnie” wystarczą, aby przykryć fiasko z „Supergirl”?

DC Universe to jeszcze świeży projekt studia Warner Bros., który zakładał reset kinowego uniwersum na motywach komiksów o Supermanie i Batmanie et consortes. Jego twarzą został James Gunn, który zasłynął za sprawą serii „Strażnicy Galaktyki” od Marvel Studios i nakręcił dwie produkcje w ramach wygaszonego już DC Extended Universe: film „The Suicide Squad” oraz 1. sezon „Peacemakera”.
James Gunn objął stanowisko współszefa DC Studios wraz z Peterem Safranem w 2022 r. i pozornie grubą kreską odciął się od uprzednio stworzonych dzieł. Co prawda doglądał jeszcze premiery rozgrzebanych projektów z dogorywającego DCEU, w tym niesławnego „Flasha” oraz zamykającego serię „Aquamana 2”, ale czuć było, że czeka tylko na to, by zaprowadzić swoje porządki i stworzyć zupełnie nowe DCU.
DC Studios: nowy szef, nowe porządki
James Gunn w 2023 r. zapowiedział 1. rozdział DCU o tytule „Bogowie i Potwory” i 10 projektów, czyli filmów i seriali, w tym animowanych, które potem miały być łączone nawet z grami wideo. Część z nich doczekała się już realizacji, ale nie ze wszystkimi poszło gładko, np. z „Authority”, „Brave and the Bold” o starszym Batmanie i „Booster Goldem”. Do tego nie wszędzie odłączono aparaturę.
Pierwszym filmem z cyklu DC Universe został „Superman”, wydany finalnie w lipcu 2025 r., ale James Gunn nie odpuścił kontynuacji swojego „Peacemakera”. Serial doczekał się 2. sezonu w sierpniu 2025 r., a ten, za sprawą kilku chirurgicznych retconów, wciągnął za sobą do DCU zarówno prawie całą 1. serię, jak i wybrane wydarzenia z filmu „The Suicide Squad”.
W rezultacie DC Universe od początku jest takim potworkiem Frankensteina.
Do obu tych projektów odwołuje się animacja „Koszmarne Komando”, której pierwszy odcinek trafił do streamingu w grudniu 2024 r., czyli jeszcze przed premierą „Supermana”. To ona okazała się de facto inauguracją DC Universe. James Gunn do tego wspomniał przelotnie, iż film „Blue Beetle” ze starego DC Extended Universe nie jest częścią nowego kanonu, ale sama postać już tak.
James Gunn wbrew obawom nie zaprzestał też prac nad „The Batman 2” w reż. Matta Reevesa. Fani spekulowali, iż to oznacza, że grający w nim tytułowego bohatera Robert Pattinson okaże się w ramach retconu Człowiekiem-nietoperzem z DC Universe, ale tak się nie stało. Ta seria wydawana jest teraz pod banderą Elseworlds i dostała nawet serialowy spin-off w postaci „Pingwina”.
Mimo to, dopóki James Gunn dowoził, fani akceptowali ten cały galimatias.
„Peacemaker” w 2. sezonie przeistoczył się w psychoanalizę poturbowanego przez życie prostego człowieka pełnego przywar, a „Koszmarne komando” zachwycało zarówno humorem, jak i kreską, podlanymi odpowiednią dozą przerysowanej brutalności. Fani docenili pomysł Jamesa Gunna na DC Universe i dali mu kredyt zaufania, dla którego prawdziwym, zdanym testem, był oczywiście „Superman”.
Na szczęście dla reżysera jego pierwszy film z nowego cyklu okazał się sukcesem, a fani ciepło przyjęli Davida Corensweta w roli Człowieka ze Stali. Obraz nie rozbił co prawda banku i nie zbliżył się pod względem wyników box office do tych najlepszych produkcji Marvela, ale zarobił sporo kasy i dał nadzieję na to, że DCU będzie czymś lepszym od DCEU i nie będzie kopiować konkurencyjnego MCU.
A potem przyleciała „Supergirl” i wszystko zepsuła.
Kara Zor-El zaliczyła w „Supermanie” krótkie cameo, a kolejny film z cyklu był poświęcony właśnie jej. Niestety chociaż bazą był bodaj najlepszy komiks o tej postaci, czyli „Supergirl: Woman of Tomorrow”, a u boku grającej główną rolę Milly Alcock wystąpił tu uwielbiany przez fanów Jason Momoa (tym razem w roli nie Aquamana, tylko Lobo), to produkcja okazała się istną wtopą.
Dodajmy przy tym, że James Gunn drugiego filmu z cyklu DC Universe nie kręcił sam, tylko oddelegował to zadanie. Reżyserią zajął się Craig Gillespie, a scenariusz do „Supergirl” wypuszczonej do kin w czerwcu 2026 r. napisała Ana Nogueira. Produkcja niestety nie przypadła do gustu ani krytykom, ani fanom, a do tego zarobiła śmiesznie mało pieniędzy jak na film o superbohaterach.
Chwilę później sam Spider-Man sypnął solą na ranę.
Najwięksi fani DC Universe próbowali przekonywać, że wynika to z faktu, iż mamy do czynienia z kobietą w głównej roli, ale to bzdura, skoro lata temu Gal Gadot rozbiła bank za sprawą „Wonder Woman”. Inna linia obrony Jamesa Gunna, czyli sugerująca, iż widzowie są już zmęczeni ekranizacjami jakichkolwiek komiksów, również nie ma sensu. „Supergirl” wzięła to, co najgorsze z MCU.
Po sieci krążą prześmiewcze memy porównujące wyniki finansowe nowego filmu DC Studios z produkcją Sony o Człowieku-pająku nakręconą przy współpracy z Disneyem i jego Marvel Studios, które są wręcz miażdżące. Może i kilka produkcji z MCU było paździerzowych, ale „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” z lipca 2026 r. może pochwalić się ok. 20-krotnie lepszym wynikiem niż „Supergirl”. Ałć.
Latarnie w HBO Max i światełko w tunelu
Nie bez powodu fani zastanawiają się teraz, czy uniwersum Jamesa Gunna nie zostanie zamknięte nim na dobre się rozkręci. DC Extended Universe przez cały czas istniało w cieniu Marvel Studios, a DC Universe miało być nowym rozdaniem, podczas gdy w praktyce James Gunn zaliczył srogie potknięcie już przy drugiej kinowej premierze. Sam pozostaję jednak dobrej myśli, bo to maraton, nie sprint.
Do serwisu HBO Max trafił już pierwszy odcinek „Latarni”, czyli ekranizacji komiksów z serii „Green Lantern”, a my dostaliśmy produkcję nawiązującą tematycznie do najlepszych sezonów „True Detective” i tym samym inną niż wszystko, co do tej pory wyszło ze stajni DC Studios. To pokazuje, iż DC Studios ma szansę nas zachwycić, a kolejną szansą Jamesa Gunna będzie „Man of Tomorrow”.
Od cancellowanego prawaka do niewygodnego lewaka
Pytanie, czy James Gunn utrzyma się na nowym stołku, pozostaje otwarte i to nie tylko ze względu na fakt, iż wtopił w „Supergirl” masę kasy, a seriale „Waller” i „Paradise Lost” zostały podobno skasowane. Mówimy tu w końcu o reżyserze, który jako jedna z niewielu osób na świecie został „odcancellowany”, a teraz jest uważany za postępowego, liberalnego twórcę. I właśnie to może okazać się problemem.
Przypomnijmy, że w czasach, gdy James Gunn pracował przy „Strażnikach Galaktyki”, internauci wyciągnęli jego stare wpisy z social mediów pełne czarnego humoru niskich lotów. W rezultacie Disney go zwolnił, by jakiś czas później znów go zatrudnić w Marvel Studios i w tym okresie został zwerbowany przez DC do pracy przy „The Suicide Squad”, by później zostać szefem DC Studios.
Czytaj inne nasze teksty o DC Studios:
Paramount, mocno związany z amerykańską administracją, której liberalną nazwać nie sposób, od dawna z kolei walczy, by przejąć Warner Bros. (co próbował zrobić Netflix, uważany za firmę, hm, postępową, ale ta pod naporem w końcu się poddała). Jeśli transakcja dojdzie do skutku, to nie zdziwię się, jeśli James Gunn, który widzi w Supermanie imigranta, okaże się dla nowych konserwatywnych właścicieli… niewygodny.
Warto na koniec dodać, że wielu fanów kieruje w stronę twórcy DC Universe kolejne zastrzeżenia. Uważają chociażby, że „Peacemaker” dostał 2. sezon tylko dlatego, że w serialu gra obecna żona szefa DC Studios, Jennifer Holland, a przy tym nie pozostawiają suchej nitki na materiale promującym „Supergirl”, który zdradził, iż podczas prac nad filmem wykorzystywano AI. No i nazywają Jamesa Gunna hipokrytą.
Zdjęcie główne zostało zmodyfikowane przy użyciu sztucznej inteligencji.
Dziennikarz działu technologie, w Grupie Spider’s Web od 2012 r. Ekspert w tematyce Apple'a, który w swoich tekstach skupia się również na telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą działu Spider's Web Rozrywka, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.