James Gunn ściąga od Disneya, ale tym razem DC nie naśladuje Marvela, tylko Star Wars
James Gunn wyjaśnił, jak to możliwe, że „Peacemaker” jest częścią zarówno DCEU, jak i DCU. Zastosował trik, który wykorzystał wcześniej Disney, ale nie w Marvelu, tylko przy cyklu „Star Wars”. Architekt nowego DC Universe przyznał się też, iż to z jego winy stare DC Extended Universe było niespójne. Tylko czy można mieć mu to za złe?

DC Extended Universe to seria, która rozpoczęła się wraz z filmem „Man of Steel” w 2013 r., a zakończyła dekadę później wraz z premierą „Aquamana 2” z 2023 r. Warner Bros. uznało, że w obliczu kiepskich wyników finansowych i niezbyt pochlebnych ocen kolejnych produkcji pora na reboot. DC Studios zatrudniło Jamesa Gunna wraz z Peterem Safranem, by ci wspólnie zarządzali ekranizacjami komiksów o Supermanie i Batmanie oraz innych bohaterach ze stajni DC.
Obaj panowie uznali, że w roli Człowieka ze Stali i Mrocznego Rycerza obsadzą nowych aktorów, przez co Henry Cavill nie będzie już grał Clarka Kenta, a Ben Affleck, czy też raczej George Clooney, nie powrócą do roli Bruce’a Wayne’a. Zapowiedzieli nowe rozdanie i dziesięć projektów składających się na pierwszy rozdział ich nowego DC Universe o nazwie „Bogowie i potwory”. Problem w tym, że ich nowy cykl wcale nie jest taki nowy. Winny jest temu „Peacemaker”.
Peacemaker z początku był częścią tego starego DC Exteneded Universe.
To w końcu spin-off „The Suicide Squad” w reżyserii Jamesa Gunna z 2021 r., który nakręcił kinowy obraz zaraz po tym, jak został zwolniony (na chwilę) z Marvel Studios. Co zaś ciekawe, zaczął on pracę nad serialem jeszcze przed premierą filmu kręconego na potrzeby cyklu DC Extended Universe, a 1. sezon trafił do serwisu HBO Max w 2022 r. W scenie po napisach pojawili się obok Chrisa Smitha a.k.a. Peacemakera nawet członkowie Ligi Sprawiedliwości z DCEU.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone ekranizacjom komiksów DC:
Już po tym, jak James Gunn objął władzę nad DC Studios w 2023 r., okazało się, że chociaż zaplanowano reboot uniwersum, to i tak nie zamierza wyrzucać z kanonu „Peacemakera”, w którym jedną z postaci gra jego żona. Serial nie tylko nie trafił on do kosza wraz z resztą DC Extended Universe, ale też zapowiedziano kontynuację, która jest z kolei częścią… DC Universe. Aż do premiery 2. sezonu mogliśmy tylko zgadywać, jak to możliwe, ale teraz sprawa jest już jasna.
Pierwszy sezon Peacemakera również jest częścią DCU, ale z drobnymi zmianami.
Reżyser postanowił retroaktywnie zmodyfikować wybrane sceny z .1. sezonu „Peacemakera” tak, aby serial się dopasował do jego nowego uniwersum. Ligę Sprawiedliwości w finale debiutanckiej serii zastąpiono Gangiem Sprawiedliwości, w którego skład wchodzą Mr. Terrific, Hawkgirl i Guy Gardner a.k.a. Zielona Latarnia. Wspierali ich również nowi Superman oraz Supergirl. Podmieniono też kilka dialogów, aby lepiej pasowały do kontekstu DC Universe.
Dowiedzieliśmy się o tym z kolei podczas seansu otwarcia serii „Peacemakera”, gdyż poprawione sceny pojawiły się w podsumowaniu 1. sezonu. To w sumie eleganckie rozwiązanie. Okazuje się, że niemal identyczne wydarzenia miały miejsce zarówno w DC Extended Universe, jak i w DC Universe. Co zaś ciekawe, nie dotyczy to wyłącznie serialu, gdyż już wcześniej w animacji „Koszmarne Komando” znalazły się odniesienia do Ligi samobójców w interpretacji Jamesa Gunna.
Spoiwem łączącym DC Universe jest Rick Flag Sr.
To właśnie on jest głównym bohaterem „Koszmarnego Komando”, czyli animacji, która była pierwszym projektem z cyklu DC Universe. Jest on przy tym ojcem Ricka Flaga Jr-a, którego Peacemaker zabił w „The Suicide Squad”. Pojawia się potem zarówno w „Supermanie”, jak i w 2. sezonie „Peacemakera”. Z początku stał po stronie metaludzi, ale z czasem przestał pałać miłością do superbohaterów i po przejęciu kontroli nad organizacją A.R.G.U.S. zaczął śledzić Chrisa Smitha.
W przypadku „The Suicide Squad” nie doczekaliśmy się jednak nowych scen i nie ma pewności, iż przedstawione w tym filmie wydarzenia potoczyły się w DC Universe dokładnie tym samym torem, czy też nieco inaczej, ale… to nie jest istotne. Twórca nowego DC Universe przypomina co rusz, że przecież to wszystko jest fikcja i nie ma co się na punkcie kanonu fiksować, ale uznał, że jeśli kolejne produkcje o jakichś wydarzeniach wspomną, to te staną się kanonem DCU. I tyle.
DC Studios robi z ekranizacjami DC to samo, co Disney z „Gwiezdnymi wojnami”.
Myszka Miki zaraz po przejęciu praw do marki „Star Wars” wyrzuciła poza kanon wszystkie książki, komiksy i gry wideo osadzone fabularnie w odległej galaktyce, gdyż chciała obudować epizody nakręcone przez George’a Lucasa oraz te animowane w trójwymiarze „Wojny klonów” swoimi własnymi opowieściami. Nie oznacza to jednak, że wszystkie postaci i wątki z tzw. „Expanded Universe” poszły do kosza - schowano je jedynie do szuflady, z której można je wyjąć.
Całe mnóstwo historii opisywanych wcześniej w „Expanded Universe” znalazło się w nowym kanonie „Star Wars”. Dzięki temu wiemy, że w nowej wersji odległej galaktyki kilka tysięcy lat przed filmami żył Darth Revan, bo pojawiła się wzmianka na jego temat, ale jego geneza może okazać się inna niż ta przedstawiona w grze „Knights of the Old Republic”, jeśli tylko Disney zdecyduje się opowiedzieć jego historię na nowo - ale równie dobrze może być identyczna.

James Gunn przy okazji przyznał się do tego, że „Peacemaker” nie pasował do DCEU.
Chociaż studio Warner Bros. zleciło mu nakręcenie filmu i serialu będących częścią większego cyklu, James Gunn zabrał się do tego po swojemu. W rozmowie z jednym z fanów, który poruszył temat związku „Peacemakera” z DCEU, słusznie zauważył, że tak jak dokonano kilku zmian w 1. sezonie serialu, tak w zasadzie mniej on pasował do tego poprzedniego, rozpoczętego przez Zacka Snydera niż do DCU. Trudno go jednak winić za to, że nie chciał się do niego dopasowywać.
„The Suicide Squad” miało premierę w 2022 r. i na tym etapie rozwoju DC Extended Universe filmy w ramach tego cyklu i tak nie były ze sobą spójne. Z kolei zmienianie wydanych już produkcji post factum to dla Warner Bros. również nie pierwszyzna. Dzięki temu powstała w końcu inna wersja filmu „Liga sprawiedliwości”, czyli „Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera” (tzw. „Snyder Cut”), która w żadnym razie nie była częścią DC Extended Universe.
A co w takim razie z multiwersum w „Peacemakerze”?
To, że podobne wydarzenia miały miejsce zarówno w DC Extended Universe, jak i w DC Universe można próbować tłumaczyć tym, że to dwa różne wszechświaty istniejące w ramach multiwersum. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by uznać, że to dwa uniwersa w ramach dwóch różnych multiwersów, jak to ma miejsce w przypadku ekranizacji Marvela. Okazuje się bowiem, że w multiwersum Sony z serii „Spider-Verse” miały miejsce te same wydarzenia, co w MCU…
James Gunn z kolei nie próbuje w ten sposób tego tłumaczyć, bo chce, tak po prostu, opowiadać fajne historie. W dodatku koncept wieloświatu będący nieodłączną częścią komiksów o superbohaterach wyeksploatował już do granic możliwości konkurencyjny Disney właśnie w cyklu Marvel Cinematic Universe, a widzowie mają go dosyć. W tym kontekście najciekawsze jest jednak to, iż w 2. sezonie „Peacemakera” motyw multiwersum… i tak się pojawia.
Chris Smith ma w domu portal do przestrzeni między wymiarami, która jest jakoś powiązana z więzieniem Lexa Luthora z filmu „Superman”. Dzięki niej bohater z DC Universe trafił do innego świata, ale nie jest to rzeczywistość z DC Extended Universe, tylko… jeszcze inna Ziemia, na którym jego brat i ojciec nadal żyją. A do czego to doprowadziło - tego dowiecie się z .2. sezonu serialu „Peacemaker”, którego nowy odcinek wylądował już zgodnie z harmonogramem w serwisie HBO Max.