REKLAMA

"Władca Pierścieni" od Amazona nową "Grą o tron"? Tych błędów muszą wystrzegać się twórcy

Amazon przetarł szlaki już w tworzonych przez siebie światach fantasy, ostatnią jego produkcją było "Koło czasu". Jeśli ma nadzieję stworzyć własną "Grę o tron" to musi jednak bardzo się postarać - czy uda się to z nadchodzącym wielkimi krokami "Władcą Pierścieni"?

władca pierścieni Amazon nowa gra o tron
REKLAMA

"Kołem czasu" Amazon po raz drugi próbuje stworzyć własną "Grę o tron". Nie wyszło to najlepiej, przez co warto zastanowić się, czy z "Władcą Pierścieni" będzie inaczej.

REKLAMA

Potrzebujemy nowej "Gry o tron" - powiedział Jeff Bezos i nie pozwolił swoim pracownikom wyjść nawet do toalety, dopóki nie wymyślą seriali, które mogłyby dorównać popularnością produkcji HBO. Taki obrót spraw tłumaczyłby marną jakość "Carnival Row" i "Koła czasu". W wyścigu ze wspomnianym tytułem przepadają one w przedbiegach, a to powinno wywołać dreszcz niepokoju wśród fanów czekających na "Władcę Pierścieni".

Szukając swojej "Gry o tron", w dwóch dotychczasowych próbach, Amazon popełnił mnóstwo błędów, których uniknął serial HBO, a nawet Netflix. Streamingowy gigant też chciał mieć co zaoferować fanom fantasy i sięgnął po prozę Andrzeja Sapkowskiego. Po pierwszym sezonie "Wiedźmina" widzowie co prawda narzekali, że twórcy prowadzą opowieść mało klarownie, a CGI pozostawia wiele do życzenia. Co z tego, skoro platforma trafiła na żyłę złota i teraz eksploatuje świat przedstawiony nie tylko w jednym tytule, ale też jego spin-offach, za każdym razem wzbudzając ekscytację użytkowników serwisu.

Władca Pierścieni od Amazona. Tych błędów nie powinni popełnić twórcy

Po co komu nowa Gra o tron?

Netflix ma więc swoją "Grę o tron", chociaż droga do jej znalezienia była długa i kręta. Wiodła nawet przez wykupienie od SyFy adaptacji innego dzieła George'a R.R. Martina i... podkupienie twórców serialu HBO. Prime Video ma jednak o wiele bardziej ograniczoną bibliotekę produkcji oryginalnych, więc potrzebuje bezpieczniejszych rozwiązań. Znalezienie odpowiedniej formuły idzie mu na razie o wiele gorzej. Za sprawą "See" prześcignęło go nawet Apple TV+.

Amazon chyba wciąż nie rozumie, co uczyniło "Grę o tron" popkulturowym fenomenem i mokrym snem włodarzy platform streamingowych. Był to przecież serial, o którym przez cały czas jego trwania mówili wszyscy. Tytuł HBO zmienił obraz telewizji, wywołując rewolucję w formacie produkcji odcinkowych. Tak skomplikowanej, wielowątkowej narracji jeszcze na małym ekranie nie było. Do tego doszło odważne podejmowanie "dorosłych" tematów - nie brakowało przemocy, seksu i innych atrakcji. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy kolejnych epizodów, zastanawiając się, kogo z naszych ulubionych bohaterów, twórcy uśmiercą tym razem.

Amazon potrzebuje lepszego fantasy

Serialom Amazona brakuje przede wszystkim tej właśnie odwagi. "Carnival Row" wygląda przy "Grze o tron" jak serial dla dzieci. Infantylne przesłanie o tolerancji idzie w parze z życzeniowym mrokiem świata przedstawionego. Mamy tu wątek kryminalny, mamy brudną politykę, mamy podział społeczeństwa i mamy w końcu fantastyczne istoty. Tylko co z tego, skoro wyszła mało zjadliwa papka, pozbawiona własnego charakteru? Wciąż lepiej niż "Przeklęta", ale to akurat nie jest wysoko zawieszona poprzeczka.

Carnival Row - Prime Video - zwiastun

Co prawda Amazon zatrudnił Orlando Blooma, aby ten przyciągał widzów przed ekrany, ale aktor sam nie wydaje się przekonany, do tego, co przyszło mu zagrać. Prime Video powinno wyciągnąć odpowiednie wnioski - obecność gwiazdy nie wyniesie miałkiego scenariusza ponad przeciętność. No chyba, że skróci się ją o głowę w jednym z pierwszych odcinków, jak to miało miejsce w przypadku Seana Beana wcielającego się w Eddarda Starka w "Grze o tron". Niestety platforma Bezosa poszła w zaparte i w "Kole czasu" zobaczymy Rosamund Pike. Ciągle w dodatku znudzoną.

Koło czasu nie wygląda, jakby Amazon wyciągnął wnioski z Carnival Row

Pike wygląda jakby do końca nie wiedziała co robi na planie "Koła czasu". Jej mina mówi: dajcie mi pieniądze i puśćcie do domu. I tak przez wszystkie udostępnione na razie odcinki. Na jej obronę warto dodać, że nie dostała zbyt wiele do grania. Bo adaptacja 14-tomowej serii książek Roberta Jordana wciąż jeszcze szuka własnej drogi. Twórcy korzystają z wyświechtanych, gatunkowych klisz i nie potrafią tchnąć w nie nowej energii. Ewidentnie ciąży im nadmiar postaci i wątków.

Koło czasu - Prime Video - zwiastun

W "Grze o tron" ta narracja od początku się zazębiała. Nawet kiedy już wszyscy ruszyli własną drogą, to poruszane wątki były ze sobą połączone. W "Kole czasu" poszczególne linie fabularne prowadzone są, cóż, każda sobie. Trochę w stylu telenoweli, gdzie są przerywane, gdy zaczyna dziać się coś ciekawego, aby potem do nich powrócić i rozładować napięcie. W serialu HBO twórcy poszerzali świat przedstawiony poprzez akcję. Tutaj w jego bogactwo musimy wierzyć na słowo.

"Carnival Row" cierpi na tę samą bolączkę. Tak jak "Koło czasu" serial zanudzi widza na śmierć, zanim coś się zacznie dziać. Nie ma w tych produkcjach haczyków na widzów, bo światy przedstawione wydają się ubogie, a ich mitologie wybrakowane. Tego w "Grze o tron" nie było. I nie może też być w nadchodzącym "Władcy Pierścieni". W końcu w trylogiach Petera Jacksona widzieliśmy jakie Śródziemie jest bogate, teraz nie zgodzimy się więc na dotychczasowe półśrodki.

Serialowy Władca Pierścieni ma szansę się udać

Optymizmem co prawda napawają doniesienia o rozbuchanym budżecie serialowego "Władcy Pierścieni". Co z tego skoro każdy z odcinków "Koła czasu" kosztował 10 mln dol.? Jest to kwota, którą "Gra o tron" osiągnęła dopiero w 6. sezonie (w finałowej odsłonie wzrosła ona do 15 mln dol.), a twórcy i tak nie potrafili jej dobrze wykorzystać. Pieniądze wydali na fajerwerki CGI, ale nie udaje im się nimi przykryć fabularnych niedociągnięć.

Wypada więc mocno trzymać kciuki, aby słowa o rozmachu produkcji jednej z aktorek zaangażowanych we "Władcę Pierścieni" nie okazały się na wyrost. I oczywiście, żeby pojawiły się te sceny erotyczne, które swego czasu wywołały sporo kontrowersji. Nie zapomnijmy bowiem, że "Gra o tron" zawdzięcza swój sukces przede wszystkim cyckom. Cyckom i smokom. Twórcy serialu HBO wiedzieli, jak zrobić z nich dobry użytek. Oby tutaj było tak samo, bo inaczej te niecałe 500 mln dol. można by równie dobrze wyrzucić w błoto.

REKLAMA

Tekst opublikowano w listopadzie 2021.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA