REKLAMA

"Monachium: W obliczu wojny" jak nudna lekcja WoS-u. Oceniamy thriller szpiegowski Netfliksa

"Monachium: W obliczu wojny" jest już na Netfliksie. To thriller szpiegowski, w którym dwóch dyplomatów próbuje nie dopuścić do wybuchu II wojny światowej. Wszyscy wiemy, jak to się skończy, a twórcy niewiele robią, aby utrzymać naszą uwagę. Z naszej recenzji dowiecie się, dlaczego nie warto tego filmu oglądać.

monachium w obliczu wojny netflix recenzja
REKLAMA

Monachium: W obliczu wojny” zabiera nas za polityczne kulisy układu monachijskiego. W pewnym momencie słychać w filmie sprzeciw wobec ciągłych rozmów, negocjacji i porozumień. Czas zacząć działać – uznaje jeden z bohaterów. Problem w tym, że cała produkcja opiera się na… gadaniu. Dialogi to jedyne narzędzie narracyjne, jakie wykorzystują twórcy. Coś, co miało być emocjonującym thrillerem szpiegowskim, zmienia się w historyczno-filozoficzną pogadankę prowadzoną z urokiem nieudolnego belfra z liceum.

Twórcy wpisują opowieść o dwóch fikcyjnych dyplomatach w fabułę opartą na prawdziwych wydarzeniach, które w 1938 roku doprowadziły do przyłączenia części terytorium Czechosłowacji do Rzeszy Niemieckiej. Główni bohaterowie próbują zapobiec wybuchowi wojny. Wszyscy wiemy, że ich starania skazane są na porażkę. W takiej sytuacji filmowcy stają przed trudnym, choć nie niemożliwym zadaniem. Muszą w jakiś sposób utrzymać naszą uwagę do końca seansu. Mogliby hollywoodzkimi metodami zagęszczać atmosferę jak Bryan Singer w „Walkirii” albo pokusić się o zaserwowanie nam historii alternatywnej jak Quentin Tarantino w „Bękartach wojny”. Robert Harris, autor scenariusza na podstawie własnej powieści, nie ma jednak takich ambicji i Christianowi Schwochowowi pozostaje jedynie utknąć w sferze abstrakcji.

REKLAMA

Monachium: W obliczu wojny - recenzja filmu Netfliksa

Próżno szukać tu zabiegów mających dać nam znać, o jaką stawkę toczy się polityczna rozgrywka. Wszystko, co otrzymujemy, to słowa premiera o tym, jak straszna była wielka wojna i że nie chce on pozwolić, aby ta tragedia się powtórzyła. Gdybyśmy nie znali historii, „Monachium: W obliczu wojny” byłoby niemal całkowicie pozbawione napięcia, a działania protagonistów w ogóle by nas nie obeszły.

Nie mamy jednak do czynienia z przypadkiem beznadziejnym. Jest coś przerażającego w scenie, kiedy nazistowscy żołnierze znęcają się nad Żydami, każąc im myć chodnik. Nie brakuje dekadenckiego uroku w spotkaniu członków niemieckiego ruchu oporu, a gdy premier Chamberlain zmierza na przemówienie w Izbie Gmin, atmosfera gęstnieje z każdą kolejną sekundą. Im bliżej końca, tym jednak gorzej, bo film zmienia się w relatywistyczne rozważania na temat wyświechtanego pytania: czy gdybyś miał okazję, zabiłbyś Hitlera, zanim on wywoła wojnę?

Monachium: W obliczu wojny - Netflix - zwiastun
REKLAMA

Jest tu kilka zwrotów akcji mogących zaskoczyć widzów. Z każdą sceną ulatują jednak nadzieje na wciągającą opowieść. Narracja wyprana jest bowiem z emocji. W pewnym momencie Chamberlain mówi do jednego z bohaterów, że dał mu lekcję z politycznego realizmu. Twórcy zapewne życzyliby sobie, aby „Monachium: W obliczu wojny” tym właśnie było. Zamiast tego wyszła im lekcja wiedzy o społeczeństwie, podczas której zaśnie nawet największy kujon.

"Monachium: W obliczu wojny" obejrzycie na Netfliksie.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA