Jak odrodził się Kult? Prosto! Za to Kazik "zdziadział"
Gdyby ktoś jeszcze rok temu zapytał mnie o kondycję Kazimierza Staszewskiego, odpowiedziałbym parafrazując jego własny tekst: "Kazik też się sypie, to osobny rozdział". Zdanie podtrzymuję, chociaż nowy Kult puszczam sobie kolejny raz z nieskrywaną przyjemnością.
Od dłuższego czasu staram się nie patrzeć na zespoły "okołokazikowe" (Kult, KNŻ, El Dupa i do pewnego momentu Buldog) przez pryzmat nieszczęśliwych wydarzeń sprzed premiery płyty Hurra. Staszewski napsuł krwi sobie mniej więcej tyle, co fanom, a wielu słuchaczy obraziło się odbijając sobie wyzwiska w wytykaniu krążkowi wszelakich błędów. Według mnie to melodia przeszłości, a ostatecznym zamknięciem afery było przyznanie się ostatnio wokalisty, że teraz do sprawy podchodzi inaczej i nie zareagowałby już tak, jak kiedyś. Niestety, są też inne czynniki, z grupy jak najbardziej muzycznej, które nie pozwalają mi patrzeć na obecny Kult tak, jak bym tego chciał, nie po miłości do niemal wszystkich wydawnictw aż do Ostatecznego Krachu Systemu Korporacji.
