REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Dzieje się

PKP zgłosiło artystkę na policję, bo haftowała w pociągu

Polska artystka Monika Drożyńska poinformowała, że PKP zgłosiła ją na policję za to, iż wykonuje swoje haftowane prace na zagłówkach w pociągach. PKP, weź się ogarnij, bo tracisz świetną okazję na ocieplenie wizerunku.

05.07.2024
12:29
drozynska pkp
REKLAMA

O co w ogóle tu chodzi? Monika Drożyńska to polska artystka wizualna, która technikę haftu wykorzystuje jako materiał piśmienniczy. A mówiąc prościej, artystka robi hafty z najczęściej chwytliwymi hasłami, słownymi dowcipami i sloganami. Jej prace często są krytyczne wobec otaczającej jej rzeczywistości, ale nie brakuje im (czasem życzliwej, czasem sardonicznej) afirmacji życia. Spójrzcie sami:

REKLAMA

PKP do Moniki Drożyńskiej: jesteś na policji

Częścią jej działalności, chyba najchętniej komentowanej w mediach społecznościowych, są hafty w pociągach. Artystka w trakcie swoich podróży PKP łapie do ręki pokrowce na zagłówki ochraniające górną część foteli i haftuje na nich. Najczęściej są to cytaty lub pesymistyczne (choć dowcipne) komentarze. Może dlatego, że robi to w pośpiechu i prace sprawiają wrażenie niechlujnych, często spotyka się z oskarżeniami o wandalizm. Komentujący zarzucają jej, że te jej dzieła to nic innego jak niszczenie publicznego mienia. Z tego samego założenia najwyraźniej wyszło PKP, które zdecydowało się zgłosić sprawę na policję.

Spółka PKP zgłosiła na policję moje haftowanie na zagłówkach z prośbą o ukaranie. Odbyłam spotkanie na komendzie, gdzie złożyłam zeznania, nie przyznając się do winy, wyjaśniając, czym jest haftowanie w pociągach. Moje zeznania zostały odesłane do Warszawy. Wiem z rozmowy z policjantką, że do sądu została skierowana prośba o ukaranie

– mówi artystka.

Artystka dodaje, że nie otrzymała jeszcze wezwania do sądu.

O początkach haftowania w komunikacji zbiorowej artystka opowiada nam tak:

Już wcześniej szukałam tkanin które są dostępne w przestrzeni publicznej, bo chciałam na nich haftować. Firanki, zasłony, obrusy prawie nigdzie ich nie ma. No i jedziemy tym pociągiem a tu taka piękna dostępna dla mojej igły tkanina wisi nad głową mojego syna. Tak to się zaczęło i nadal trwa. Traktuję to podróżnicze haftowanie jako interwencję artystyczna i aktywizm.

Oczywiście internauci będą się sprzeczać, czy to przystoi artystce niszczyć własność publiczną, jednak są to sprzeczki jałowe. Częścią gry, jaką Monika Drożyńska podejmuje tymi pracami, jest przygotowywanie ich „na nielegalu”.  Sama artystka mówi zresztą, że bardzo interesujące jest, co konkretnie oburza widzów.

REKLAMA

Hafty można spruć w 5 sekund. Wiec nie chodzi tu o formę a o estetykę. Gdybym ładnie haftowała starannie może nawet z kwiatem to nawet ta nielegalność była by mi wybaczona, ale nie zamierzam tego zmieniać.  

- komentuje Drożyńska

Ten dreszczyk kontrowersji, jaki budzi przyozdabianie pociągu, jest jak najbardziej pożądany, a ewentualne szkody, jakie powoduje, mieszczą się pewnie w 100 złotych. Nie sprawdzajcie proszę, ile jej prace mogą być warte. PKP traci więc okazję, aby milczeć i cicho kibicować artystce, aby haftowała jak najwięcej. A gdzieś w nieokreślonej przyszłości przygotować mobilną wystawę jej pracy. Bo gdzieś po drodze zapomniałem wspomnieć, że Drożyńska jest artystką bardzo uznaną.

Gdy poprosiłem Drożyńską o komentarz do tej konkretnie sprawy, na początku odpowiedziała mi lapidarnie: "cóż mogę powiedzieć, demoluję pociągi Tuwimem".  

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA