Blade Runner 2049 to najbardziej wyczekiwany przeze mnie film tego roku. Tyle rzeczy może przecież pójść nie tak, twórcy muszą czuć ogromną presję ze strony fanów. Wygląda jednak na to, że nie będziemy rozczarowani.

Aż trudno w to uwierzyć, ale Łowca androidów był… kinową klapą. Film ledwie na siebie zarobił i przeszedłby niezauważony gdyby nie drugie życie, które zyskał dzięki emisjom w telewizji i obecności na kasetach VHS. Dopiero za drugim podejściem publika zauważyła to cyberpunkowe arcydzieło Ridleya Scotta, a i tak nie ujrzała go w pełnej krasie.
Film został - mimo protestów Scotta - przemontowany przez producenta. Co więcej, Ridley Scott miał ograniczony wpływ na przemontowaną wersję reżyserską (sic!) i dopiero trzecia wersja filmu, oznaczona jako Final Cut, w końcu opowiedziała tę historię we właściwy sposób. Historię poruszającą, ponadczasową i zrealizowaną w niepowtarzalny, fascynujący sposób.
Łowca androidów (w wersji Final Cut) kończy się w idealnym momencie. Pozostawia widza w zadumie nad społeczeństwem i ludzkością, ale też pozwala wyobraźni na samodzielne dopisanie dalszych losów głównych postaci. To film, który wiele zyskiwał przez brak ciągu dalszego. A ten ciąg dalszy właśnie nakręcono.
Nadal boję się filmu Blade Runner 2049. Te opinie są jednak dla mnie bardzo krzepiące.
Boję się obdarcia pierwowzoru z tej magicznej tajemniczości, którą tak umiejętnie hipnotyzował. Zamiast samodzielnie dumać nad dalszymi losami Ricka Deckarda i towarzyszącej mu postaci po prostu dowiem się, co się im przydarzyło. Blade Runner 2049 musi mi zapewnić bardzo wiele, by tę potencjalną stratę zbilansować. Do tej pory wiele wskazywało na to, że ma ku temu wielkie szanse. Teraz humor poprawił mi… Twitter.
Niektórzy przedstawiciele czołowych amerykańskich mediów widzieli już film. I choć nadal nie mogą o nim pisać (seanse przedpremierowe zazwyczaj wiążą się z podpisaniem umowy o milczenie do konkretnego dnia), to najwyraźniej embargo informacyjne przestało dotyczyć krótkich opinii na mediach społecznościowych. I… o rany.
Dziennikarze prześcigają się w wyrażaniu entuzjazmu. Wszyscy, bez wyjątku, piszą o filmie w największych superlatywach. Że nie rozczarowuje, że jest na równie ekstremalnie wysokim poziomie, że fabuła i narracja stoją na najwyższym poziomie. Nie zabrakło nawet stwierdzenia „przełomowe arcydzieło science-fiction”. Zobaczcie sami. Miód na moje serce:
Good news! BLADE RUNNER 2049 is a terrific continuation and expansion of the orig. Wasn't hoping for much, ended up LOVING it. (Even Leto!)
— Jordan Hoffman (@jhoffman) 26 września 2017
BLADE RUNNER 2049 is great. The third act is . Denis' run continues.
— Brandon Norwood (@bwood0824) 26 września 2017
BLADE RUNNER 2049: The thrill of mood and extensional joys of self-reflection. Villeneuve’s slow-burn obsessions have never felt more SEEN.
— Jason (@jasonosia) 26 września 2017
.@BladeRunner 2049 is phenomenal. Visually mind-blowing sci-fi w/ noir roots shining through in a tight, twisty mystery. Best of 2017 so far pic.twitter.com/kT4ZzWWlOQ
— (((Eric Eisenberg))) (@eeisenberg) 26 września 2017
Our own @JimmytotheO calls @bladerunner "Astonishing... More than just a visual wonder, it's a groundbreaking science fiction masterpiece." pic.twitter.com/ulDJYJzMqT
— JoBlo.com (@joblocom) 26 września 2017
#BladeRunner2049 was one of the most mind-blowing films I've seen. It's breathtaking and transportive. Denis Villeneuve has a masterpiece.
— Jenna Busch (@JennaBusch) 26 września 2017
I've seen Blade Runner 2049 and it's FUCKING INCREDIBLE.
— Kevin Polowy (@djkevlar) 26 września 2017
BLADE RUNNER 2049 is sci-fi masterpiece; the kind of deep-cut genre film we don't see anymore. Visually mind blowing, absolutely fantastic pic.twitter.com/A1d6ohmj3s
— ErikDavis (@ErikDavis) 26 września 2017
Blade Runner 2049 w polskich kinach pojawi się w przyszły piątek, tj. 6 października. Nie będę nawet próbował ukrywać, że nie mogę się doczekać.