Ależ niespodzianka od HBO Max. Dziki, hitowy horror pojawił się bez żadnej zapowiedzi
HBO Max ma dla swoich subskrybentów zaskakujący prezent. W bibliotece wylądował właśnie jeden z największych hitów zeszłego lata - szeroko dyskutowany, ale i przeważnie doceniany horror od Danny’ego Boyle’a i Alexa Garlanda. Chodzi, rzecz jasna, o wspaniałe „28 lat później”.

To dość zaskakujące ze strony HBO Max, że w żaden sposób nie zapowiadali i nie promowali tak dużej premiery - niewątpliwie jednej z największych nowości w serwisie w ostatnich tygodniach. Nawet w rozpisce nowości dla mediów, którą otrzymaliśmy na początku miesiąca, próżno było szukać tego tytułu - serwis wspomniał jedynie o planach na dodanie dwóch pierwszych odsłon serii („28 dni później” i „28 tygodni później”) właśnie 13 lutego. Cóż, być może sami nie byli pewni, czy nową produkcję uda im się dodać do biblioteki również tego samego dnia? Tak czy inaczej - tak właśnie się stało.
I jest to wspaniała wiadomość dla wszystkich miłośników kina nietuzinkowego, szalonego, wyrywającego się ze schematów i konwencji. Choć opinie widowni były dość podzielone (z przewagą tych pozytywnych), ja dołączam do chóru zdecydowanie zachwyconych odbiorców.
28 lat później - co obejrzeć w HBO Max?
Bo „28 lat później” to dzika, w pełni autorska wizja Boyle’a i Garlanda. Film na przecięciu kontrolowanego kiczu i wizjonerstwa, sequel o własnym, unikalnym stylu i charakterze, wizualnie oszałamiający, stylowo-kwasowy, całościowo wyjątkowy - to z całą pewnością jeden z najbardziej oryginalnych filmów o zombie w historii. A przy okazji: piękna, poruszająca opowieść o śmierci, o jej doświadczaniu, godzeniu się z nią, oswajaniu jej. O rodzinie, dorastaniu i współczesnych brytyjskich lękach i bolączkach. Niezwykłe doświadczenie, przeplatające wzruszenie z grozą. Odświeżające, znakomicie zagrane.
Nie dajcie sobie wmówić, że to film o niczym - treści w tej przebogatej, eksperymentalnej formie jest mnóstwo. Wystarczy dać się porwać zerwanemu ze smyczy Boyle’owi, zanurzyć się wraz z nim w tej osobliwej wizji z otwartą głową. Wówczas odkryjecie sporo, sporo dobrego. Warstwa po warstwie.
Jasne, obrazowi nie brakuje potknięć - ale za każdym razem już po chwili na ekranie dzieje się coś, co wynagradza je widzowi z nawiązką. Tym bardziej fascynujące jest to dzieło: niedoskonałe, a przecież ocierające się o geniusz. A przy tym wszystkim sprawne na płaszczyźnie gatunkowej: krwawe, brutalne, bezbłędnie zainscenizowane i wyreżyserowane. Wreszcie: fenomenalnie zagrane. Tu prym wiedzie Ralph Fiennes w roli doktora Iana Kelsona (jednak prawdziwy popis da dopiero w kolejnej odsłonie, „Świątyni Kości”, która zapewne również wyląduje w HBO Max na przestrzeni kilku miesięcy).
Jak nietrudno się domyślić - osobiście zostałem wielkim fanem tego filmu i jego kontynuacji. Wybaczcie, ale oryginał, tym bardziej po latach, nie ma do nich podjazdu. I choć rozumiem też tych, którzy na ten tytuł narzekają, bo, jak to często z eksperymentami bywa, sporo tu zagrań i pomysłów, które donikąd nie prowadzą - ostatecznie jednak całość stawia na swoim, wybrania się na każdym polu, dostarcza ekscytacji, rozrywki, wrażeń i refleksji, których nikt nie spodziewałby się po filmie o zombie w 2025-2026 r. Unikat, fenomen i obłąkańcza jazda bez trzymanki. Panie Boyle, prosimy o więcej takich niekontrolowanych przebłysków pańskich wizji. Kino potrzebuje takiej odwagi i kreatywności.
Niezmiennie zachęcam do seansu. Użytkownicy HBO Max - jeśli szukacie seansu na weekend, sprawdźcie „28 dni później”. Nawet jeśli wam się nie spodoba, z całą pewnością nie będziecie narzekać na nudę.
Czytaj więcej:
- Bożena Dykiel nie żyje. Aktorka miała 77 lat
- Nowy kryminał Prime Video może być hitem dopiero po czasie. Mnie też to wkurza
- Prime Video z mocnymi nowościami na 2026 rok. Robi wrażenie
- Nowy dreszczowiec rozgromił użytkowników Netfliksa. Kolejny sezon ma być ASAP
- Jerzy Ziętek w serialu Netfliksa ratował ołowiane dzieci. Jak było naprawdę?







































