REKLAMA

Kiedyś chwaliłem iTunes. Dziś zmieniam zdanie

iTunes postrzegałem jako cyfrowy sklep, który traktuje klienta w sposób wyjątkowo uczciwy. Tymczasem dziś natrafiłem na sytuację, która nakazuje mi zmienić pogląd.

apple
REKLAMA
REKLAMA

Z coraz większym zniecierpliwieniem patrzę na piratów cyfrowych. W czasach, gdy filmy, gry i muzyka sprzedawane były w cenach abstrakcyjnych dla przeciętnie zarabiającego Polaka rozumiałem punkt widzenia licencjosceptycznych. Dziś, gdy mamy całe katalogi gier, filmów i muzyki w zamian za niski i fajnie rozliczony abonament, nie potrafię znaleźć już żadnego dla nich usprawiedliwienia. No może poza tymi najuboższymi.

I tak za każdym razem, jak już pewnie rozsiadam się w swojej mydlanej bańce zakrzywiającej rzeczywistość, pojawia się ktoś i boleśnie mi ją przekłuwa. I powoduje, że znowu rozumiem osoby, które zamiast cyfrowego portfela wolą odpalić program do torrentów, by zdobyć nowe rozrywkowe dzieło. Boli mnie tylko, że tym razem tym bytem okazał się Apple.

Czym się różni film kupiony od filmu strumieniowanego z jakiejś usługi? Dla Apple’a - niczym.

Korzystanie z usług typu Netflix czy Prime Video jest wygodne i tanie, ale ma pewną wadę. Płacąc abonament kupujemy sobie prawo dostępu do tych usług. Nie same treści, a ich dostępność, która może ulec zmianie. Seriale, filmy i programy mogą być dodawane i usuwane, wedle aktualnego interesu usługodawcy. Ale przecież jest tanio, więc nie marudźmy.

Kupując piosenki, gry czy filmy otrzymujemy je (w teorii, o czym za chwilę) na własność. Dokonujemy jednorazowej (znacznie wyższej) opłaty i nic więcej nas już nie powinno obchodzić. Może jakieś drobne technikalia, w stylu format danych reprezentujących daną treść czy sposoby, w jakich weryfikowane jest nasze prawo do jej odtworzenia.

Jak się jednak okazuje, kupno filmu nie oznacza posiadania go na własność. Przynajmniej według polityki Apple’a.

Apple usunęło mu film, nawet nie zwróciło za to pieniędzy. Bo może.

Jak wynika z tej relacji na Twitterze (pierwszy tweet widzicie powyżej, reszta widoczna jest po kliknięciu), zawierającej zrzuty ekranowe korespondencji z Apple’em, zakupione filmy na iTunes w każdej chwili mogą być nam odebrane. W tym konkretnym przypadku Apple stracił prawa do oferowania pewnej puli tytułów na terytorium Kanady. Nie tylko usunął je ze swojej oferty – to zrozumiałe – ale też wyrzucił je z kolekcji iTunes tych użytkowników, którzy je zakupili. Firma uważa to za normalne.

Co więcej, nie zamierza się przejmować czymś takim, jak zwrot pieniędzy. W całej swojej łaskawości poszkodowanemu klientowi iTunes przyznała prawo do wypożyczenia nieodpłatnego dwóch filmów o wartości nieprzekraczającej 6 dol. i wskazała punkt w regulaminie iTunes, który uprawnia do takiego załatwienia sprawy. Po złożeniu dalszej skargi poszkodowany otrzymał prawo do wypożyczenia kolejnych dwóch filmów na tych samych warunkach.

Trzeba było czytać regulamin…

REKLAMA

Niech to będzie ostrzeżenie dla wszystkich, którzy uważają, że niektóre sprawy w Internecie można brać na logikę i zdrowy rozsądek. Trzeba czytać wiele stron umów licencyjnych, by nie dać się zrobić w balona. Zawsze i wszędzie, bo jak widać nawet tak poważana firma jak Apple tylko czeka na wykorzystanie drobnego druku z pazerności na te kilkanaście dolarów.

Albo jeszcze lepiej. Kupić odtwarzacz Blu-ray. Może i nie obejrzycie tego filmu na iPadzie, ale przynajmniej tego, który wbrew waszej woli zabierze wam zakupione filmy na płytach, będzie można zgłosić na policję.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA