Nikt nie zapłacze po Mufasie. Komiksowy „Król Lew” to nieudane przeniesienie filmowego oryginału na inny język
Jeśli chce się to zrobić dobrze, tłumaczenie hitu jednego medium na inne nie należy do łatwych. Odbywa się według dobrze znanej studentom metody kopiuj, wklej, ale też wytnij i dodać coś po drodze. I to w tych dwóch ostatnich punktach kryje się klucz do sukcesu. Jeśli się je pominie, albo nie przyłoży do nich wagi, bez problemu będzie można wyczuć nieudolność, a jego autora trzeba wtedy oblać. Dlatego też gdyby komiksowy „Król Lew” był pracą zaliczeniową, Bobbiemu JG Weissowi i Sparky’iemu Moore’owi należałoby wystawić ocenę niedostateczną.

REKLAMA
