REKLAMA

Domu dobrego Smarzowskiego nie da się oglądać. Ledwo wysiedziałem

Seans „Domu dobrego”, najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego, który właśnie trafił do HBO Max, był dla mnie przeżyciem bolesnym w sensie bardzo dosłownym: wycieńczającym psychicznie, ale i psychosomatycznie - cały ten festiwal bezwzględnej przemocy sprawia, że mięśnie sztywnieją, a niewidzialne obręcze zaciskają się na żołądku i krtani.

hbo max dom dobry
REKLAMA

W „Domu dobrym” Gośka (Agata Turkot) poznaje starszego od siebie Grześka za pośrednictwem aplikacji randkowej. Facet wydaje się idealny - oczytany, zabawny, ciepły. Okazuje się też doskonałą formą ucieczki przed bolesną codziennością, która ma twarz zapijaczonej i stosującej psychiczną przemoc matki (Agata Kulesza). Przeprowadzka, wspólne wakacje, ciąża, ślub. Czerwone flagi? No, może kilka, a z czasem coraz więcej, ale cóż, nikt nie jest doskonały.

Raj stopniowo ustępuje miejsca piekłu, by wreszcie stać się wyblakłym wspomnieniem, w które trudno uwierzyć. I tak mniej więcej po 20 minutach „Dom dobry” zmienia się w długi pokaz domowej przemocy: kłamstw, manipulacji, poniżeń, uderzeń, kopniaków, gwałtów. Kandydujący na burmistrza Grzesiek jest zabezpieczony znajomościami, a system niczego nie ułatwia. Podjęte przez Gośkę próby wyzwolenia się z jarzma permanentnego strachu i cierpienia spełzają na niczym. Kolejne dni i incydenty zlewają się w jedno. Podobnie zresztą jak sam film: scena po scenie Smarzowski funduje nam kolejne ilustracje różnych form znęcania się; nie mamy tu zatem do czynienia z klasyczną opowieścią, fabułą obejmującą rozwój akcji i postaci, a z konglomeratem nieustannie spadających na bohaterkę ciosów. 

REKLAMA

Dom dobry - opinia o filmie. Premiera w HBO Max

Tym zresztą miał być ten film: wstrząsającym doznaniem, doświadczeniem, czymś, co ma wpełznąć nam pod skórę i zostać tam po seansie, skłaniając do refleksji nad realnym problemem, który może pęcznieć za sąsiednimi drzwiami, od którego często odwraca się wzrok, bagatelizuje, ignoruje.

W 2023 roku w Polsce odnotowano ponad 77,8 tys. ofiar przemocy domowej, z czego zdecydowaną większość (74 proc.) stanowiły kobiety, a sprawcami było ponad 63 tys. osób, w większości mężczyzn (95 proc. wg policyjnych statystyk). Wśród zgłoszonych do policji ofiar w tym samym roku, 91 proc. stanowiły kobiety i dzieci. Liczba zgłoszeń, wszczętych postępowań i ujętych sprawców z roku na rok rosła. Co gorsza, to w wielu przypadkach temat zostaje zamieciony pod dywan. Istnieje duża rozbieżność między liczbą zgłoszeń do policji a faktyczną skalą zjawiska. Szacuje się, że około 400-500 kobiet rocznie ginie na skutek przemocy domowej w Polsce, a jednak cała masa przypadków nie jest zgłaszana. Osoby, którym udało się z tym uporać, przez lata mierzą się z konsekwencjami: lękiem, depresją, obniżonym poczuciem własnej wartości, traumą.

Nie można zatem nie docenić szlachetnych intencji Wojciecha Smarzowskiego; nietrudno też zrozumieć, że tak intensywną formą przekazu chciał poruszyć, a zarazem zaapelować. Miało być właśnie tak: autentycznie, dosadnie, boleśnie i bezwzględnie. Jak najbardziej realistycznie, byle tylko ten horror, z którym każdego dnia mierzy się tak wiele ofiar, uderzył nas jak najmocniej, oprzytomnił nas.

Mówić o tym należy, trzeba, choć wielu odbiorców ma wątpliwości, czy właśnie w takiej formie. Bierzemy tu pod lupę nowe dzieło popularnego twórcy, które cieszyło się rekordową popularnością. Mnożyły się wątpliwości, czy tak groteskowa wręcz dawka ekranowej przemocy, granicząca z kinem eksploatacji, na szerszą skalę odniesie skutek zgodny z oczekiwaniami.

Rozumiem to - bo kolejne slajdy tortur sprawiają, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż twórca skupia się na samej przemocy bardziej niż na ofierze (choć trzeba przyznać, że Agata - straumatyzowane DDA, osoba w żałobie, szukająca oparcia, a zatem siłą rzeczy idealizująca - to jedyna relatywnie kompletnie nakreślona postać, wiarygodna, skomponowana z doświadczeń, coś więcej niż figura). Nie ma tu żadnych nowych diagnoz, komentarzy czy propozycji; jest za to sporo szokowania które prowadzi do wręcz perwersyjnego finału. Rzecz w tym, że szczucie tego typu obrazami - dosłowne, powtarzające się - jednych straumatyzuje (lub obudzi w nich traumy obecne, ale uśpione), a innych wręcz znieczuli, zobojętni, bo, co potwierdzają niektóre opinie, po kolejnym kwadransie wchłaniania takich kadrów można się na nie uodpornić.

Smarzowski przestaje opowiadać zniuansowaną historię o człowieku, by zacząć torturować również odbiorcę pełnymi przemocy wyrywkami z zasłyszanych prawdziwych relacji. Głowię się, głowię i naprawdę nie wiem, w jaki sposób miałoby to być pomocne, wspierające i skuteczne. Nie wydaje mi się też, by rewia szokujących ujęć miała przewagę nad prawdziwą, uczciwą, pełną historią, która również, rzecz jasna, uwzględniłaby wszelkie formy przemocy oraz, przede wszystkim, ludzi z krwi i kości. Która sięgnęłaby nieco głębiej, nie przekraczając granic niebezpiecznie bliskich sferom pozbawionym empatii, wręcz fetyszyzującym (o co, żeby było jasne, Smarzowskiego nie oskarżam), ocierającym się o niesmaczne efekciarstwo. No, ale to jest już mój problem. I - tak, jestem tego świadomy - uprzywilejowana, wygodna perspektywa faceta, który nigdy nie doświadczył i najpewniej nie doświadczy niczego podobnego. Który na co dzień może czuć się znacznie pewniej i bezpieczniej, niż przeciętna kobieta - nawet ta w zdrowym, wspierającym związku.

„Dom dobry” to film o interesującej narracyjnej konstrukcji (nieobiektywna, achronologiczna), świetnie zmontowany, wybitnie zagrany przez autentycznych do cna Agatę Turkot i Tomasza Schuchardta. A zarazem skrajnie, wręcz wulgarnie sadystyczny, przesycony okrucieństwem. Trzeba jednak przyznać, ze Smarzowski przedstawia różne punkty widzenia, pozornie chaotyczną narracją portretuje pogubioną psychikę i dysocjację, pomaga widzowi lepiej zrozumieć bohaterkę, oddaje sprawiedliwość złożoności sytuacji. To chyba najlepiej wyreżyserowany obraz w karierze twórcy.

Trudno mi zatem ocenić „Dom dobry” jednoznacznie. Choć może budzić traumy, może też - nie wykluczam tego - zachęcić tych, którzy odwracają wzrok, do reakcji. Albo uświadomić komuś, że tkwi w przemocowej relacji, a jeśli tak jest, to nie będzie już lepiej, nie ma co się oszukiwać, trzeba działać, trzeba się ratować. W związku z tym jestem - mimo wszystko - zdania, że lepiej, iż ten film nakręcono, niż gdyby miał nie powstać. I chwała Wojciechowi Smarzowskiemu, że spróbował - że podjął ten niebywale przecież istotny, a zarazem trudny temat. Że raz jeszcze sięgnął po niewygodną prawdę.

Banalności natomiast nie wytykam. Bo zło i przemoc takie właśnie są - banalne.

Film obejrzycie w HBO Max i Prime Video.

REKLAMA

Dom dobry - obsada, kiedy premiera w kinach

  • Agata Turkot - Gośka
  • Tomasz Schuchardt - Grzesiek
  • Agata Kulesza - matka Gośki
  • Maria Sobocińska - Magda
  • Łukasz Gawroński - Edek
  • Arkadiusz Jakubik - ksiądz Bogdan
  • Andrzej Konopka - Zibi
  • Julia Kijowska - Halina
  • Magdalena Smalara - siostra Elżbieta / Grażyna
REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA