REKLAMA

Horrory, których nie znacie #2. „Kwaidan, czyli opowieści niesamowite” – piękna antologia strasznych opowieści

„Kwaidan” z 1964 roku, to film, który przedstawił zachodniej publiczności japońskie filmy grozy. Czerpiące z tamtejszej kinematografii hollywoodzkie i europejskie horrory, nie zawsze tego świadome, mają wiec niemały dług wdzięczności dla filmu Masaki Kobayashiego.

kwaidan horror 1964
REKLAMA

Pomiędzy dwoma swoimi najsłynniejszymi filmami, „Harakiri” i „Buntem”, japoński mistrz Masaki Kobayashi uraczył miłośników X muzy dziełem niezwykłym. „Kwaidan, czyli opowieści niesamowite”, jak sam tytuł wskazuje, to podróż do krainy baśni. Z tymże są to baśnie dla dorosłych: mroczne, niepokojące, dla niektórych widzów pewnie i przerażające na swój sposób.

REKLAMA

Choć fabuła nie jest w „Kwaidan” najważniejsza, to można z całą pewnością stwierdzić, że dzieło Kobayashiego to opowieść o przenikaniu się świata realnego z duchowym oraz tym, jakie to może mieć skutki.

„Kwaidan” oparty jest na książce Lafcadio Hearna, irlandzkiego pisarza, który u schyłku XIX wieku osiedlił się w Japonii.

„Kwaidan” jest jego zbiorem tekstów i przypowieści, które nawiązują do japońskiej mitologii oraz kultury. Można je uznać za swoiste studium folkloru Kraju Kwitnącej Wiśni wykonane przez człowieka Zachodu. Jest to więc klasyczny przykład antologii. W filmie przyjdzie nam poznać cztery historie.

W pierwszej, zatytułowanej „Czarne włosy” śledzimy losy biednego samuraja, który porzuca swą żonę i wiąże się z należącą do bogatej i poważanej rodziny kobietą.

REKLAMA
kwaidan horror

W drugiej, pod tytułem „Kobieta śniegu”, dwóch drwali próbuje jakoś przetrwać potężną zimową zamieć. Znajdują chatę i tam postanawiają przeczekać fatalne warunki. Jednak w nocy pojawia się tam zjawa – kobieta śniegu – która zabija jednego z nich. Drugiemu daruje życie, ale tylko wtedy, gdy nigdy nie powie nikomu, że ją widział.

W trzeciej, noszącej tytuł „Hoichi bez uszu”, przyjdzie nam obserwować pełną rozmachu bitwę morską, o której śpiewa tytułowy niewidomy grajek, Hoichi. Jego pieśni są tak piękne i donośne, że zostaje on wezwany po to, by zagrać je duchom żołnierzy poległych podczas wspomnianej wcześniej bitwy.

REKLAMA
kwaidan film horror

Czwarta historia zatytułowana „W filiżance herbaty” przedstawia nam samuraja, który nagle zauważa w odbiciu wody w swoim naczyniu wizerunek obcego mężczyzny. Po niedługim namyśle postanawia napić się z naczynia. Jakiś czas później ów nieznajomy pojawia się osobiście...

REKLAMA

Fabuła nie jest w „Kwaidan” równie istotna jak warstwa wizualna i kreowanie baśniowo-niepokojącej atmosfery, tym niemniej da się z powyższych historii wyciągnąć nieco pożywki dla naszych myśli.

Kobayashi mierzy się z tematem przenikania się światów żywych i umarłych, rzeczywistości i mitów, świata doczesnego oraz tego z naszych wierzeń. Przenikanie to przeważnie nie przynosi pozytywnych skutków. „Kwaidan” jest więc poniekąd przypowieścią o poszanowaniu tradycji, kultywowaniu jej, a nie niszczeniu.

REKLAMA
kwaidan czyli opowiesci niesamowite

Duchy i zjawy, które przyjdzie nam obserwować w filmie Kobayashiego są też z drugiej strony ofiarami konwenansów japońskiej tradycji i nakazów wynikających z tamtejszej kultury. Filmowe zjawy trzymają się tych wszystkich zasad nawet po śmierci, gdy przynależą już do zupełnie innego świata i wymiaru dalekiego od ludzkich więzów. Trochę tak, jakby śmierć nie była dla nich wystarczającą karą – zostali skazani na wieczną egzystencję pomiędzy światami zamknięci więzieniu tradycji.

Jednak tym, co przykuwa uwagę najbardziej jest mimo wszystko oprawa. Baśniowa atmosfera „Kwaidan” to w dużej mierze zasługa przepięknej warstwy wizualnej.

kwaidan 1964 film

Od niezwykłej scenografii, po barwne kostiumy, wspaniałą inscenizację i genialne, przełomowe, jak na tamte czasy, operowanie kolorem. Dzieło Kobayashiego to jeden z najbardziej wysmakowanych wizualnie filmów w historii kina. A już sam fakt, że reżyser postanowił tak piękną formę wykorzystać do opowiedzenia niepokojących historii grozy, stanowi ciekawy wyróżnik i wartość samą w sobie.

Dopiero lata później twórcy z całego świata zaczną przykładać równie wielką wagę do oprawy formalnej swoich horrorów. Ślady inspiracji "Kwaidan" można znaleźć zarówno u Jamesa Wana, jak i Guillermo del Toro.

REKLAMA

Także ścieżka dźwiękowa, zarówno muzyka jak i dźwięk sam w sobie, odgrywają ważną rolę w budowaniu napięcia, kreowaniu atmosfery i działaniu na emocje w „Kwaidan”. Pomimo teatralności tego dzieła, która raz na jakiś czas może być dla nas ewidentna, Kobayashi dobrze wiedział jak w pełni wykorzystać poetykę kina i skupić sedno swych opowieści w obrazach i dźwiękach.

Ci z was, którzy jeszcze nie oglądali „Kwaidan” mają przed sobą niezwykły seans. Tym bardziej, że na dobrą sprawę, to właśnie dziś jesteśmy w stanie docenić ten film w pełni, mając pod ręką w domowym zaciszu niemałe telewizory i możliwość obejrzenia „Kwaidan” co najmniej w formacie HD. Dzięki temu scenografia, kolory i szerokie plany będą mogły w pełni wybrzmieć tak jak to planował pokazać Kobayashi. Jeśli jednak zamierzacie oglądać ten film na smartfonach to lepiej sobie odpuście.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-22T13:25:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T12:21:17+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T11:36:12+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T09:58:24+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T18:23:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T17:35:03+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T15:36:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA