Nie taneczny Wanderlust od Sophie Ellis-Bextor
Odnoszę wrażenie, że brak hype’u wokół nowych wydawnictw płytowych staje się ostatnio czymś normalnym. Beyoncé pokazała, że można, tylko że żona Jay-Z może sobie na to pozwolić. I tak wszyscy wiedzą, że jej album sprzeda się tak dobrze, że rodzice Blue Ivy będą mogli kupić jej złotego konika na biegunach. No dobrze, wszystko jest ok, ponieważ mówimy o górnej półce, ale Sophie Ellis-Bextor do niej przecież nie należy. A tu z tego ni z owego, Brytyjka pojawia się z kolejnym albumem i to całkiem dobrym oraz kompletnie różnym od tego, co do tej pory nam pokazywała.

REKLAMA