Z pełną pewnością możemy powiedzieć, że „Baby Yoda” jest największą gwiazdą serialu „The Mandalorian”. Widzowie dosłownie oszaleli na jego punkcie. Teraz psycholog wyjaśnia, skąd tak wielka popularność uroczego stworka.
„The Mandalorian”, czyli pierwszy aktorski serial osadzony w świecie „Gwiezdnych wojen” zadebiutował na nowej platformie streamingowej Disney+ 12 listopada. Od tego czasu internet zalały obrazki, gify i memy z postacią pieszczotliwie nazywaną Baby Yodą z powodu podobieństwa do słynnego bohatera Gwiezdnej Sagi.

Dlaczego stworek robi taką furorę?
Amerykański magazyn The Rolling Stone zapytał o to psychologa ewolucyjnego dr Daniela J. Krugera. Ten wskazał kilka czynników. Podkreślił w szczególności to, że wybór bohatera był strzałem w dziesiątkę.
Yoda to jeden z najbardziej ukochanych bohaterów w świecie „Gwiezdnych wojen”. Sądzę, że jest powszechnie podziwiany - zaczął Kruger.
Następnie przywołał badania austriackiego etologa, Konrada Lorenza i jego teorię Kindchenschema, opisującą zestaw cech, które sprawiają, że coś jest słodkie, bo bliższe dziecięcym rysom.
Wśród różnych gatunków, które posiadają opiekę rodzicielską, możemy dostrzec cechy wspólne. Jedną z nich są duże oczy. W dziełach kultury te cechy stają się celowo wyolbrzymione. Spójrzmy chociażby na różne oblicza „Moich kucyków Pony” - porównajmy design z lat 80. z tym dzisiejszym. Dzisiejsi bohaterowie mają silniej podkreślone cechy noworodka. To właśnie ten element sprawia, że wydają nam się jeszcze słodsi - zdradził psycholog.

Sam Werner Herzog, słynny twórca filmowy, który występuje w serialu „The Mandalorian”, tak wypowiedział się o małym bohaterze w rozmowie z Variety:
Jest tak piękny, że aż łamie ci serce.
#TheMandalorian spoilers in this clip: Werner Herzog calls the surprise character everyone is freaking out over, "heartbreakingly beautiful" https://t.co/RwX3TVMqtg pic.twitter.com/mSL8Fc6GvB
— Variety (@Variety) November 15, 2019
Szaleństwo na materiały fanowskie, związane z uroczym bohaterem było tak duże, że w pewnym momencie strona umożliwiająca tworzenie animowanych gifów GIPHY uznała, że obrazki na pewno naruszają prawa autorskie, w związku z czym wszystkie materiały zniknęły z witryny.
Po kilku dniach jednak portal przywrócił wszystkie materiały, tłumacząc, że „zaszła pomyłka wynikająca z zamieszania, za co serdecznie przeprasza”. Nie dość, że Disney nie oponował, by internet zalały animowane obrazki z najsłodszym bohaterem Gwiezdnej Sagi, to jeszcze wedle amerykańskiego prawa autorskiego gify podpadają pod specjalną kategorię fair use jako wytwory transformatywne, nie negujące wartości oryginalnego dzieła i są dozwolone.
Disney nie uważa też już wspominania o istnieniu Baby Yody za spoiler. Ba! Wreszcie szykuje serię zabawek inspirowanych postacią. W sam raz na Święta.