Przy okazji zbliżających się Walentynek przypomniałam sobie o pewnym filmie. I kiedy pomyślałam, że w sumie warto byłoby go polecić, to zdałam sobie sprawę, że to chyba nie jest najlepsza propozycja na święto zakochanych. To brutalnie szczera produkcja, która po napisach końcowych zostawia ze ściśniętym gardłem i mokrymi oczami.

W ten weekend z pewnością będą królowały produkcje o miłości - w końcu to Walentynki. Niektórzy postawią na komedie romantyczne, inni wybiorą romans kostiumowy, a pozostali skuszą się na tytuł, gdzie zakochani zostają osadzeni w bardziej mrocznych realiach. Podejrzewam, że wyciskające łzy dramaty raczej nie są pierwszym wyborem widzów, którzy tego dnia planują umościć się na kanapie, wtulając się w swojego ukochanego lub ukochaną i parskać śmiechem przed ekranem, zajadając popcorn, żelki i mleczną czekoladę.
Ale gdyby jednak znaleźli się tacy, którzy chcieliby wprowadzić się w bardziej melancholijny nastrój, to warto zajrzeć do biblioteki HBO Max i wybrać tytuł "Blue Valentine" w reżyserii Dereka Cianfrance'a. Choć produkcja ma już swoje lata, to wciąż potrafi obudzić te najbardziej uśpione emocje i poruszyć najczulsze struny.
Blue Valentine - film na weekend w HBO Max
"Blue Valentine" śledzi losy Deana (Ryan Gosling) i Cindy (Michelle Williams) od początku ich związku, aż do jego całkowitego rozpadu. Parę poznajemy, w momencie gdy wychowuje już swoją kilkuletnią córkę, próbując jednocześnie wskrzesić w sobie iskrę pożądania z początków ich związku. Widać bowiem, że oboje już od dłuższego czasu po prostu się nie dogadują, mierząc się przytłaczają codziennością i smutną rutyną. W związku z tym próbują reanimować swoją relację, przypominając sobie o jej początkach.
Kiedy para się poznała, ona była pielęgniarką, a on - pracownikiem firmy przeprowadzkowej. Po raz pierwszy spotkali się w domu spokojnej starości, gdzie ulokowana została babcia Cindy. Okres niewinności był wspaniały - oboje wygłupiali się na ulicy jak dwoje zakochanych nastolatków i czerpali z życia garściami. Wydawało się, że są w stanie przezwyciężyć każdy problem. I gdy w końcu pojawił się ten bardzo poważny, który wydawałby się nie do przejścia, udało im się. Później wzięli ślub, urodziło im się dziecko. Co zatem poszło nie tak? Dlaczego Cindy już właściwie nie pamięta, dlaczego Dean zawrócił jej w głowie?
Reżyser "Blue Valentine" wraca do przeszłości, abyśmy mogli przeanalizować, co takie stało się w życiu Deana i Cindy, że już nie patrzą na siebie z czułością i że na siłę muszą organizować romantyczne schadzki. Są one potrzebne już nawet nie po to, by ponownie wzniecić żar w ich związku, ale żeby jakkolwiek udało im się do siebie zbliżyć - psychicznie i fizycznie. Pojawia się przy tym pytanie, czy miłość jest w stanie przetrwać wszystko i czy warto budować coś za wszelką cenę. Bo niestety nie każdy związek czeka szczęśliwe zakończenie.
I właśnie dlatego film z Goslingiem i Williams może nie być najlepszą opcją do oglądania na Walentynki, no chyba że akurat na taką produkcję macie ochotę. Warto mieć jednak tę produkcję z tyłu głowy, choćby na później - łamie serce, ale jednocześnie otwiera oczy, że czasem poddanie się i zaprzestanie walki jest najlepszym rozwiązaniem.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nie spodziewałem się, że ten film podbije HBO Max. Mam mu sporo do zarzucenia
- Ależ niespodzianka od HBO Max. Dziki, hitowy horror pojawił się bez żadnej zapowiedzi
- Po tym filmie widzowie szukają ukojenia w Gorącej rywalizacji na HBO Max. Jest tak ostry
- Twórca Rycerza Siedmiu Królestw przyznaje: ta zmiana była błędem
- Takich filmów się nie zapomina. Oscarowe dzieło nareszcie w HBO Max







































