Jeśli szukacie wciągającej i wbijającej w fotel historii o nawiedzonym domu i poruszającego dramatu rodzinnego w jednym to... źle trafiliście. Choć twórcy „Co widać i słychać” wyraźnie celowali w tym kierunku.
OCENA
Catherine (Amanda Seyfried) i George (James Norton) są młodym małżeństwem, które przenosi się z Manhattanu do domu na farmie w Hudson Valley. Wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku, do czasu gdy ów dom okazuje się... nawiedzony.
Warto jednak zaznaczyć, że „Co widać i słychać” nie jest klasyczną historią o duchach i nawiedzonym domu.
Na dobrą sprawę mamy tu do czynienia niejako z dwoma równoległymi opowieściami/filmami w jednym. Jedna to dynamika relacji Catherine i George’a oraz ich odnajdywanie się w nowym miejscu. Druga, to wspomniane wcześniej elementy paranormalne. Do pewnego stopnia nawet nieźle one ze sobą współpracują, konkretniej, nie gryzą się nawzajem i nie tworzą niekoherentnego dzieła.
Problem w tym, że ten obyczajowo-dramatyczny wątek wydawał mi się o wiele ciekawszy niż ten spirytystyczny.
W pewnym momencie myślałem tylko o tym, by „Co widać i słychać” odpuścił sobie opowiastkę o duchach, a skupił się w pełni na tym, jak Catherine i George powoli zagnieżdżają się w lokalnej społeczności i przechodzą związkowe problemy. Nie są to oczywiście wątki w żadnym razie oryginalne czy szczególnie dobrze rozpisane. Twórcy filmu biorą tu na warsztat klasyczne schematy, w tym romans dupkowatego George’a na boku czy problemy z adaptacją przez nadwrażliwą i wyobcowaną Catherine. Ale interesowały mnie one o wiele bardziej niż tajemnica nawiedzonego domu w małej miejscowości z naleciałościami z „Lśnienia” i tym podobnych historii. Bez nich film ten tylko by zyskał. A jeśli można coś takiego powiedzieć o filmie grozy, to znaczy, że coś po drodze się nie udało.
Od strony wizualnej czy aktorskiej „Co widać i słychać” jest na przyzwoitym poziomie.
Solidna średnia. I trudno mi dodać cokolwiek więcej. Fani gotyckich opowieści nie znajdą tu nic nowego, ale też być może film ten zdoła rzucić na nich wystarczający urok, by zasiedli bez znużenia przed monitorami.